Cholera. Brawo Serbia

Nie było wojny na boisku – był sport. Kibice wyglądali, jakby byli wściekli, agresywni, żądni krwi, ale wszystkie te emocje wkładali w doping. Serbscy zawodnicy nie musieli nakręcać kibiców. Właściwie dopiero dziewięćdziesiąt sekund przed końcem, gdy wszystko było już jasne, zaczęła się interakcja na linii boisko-trybuny. Wcześniej była koncentracja i konsekwencja. I Darko Stanić w bramce.

Nie było może kunsztownych rozegrań. Przebiegłych wybiegów taktycznych, zaskoczeń personalnych też nie. Ale z obu stron bramki padały równo i solidnie. Pierwszy raz w tym turnieju widziałem Chorwatów na dłuższym dystansie i trochę mnie zawiedli. Na pewno nie grali źle, ale nie była to drużyny na Mistrzostwo Europy. Może w ich głowach dość mocno odbijał się ryk kilkunastu tysięcy serbskich fanów. Może trochę związał im nogi. Serbowie zaś cały czas parli do przodu. Kilka godzin temu pisałem, że mają opętanie w oczach. W tym momencie bardziej adekwatnym słowem wydaje mi się obłęd, ale jednocześnie i trans. Nie mogli nie słyszeć trybun, ale wyglądało jakby taka sytuacja miała miejsce.

Jednak Chorwaci, nawet nie tak wielcy, jak można się było spodziewać, grając przeciw zafiksowanym na punkcie każdej kolejnej akcji Serbom nie byli zespołem gorszym. Wynik majaczył się koło remisu przez około czterdzieści minut. Aż w końcu stało się coś, z czym trzeba liczyć się w każdym spotkaniu, a co niejednokrotnie budowało wielkie sukcesy i wielkie porażki – jeden z bramkarz zaczął wyciągać piłkę za piłką. Na okładce każdego serbskiego dziennika będzie jutro Darko Stanić. Nie ma jeszcze pełnych statystyk, ale nie zdziwię się, jeśli zobaczę piątkę z przodu w procencie udanych interwencji w drugiej połowie.

Panu Staniciowi dziękujemy więc za przedłużenie naszych emocji związanych z tym turniejem. Będziemy je mieli aż do finału. Boję się o ten finał.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl