Chelsea poza czwórką – na jak długo?

Jestem świeżo po seansie derbów Londynu pomiędzy Fulham, a Chelsea. Spotkanie rozegrane na Craven Cottage w środkowym Lądku, mimo że na tym kameralnym obiekcie kopać miał mistrz kraju oraz drużyna, która w tym roku jeszcze nie zaznała ligowej porażki, nie zapowiadał się jako szlagier czy hit. I faktycznie takowy mecz to nie, żeby ująć to najdelikatniej.

Obie drużyny bardzo potrzebowały punktów przed tym spotkaniem, a w dodatku The Blues tylko zwycięstwo w tym meczu dawało cokolwiek. Dla Fulham, nawet gdyby jego piłkarze byli w niewiadomo jak kosmicznej formie, punkt zdobyty z Chelsea byłby bardzo zadowalający. I swój cel podopieczni Marka Hughesa – nomen omen przed laty grającego przez trzy lata w niebieskiej koszulce i to z powodzeniem, wszak został nawet wybrany grajkiem sezonu przez kibiców – osiągnęli i to wcale nie przekraczając, a nawet nie zbliżając się, do granicy swoich możliwości.

W pierwszej połowie, ze strony głównie CFC, nie działo się nic. To, co zapamiętamy z pierwszej części to dwie „okazje” Torresa, w których popełnił błędy techniczne, których nie wypada popełniać nawet w wieku trampkarza. Po zmianie stron, im było bliżej końca, tym mistrzowie Anglii oczywiście częściej byli przy piłce, więcej strzelali. Ale co z tego, jeśli z posiadania piłki wychodziły głównie fatalne strzały – albo w trybuny, albo „podania” do Schwarzera. A Fulham? Konsekwentne, dobrze zorganizowane w defensywie, grające mądrze i co jakiś czas kontratakujące. I właśnie po jednej z kontr, w ostatniej minucie doliczonego czasu, jeden z najlepszych graczy Chelsea w tym meczu (choć przy takim „widowisku” brzmi to pretensjonalnie) – zaliczający debiut w wyjściowej jedenastce David Luiz – bezsensownie fauluje Dempseya w szesnastce. Na szczęście dla The Blues Petr Cech obronił strzał amerykańskiego snajpera i Chelsea – mimo, że przyjechała do Hammersmith and Fulham po pełną pulę – powinna się cieszyć ze zdobytego jednego oczka.

Co będzie dalej z czterokrotnym mistrzem Anglii? Chelsea, która co jakiś czas wydaje się, że już wystartowała z bloków na dystansie wyjścia z kryzysu, a w następnym meczu przekonuje się, iż popełniła falstart – co wydaje się, że najgorsze już za nimi, to tydzień później okazuje się, że jednak niekoniecznie.

Nic nie zapowiada poprawy stylu gry Niebieskich i w tym momencie już naprawdę sukcesem będzie czwarte miejsce na, przypadający na maj, koniec kampanii. A być może Ancelotti szykuje formę na Ligę Mistrzów? Bo przecież właśnie po to, aby w końcu do Londynu przywieźć najcenniejsze trofeum w klubowym futbolu, korpulentny Włoch został wezwany przez Czerwonego Romka. Bo tylko końcowy sukces na europejskim salonie uratuje głowę szkoleniowca Chelsea, choć tak naprawdę, z meczu na mecz stwierdzenie o zdobyciu przez Anglików Pucharu Europy w bieżącej edycji, nabiera coraz to większej (jak już nie gigantycznej) abstrakcyjności. O ile w ogóle do maja Ancelotti nadal będzie na Stamford Bridge…


pubsport.pl
Adrian Adamus

tu piszę:
http://www.angielskapilka.com/
http://futbolnanie.blox.pl/html

http://www.myspace.com/adek666a