Chciałoby się więcej

Pierwszy w tym roku weekend Formuły 1 za nami. Nie obyło się bez emocji i pierwszych kontrowersyjnych sytuacji. Niestety, niektóre rzeczy pozostały te same.

I nie mówię tutaj w negatywnym kontekście o przewadze Red Bull Racing i znakomitej formie Sebastiana Vettela. Młody Niemiec na razie zachowuje się w taki sposób na torze, że nie pozostaje nic innego jak bić mu brawo i podziwiać jego znakomite tempo. Skoro nawet Fernando Alonso docenia ostatnie wyczyny głównego rywala i ze smutkiem konstatuje, że ? Vettel był poza zasięgiem? to wypada tylko się zgodzić i pogratulować młodemu kierowcy kolejnego triumfu.

Optymistycznie zaprezentował się Sauber, który na pewno zwiększy ścisk w środku stawki i doda trochę emocji rywalizując o punkty z Force India, Williamsem, Mercedesem czy Renault. Talent Kobayashiego widziano już w poprzednim sezonie, w tym dołączył do niego Sergio Perez. Jak pokazało GP Australii kierowca równie dobry, którego stać na duże rzeczy w Formule 1. Jeśli tylko zespół będzie trzymał się kodeksu i pracował solidnie to ma szansę zaznaczyć swoje miejsce w tegorocznym cyklu.

Oczywiście, nie sposób pominąć wyczynu Witalija Pietrowa, który wskoczył na podium i udowodnił, że potrafi jeździć bezbłędnie i być konkurencją dla najlepszych. Odpowiedni bolid i wsparcie zespołu mogą sprawić, że Rosjanin będzie w tym roku nie drugim, a właśnie pierwszym kierowcą Renault. Jak będzie robił postępy to i być może zostanie w Formule 1 na lata, gdzie dopisze trochę swojej historii. Tego mu na pewno życzę.

Niestety rozczarowany jestem postawą Lotusa, Virgina i HRT i właśnie o tym wspomniałem w pierwszych zdaniach tego tekstu. Może miałem za duże oczekiwania, ale jednak liczyłem, że Jarno Trulli, Timo Glock i Vitantonio Luzzi będą się bili z kimś więcej, niż tylko ze sobą. Niestety, chyba znowu przyjdzie cieszyć się tylko dlatego, że oba bolidy dojechały do mety. A w przypadku HRT, że w ogóle zakwalifikowały się do wyścigu. Wypowiedzi po pierwszym GP szefów zespołów sugerują, że na więcej Lotus czy Virgin w tym roku nie liczą. Szkoda.

Apetyt po pierwszym GP na kolejne emocje wyścigowe jest duży. Zobaczymy co przyniesie drugi wyścig, który pozwoli już wysuwać ciekawsze wnioski na temat przygotowania zespołów. Czekamy z niecierpliwością, nieprawdaż?


pubsport.pl