Chłopcy czy mężczyźni?

Z meczu z Zawiszą wychodziłem zażenowany, ze starcia Korony z Pogonią wyszedłem wkurwiony, dosłownie na wszystko i wszystkich – na piłkarzy (ale mi przejdzie), na sędziego (ale mi przeszło) na „kibiców” (nie minie tak łatwo). Właśnie o tym ostatnim elemencie wyliczanki postanowiłem napisać kilka słów.

Zdaję sobie sprawę, że mój tekst zostanie fatalnie odebrany przez kiboli Korony Kielce, ale szczerze mówiąc mało mnie to obchodzi. Tak jak ich mało obchodzi jak wiele osób negatywnie odbiera ich piątkowe popisy. Do tej pory mieli moje pełne poparcie, w piątek trochę się to zmieniło.

Zawsze uważałem, że oprawa jest fajna gdy ma jakiś cel – inteligentnie dopiec przeciwnikowi, rozbawić czy zagrzać do boju drużynę. To co pokazali ultrasi Korony nie łapie się do żadnej z tych kategorii, a na dodatek nie było jakimś arcydziełem stadionowej sztuki. Choreografia „łamiemy przepisy” była jak figiel spłatany przez małe dziecko, które chciało zwrócić na siebie uwagę. Trochę to słabe, by dla paru świecidełek poświęcić miesiące ciężkiej pracy nad wizerunkiem. Dla większości mediów fani Korony są teraz wielkimi chuliganami i bandydatmi. Taki mamy kraj. Ja takich słów bym nie użył, ale nie potrafię się powstrzymać od określenia piątkowych zdarzeń debilizmem i skrajną bezmyślnością.

Początkowo, gdy dym przesuwał się nad boisko pomyślałem, że nic wielkiego się nie stało – kilka minut i będzie można grać dalej. Pomyliłem się – przerwa trwała ok. 20 minut. Jako że jestem tolerancyjny i cierpliwy – to też bym przetrawił. Nie przetrawię jednak, bo widzę po wpisach na forach, że „panowie kibolowie” są z siebie dumni. Jak gówniarz, który z rozpędu wskoczył w kałużę, upaprał siebie, a przy okazji idącą obok matkę. Tym samym pozbawiają  złudzeń co do swoich prawdziwych zamiarów – nie chodzi im o doping, o mecz, ani o Koronę, jak twierdzą. Gdyby tak było treść opraw byłaby inna, a ewentualne przerwanie meczu przez odpalone race mogłoby być wypadkiem przy pracy, nie powodem do dumy. I z tego wypadku nie byliby zadowoleni, a raczej za niego przepraszali.

W kibicowskich przyśpiewkach jest mnóstwo wzniosłych haseł, ale większość  to tylko słowa. Przez pół meczu młyn potrafi śpiewać „wygraj ten mecz”, „ten mecz musimy wygrać”, „wczoraj obiecałaś mi na pewno, że trzy punkty dzisiaj będą” itd. Czy w ogóle wiedzą o czym śpiewają? O jakich trzech punktach? Może o tych, które mało co nie poszły w piątek z dymem? Przy „pomysłowości” naszych władz serio zacząłem się obawiać, że zaraz ktoś odwoła mecz jak w Warszawie. Jak można krzyczeć o wygrywaniu meczu, kiedy tak na prawdę ma się go w dupie?

Przykładowy dialog  z facebooka:

Kibic1: co się niby takiego stało
Kibic 2: mecz przerwany…
Kibic1: i co kurwa z tego?

Rozśpiewani panowie uważają, że są najważniejsi na stadionie, że bez nich nie będzie widowiska i cała liga pierdolnie na łeb. Też kiedyś tak myślałem, ale mam podstawy sądzić, że jest zupełnie inaczej. Koroniarze podnoszą oczywiście argument finansowy – bez nich spadnie frekwencja, będzie mniej kasy dla klubu. I tutaj dochodzimy do ciekawego punktu. Mecz ogląda 6 tysięcy osób, na młynie jest około tysiąc. Wpływy spadną max o 17 %. Tylko, że to nawet nie będzie 17 %, bo Stowarzyszenie załatwiło fanom zniżkę – na młyn wchodzi się za 10 zł, niezależnie od wieku. Każdy ulgowy bilet na Koronę kosztuje więcej. Nie bronią ich pieniądze, więc co? Atmosfera? Zapominają, że bez niej da się przeżyć, to jest w gruncie rzeczy tylko dodatek. Wiemy to od wiosny sezonu 2011/12 kiedy to mieliśmy do czynienia z bojkotem. Z meczu na mecz na stadionie bez zorganizowanego dopingu było fajniej, a ostatnie starcie z Widzewem oglądało ponad 10 tys. ludzi. Jasne – stawka była wysoka, drużyna lepsza, ale to pokazuje, że ludzie koniec końców przychodzą patrzeć na piłkę nożną a nie na gołe klaty w młynie.

Oburzenie wywołały gwizdy w stronę młyna jakich dopuścili się tzw. janusze, gdy mecz został przerwany. Zdecydowana większość osób przyszła tam obejrzeć sportowe zawody, a nie mgłę i ta większość miała pełne prawo gwizdać na idiotów, którzy zawody przerywają. Piłka nożna dla kibiców, nieprawdaż? Więc każdy może skakać, drzeć japę i gwizdać kiedy chce. To jest kibicowanie. Przerywanie meczu, by pokazać jakim się jest niezależnym, nie mieści się w tej definicji.

Wielkie larum podniosło się, po oświadczeniu klubu, który zdecydował, że nie sprzeda biletów na 30. kolejkę tym którzy mieli ostatnio wejściówki na młyn. Odpowiedzialność zbiorowa – krzyczą, karać winnych, nie wszystkich – słyszę. Rozumiem wobec tego, że są gotowi poświęcić tych kilkunastu swoich „braci po szalu”, byle tylko przyjść na kolejne widowisko? Gdzie ta jedność, gdzie braterstwo?

Odrębny akapit należy się służbom porządkowym na stadionie, które od lat zachowują się zupełnie tak samo. Niech ktoś mi odpowie jak taka ilość pirotechniki została wniesiona za bramy, skoro kontrole są tak drobiazgowe, oprawy sprawdzane itd. Przecież na przygotowanych płótnach było jasno napisane co się będzie działo i co będzie odpalone. Dlaczego ja, w imię bezpieczeństwa, muszę znosić ręce obcego faceta na dupie i klatce piersiowej, a ultrasi bez problemu wnoszą na stadion co chcą i kiedy chcą? Dlaczego jedyną skuteczną akcją ochroniarzy w piątek było wyprowadzenie we trzech jednego chłopaka, który naubliżał Dariuszowi Wdowczykowi?

Jak już jesteśmy przy „Wdowcu”. Nie wiem czy wiecie, drodzy fanatycy, ale w piątek na stadionie zjawił się gość, który tej Koronie wyrządził swego czasu wielką krzywdę. Jaka jest wasza reakcja? Jak go przywitaliście? Jak każdego innego trenera. Potraficie namalować transparent o właścicielu Zawiszy Bydgoszcz, a nie umiecie przypomnieć Wdowczykowi, że nie jest w Kielcach mile widziany? Nie chcieliście, zapomnieliście, a może macie w dupach historię Korony?

Boli mnie to co się stało i że w ogóle muszę pisać taki tekst teraz kiedy wydawało się, że ruch kibicowski w Kielcach wychodzi na prostą. Głośny, liczny i barwny młyn z ostatnich spotkań to może już historia. Bo chłopcom zachciało się skakać do kałuży. Piszę chłopcom, bo jak ktoś to kiedyś ładnie ujął – mężczyzną stajesz się wtedy, kiedy widząc kałużę potrafisz ją ominąć…


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/