Cezary Trybański: Chętnie zagrałbym jeszcze w kadrze

Koszykówka

Nie wybiegam myślami w przyszłość. Po prostu chcę jak najdłużej grać na przyzwoitym poziomie. A nie być tylko w jakiejś drużynie, żeby tylko być. Zależy mi, aby swoją osobą dokładać cegiełkę do sukcesów drużyny, w której występuję. O zakończeniu kariery nie myślę, bo ciągle mam motywację do gry. Oby tylko zdrowie dopisywało – mówi 34-letni Cezary Trybański, pierwszy polski zawodnik w lidze NBA. „C-Tryb”, po latach spędzonych w Ameryce Północnej i klubach w różnych częściach Europy, w tym .Sezonie dobrze spisuje się w barwach Polpharmy Starogard Gdański, ale jego zespół wlecze się w ogonie Tauron Basket Ligi.

Spodziewał się pan tak udanego powrotu na krajowe parkiety?

Czy ja wiem, że on jest taki udany? Drużyna niestety przegrywa większość spotkań, więc trudno być zadowolonym…

A jeśli chodzi o pana indywidualną postawę?

Wbrew pozorom podobnie prezentowałem się w ubiegłym sezonie na Litwie, gdzie występowałem w zespole BC Dzukija/

No właśnie. Jak się zmieniła polska liga przez te wszystkie lata, kiedy występował pan w klubach zagranicznych?

Prawdę mówiąc, ciężko jest mi to porównywać. Gdy wyjeżdżałem, byłem zawodnikiem, który większość czasu spędzał na ławce rezerwowych. Raptem w kilku meczach dostałem trochę minut, żeby pograć. Obecnie pełnię w drużynie inną rolę, przebywam na parkiecie znacznie dłużej.

A pod względem organizacyjnym?

Też trudno mi pokusić się o wiarygodne zestawienie. Na początku przygody z polską ligą byłem zawodnikiem klubu z Pruszkowa, który walczył o najwyższe cele. Budżet był duży i wyglądało to zupełnie inaczej niż teraz w Polpharmie, gdzie zgromadzone środki ledwo pozwoliły drużynie wystartować w rozgrywkach.

Czego zatem możemy spodziewać się po Polpharmie w tym sezonie?

No cóż, na pewno wszyscy spodziewali się, że nasz bilans będzie wyglądać zupełnie inaczej. Najważniejsze jest obecnie dla nas, abyśmy wreszcie zaczęli wygrywać. Nie ma co wybiegać zbytnio w przyszłość, trzeba się maksymalnie skupiać na każdym najbliższym spotkaniu. Bo ile można przegrywać?

Gdzie tkwi problem?

W meczach przedsezonowych prezentowaliśmy się zupełnie inaczej. Nawet na początku sezonu ta nasza gra wyglądała jeszcze zupełnie przyzwoicie. Ostatnie spotkania pokazują, że przede wszystkim mamy olbrzymie problemy z obroną i przeciwnicy robią pod naszym koszem, co chcą.

Których rywali typuje pan w obecnych rozgrywkach do zdobycia mistrzostwa Polski?

Za nami dopiero początek sezonu, zatem ciężko jeszcze przesądzać sprawę. Ale na pewno widać, że bardzo mocny będzie Turów Zgorzelec, Czarni Słupski, no i Stelmet Zielona Góra, który dysponuje dużym budżetem i długą ławką rezerwowych. Bez wątpienia stać zielonogórzan na obronę tytułu, ale liczę, że wspomniane dwie ekipy sporo w tym namieszają.

Biorąc pod uwagę własne doświadczenia, jaką drogę rozwoju doradziłby pan najbardziej utalentowanej koszykarsko polskiej młodzieży?

Najważniejsze jest, aby trafiać do zespołów, gdzie można liczyć na regularną grę. To jest najważniejsze w młodym wieku. Znalezienie się w klubie, który zapewni dobre warunki finansowe i… siedzenie na ławce rezerwowych, to tak naprawdę jest krok do tyłu. Jeśli dany zawodnik będzie systematycznie łapał doświadczenie w walce na parkiecie, kolejne ciekawe propozycje będą same do niego przychodziły. Moim zdaniem, najpierw warto wykazać się na krajowym podwórku, a dopiero później myśleć o zagranicznych wojażach. No chyba, że pojawia się naprawdę konkretna oferta z silnej ligi, gdzie klub zamierza stawiać na zawodnika i inwestować w niego.

A czemu ciągle tak niewielu Polaków zaistniało w NBA? To kwestia umiejętności, mentalności, a może marketingu?

Największym problemem jest u nas szkolenie młodzieży. Z własnego doświadczenia wiem, że jako młody chłopak, kiedy trafiłem do NBA, miałem dobre warunki fizyczne i byłem sprawny, ale nie potrafiłem wielu zagrań dobrze wykonywać, nie miałem niezbędnego doświadczenia boiskowego. Tu tkwi główna przyczyna. W Stanach Zjednoczonych 22-latkowie nie tylko imponują warunkami fizycznymi oraz sprawnością, ale także doświadczeniem zdobytym choćby w ligach uniwersyteckich. U nas tymczasem młodzi zawodnicy często wpuszczani są jedynie na końcówki spotkań, kiedy wynik jest już rozstrzygnięty. Jak później nawet najbardziej utalentowany zawodnik może zaistnieć w NBA czy najmocniejszych ligach europejskich, skoro nie jest przyzwyczajony do radzenia sobie z presją, gdy rezultat jest „na styku”?

Czy – ze swoim doświadczeniem i umiejętnościami – Cezary Trybański przydałby się jeszcze reprezentacji Polski?

Reprezentacja ma szeroki skład i wielu zawodników na mojej pozycji – tak doświadczonych, jak i młodszych stażem. Ale jeśli tylko byłaby taka szansa, żebym mógł zagrać w kadrze, jestem jak najbardziej chętny. Gra w narodowych barwach to zawsze jest olbrzymie wyróżnienie dla każdego zawodnika. Wiele wskazuje na to, że Dirk Bauermann pozostanie na stanowisku trenera kadry.

To dobre rozwiązanie?

Każdy nowy szkoleniowiec potrzebuje czasu zanim dobrze pozna reprezentacyjną drużynę. Myślę, że przedłużenie współpracy z niemieckim trenerem jest dobrym posunięciem władz PZKosz. Dirk Bauermann już wie, co potrafią poszczególni
zawodnicy, zna ich mocne oraz słabe strony i jestem przekonany, że w przyszłym roku będzie to potrafił wykorzystać.

Za nami pierwszy miesiąc sezonu zasadniczego w NBA. Według notowań firmy bukmacherskiej Fortuna, głównym faworytem rozgrywek pozostają koszykarz Miami Heat. Dla pana także?

Heat mają bardzo duże szanse na obronę tytułu, ale nie ukrywam, że bardzo mocno liczę na San Antonio Spurs. Kibicuję „Ostrogom” i w poprzednich rozgrywkach do samego końca wierzyłem, że mogą zdobyć mistrzostwo. Było blisko, ale niestety doszło do remisu, a później gracze z Miami przeważyli szalę na swoją korzyść. Szans na sukces z udziałem Spurs upatruję w ich zespołowości. W końcu tym składem grają już wiele lat i doskonale się rozumieją. Powiedzmy sobie szczerze, w minionym sezonie zabrakło im bardzo niewiele.

Czego możemy oczekiwać po Marcinie Gortacie w obecnych rozgrywkach?

Marcin na pewno znalazł się obecnie w trudnym dla siebie okresie. Nowe miasto, nowi koledzy, nowi kibice – od nowa musi udowadniać swoją wartość. Kiedy tylko nie wyjdzie mu jakiś mecz, jest krytykowany zarówno przez lokalne media, jak i polskie. Pozostaje mu niczym się nie przejmować i robić swoje. Czyli skupiać się na ciężkiej pracy z drużyną oraz indywidualnych treningach. Presja związana z kończącym się kontraktem też pewnie, mimo wszystko, siedzi gdzieś w jego głowie. Marcin jest już bardzo doświadczonym zawodnikiem i potrafi odsuwać takie rzeczy od siebie, ale to i tak ma niechybnie jakieś znaczenie dla jego poczynań. W przypadku Marcina najważniejsze jest, aby utrzymać się w NBA na kolejne lata. Wysokość kontraktu w jego sytuacji ma drugorzędne znaczenie. On po prostu chce tam dalej być, chce być częścią najlepszej ligi świata.

Washington Wizards to dobre miejsce dla polskiego zawodnika?

Jak na razie Marcin regularnie gra w stołecznej ekipie i to jest najważniejsze. Owszem, dobre mecze przeplata słabszymi, ale w końcu uda mu się ustabilizować formę. Marcin sukcesywnie zbiera kolejne minuty na parkiecie i pod tym względem przeprowadzka do Waszyngtonu wychodzi mu na dobre.

A kto może być – po Gortacie – kolejnym Polakiem w NBA?

Jest kilku kandydatów, ale zawsze ciężko przewidzieć takie rzeczy. Pamiętam, że kiedy ja trafiałem do NBA, wszyscy spodziewali się tam Wojciecha Myrdy. Wiem, że najczęściej padają nazwiska Olga Czyża, Mateusza Ponitki czy Przemka Karnowskiego, ale ta liga jest naprawdę nieobliczalna i w każdej chwili może pojawić się jakiś inny zawodnik.

Doskonale zna pan mechanizmy rządzące NBA. Czy w najbliższych kilku latach możemy się spodziewać nowych klubów w lidze?

Od lat mówi się o wchłonięciu kilku najsilniejszych zespołów z Europy. Ale z tego, co słyszałem, ten pomysł raczej nie zostanie zrealizowany. Po pierwsze, byłoby to nieopłacalne ze względu na koszty podróży. Po drugie, długie przeloty i zmiany czasu nie wpływałyby dobrze na dyspozycję zawodników. Dlatego europejscy kibice muszą się raczej dalej nastawić jedynie na spotkania przedsezonowe na Starym Kontynencie. Jeśli natomiast chodzi o nowe zespoły ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, niczego nie można wykluczyć. W każdej chwili w dowolnym mieście może pojawić się sponsor, który będzie gotowy wyłożyć odpowiednie pieniądze, aby zbudować klub na miarę NBA. Inna sprawa, że przy obecnej sytuacji ekonomicznej i panującym kryzysie, nie wiem, czy ktoś zdecyduje się na podobne przedsięwzięcie w najbliższym czasie.

W tym sezonie do NBA zostało zgłoszonych ponad 90 obcokrajowców z blisko 40 krajów. Czyżby w kolejnym sezonie pękła „setka” zagranicznych zawodników?

A czemu nie? W Europie nie brakuje przecież utalentowanych zawodników, którzy potrafią naprawdę dobrze grać. Poza tym pamiętajmy jeszcze o kwestiach marketingowych. Przedstawiciele poszczególnych krajów w NBA wpływają na zainteresowanie ligą w danym państwie. Przykład Chin i Yao Minga pokazuje to dobitnie. Tak właśnie działa ten rynek?

Na oficjalnej stronie NBA ostatnio pojawiło się jeszcze więcej statystyk. Nie za dużo czasem już tych cyfr? Czy ten ich nadmiar nie przesłoni w końcu ducha samej gry i radości z niej?

Jest wiele statystyk, ale i skrótów spotkań. I to się wszystko jakoś wyrównuje. Wiele osób uwielbia analizować dane statystyczne i one są
zachwycone zmianami. Inni preferują po prostu obejrzenie najciekawszych akcji i też nie mają powodów do narzekań. Nowe statystyki na
pewno nie zaszkodzą w przeżywaniu emocji?

źródło: FourFourTwo


pubsport.pl
Pubsport.pl
Pubsport.pl - wiadomości sportowe i publicystyka. Zapowiedzi i podsumowania meczów piłki nożnej, tenisa, sportów zespołowych oraz zimowych. Relacje na żywo! Wpadnij pogadać o sporcie!
http://www.pubsport.pl/