Chęci i ambicja to za mało na Barcę

Moje serce kilkanaście minut temu zaczęło goić rany. Teraz powolutku dochodzi do siebie. Barcelona wygrała na wyjeździe z Benficą 2:0, chociaż mecz był bardzo zacięty, a piłkarze Dumy Katalonii nie cieszyli się zbytnio po końcowym gwizdku, ponieważ ponieśli w tym boju straty personalne.

Mimo takiego rezultatu, należy pochwalić gospodarzy za postawę w spotkaniu. Zgodnie z tym, co powiedział trener Jorge Jesus, nie zlekceważyli rywala, godnie stawiali im opór. To prawda, że optyczna dominacja Blaugrany była zdecydowana, ale Orły z Lizbony wyprowadzały naprawdę składne, szybkie kontrataki. Jednak za każdym razem brakowało albo odrobiny szczęścia albo celności. Dobrze w bramce spisywał się Victor Valdes. Co ciekawe, chociaż jego koledzy utrzymywali się przy piłce przez 3/4 meczu, to przeciwnicy oddali więcej strzałów. Ot, taki mały paradoks.

Gra Wicemistrza Portugalii nie musiała się podobać. Chodziło tylko o to, aby zaburzać rytm gry wielce utytułowanego oponenta. Zawodnicy Benfiki usiłowali przede wszystkim wyłączyć z gry Leo Messiego, nie zostawiając mu miejsca. Niestety, na chwilę obecną, nie ma innej możliwości na nawiązanie równej walki z Barcą, pomijając już to, że nie zawsze ta musi być skuteczna. Przykładowo, w drugiej połowie Argentyńczyk udowodnił, iż jest sobie poradzić nawet z trójką defensorów i do tego jeszcze zaliczyć asystę przy bramce (Fabregasa). To jest dopiero klasa…

Zdarzały się momenty, że gospodarze wychodzili całym zespołem dość wysoko, co pozwalało barcelończykom na zagrywanie górnych piłek (!) w stronę piłkarzy ofensywnych. Przez cały mecz naliczyłem takich zagrań około dziesięciu. Ponadto, w paru przedziałach czasu goście stosowali mądry, acz nie maksymalnie agresywny pressing, przez co podopieczni Jorge Jesusa się gubili, chwilami nie wiedzieli, co zrobić.

Pomimo takiego wyniku i obrazu gry, mecz mógł zakończyć się na dobrą sprawę w każdy inny sposób. Obie ekipy dobrze o tym wiedziały i dlatego nie odstawiały nóg. Niestety, utracił na tym poziom widowiska w ostatnich kwadransach połów. Zwłaszcza w tym ostatnim już chciało się, aby arbiter odgwizdał koniec, żeby piłkarze się nie pozabijali. Czasami nawet nie potrzebowali do tego „pomocy” przeciwnika (trzymaj się, Carles!)…

Teoretycznie to drugie trafienie podopiecznych Tito Vilanovy wisiało w powietrzu, chociaż równie dobrze mogło dojść do remisu. Od 55. minuty właściwie emocje zaczynały się kończyć. Benfica wyglądała jak w szoku pourazowym. Tuż po stracie gola zawodnicy jakby chcieli powiedzieć „nic się nie stało, gramy dalej” i zaczęli szturm na bramkę Valdesa, lecz z każdą minutą rysowała się coraz większa przewaga FCB. I tak już zostało właściwie do końca.

Strasznie żałuję, że zawody zakończyły się w nieprzyjemnej atmosferze. Nie chodzi już o feralny upadek Puyola, ale o wzajemne niesportowe zagrania, brutalne faule itd. Jeszcze rozumiem, jakby był remis i walka o przetrwanie w rozgrywkach, ale dlaczego tak się działo tu i teraz?! Pomijam już swoją sympatię do obu tych klubów, bo przez to mój ból tylko zyskiwał na sile. Mówiłem, że to spotkanie będzie bolało… Przekonał się o tym kapitan Blaugrany…

Według mnie tytuł zawodnika meczu powinien trafić do Alexisa Sancheza. Chilijczyk wytrzymał trudy tego spotkania, często udzielał się zarówno w ataku, jak i pomocy. Gdyby miał odrobinę lepiej nastawiony celownik, to mógłby nawet dziś przywieźć hat tricka z Estadio da Luz.

Jestem zadowolony, że Orły z Lizbony podjęły walkę, nie przestraszyły się wielkiej Barcelony i nie były tylko gruszką do przyjmowania ciosów od przeciwnika. Dało się zauważyć, iż naprawdę były wśród nich chęci i ambicje. Niestety, odstawali nieco umiejętnościami technicznymi i to mogło zadecydować o takim właśnie roztrzygnięciu na koniec. Niemniej jednak nie można było narzekać na nudę w tym spotkaniu. Na pewno ciekawy będzie też rewanż, który zaplanowano na 5 grudnia. Co prawda wydaje mi się, że na swoim boisku Barcę zatrzymać będzie jeszcze trudniej, ale wiemy, że portugalski klub łatwo się nie podda, co udowodnił np. dzisiaj.

Carrega Benfica! Visca el Barca!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl