Ciach, ciach, ciach…

O sporcie innym niż piłka nożna, piszę nieprzymuszony raz na 702 dni. Wypada dzisiaj. Bo przecież, choć futbol, nie równa się niczemu innemu na świecie, to nie nim samym człowiek żyje. Czasem bywa się przecież na innych dyscyplinach.

Względnie regularnie bywam obok siatkarskich parkietów w polskiej lidze kobiet, ale tego nie lubię. Nudzi mnie, wyłączam się na 47 minut, słowem, nie jestem wzorem profesjonalizmu. Futsal za to jest fantastyczny. To piłka nożna minus plamy nudy. Dziś zadebiutowałem hokejem, na co od dawna miałem ochotę.

I teraz w głowie mam tylko „szuuuuuust”, „szaaaast”, „ciaaaach”. Nie wiem, czy moje onomatopeje trafiają do was, ale starałem się oddać dźwięk łyżew przecinających lód. Zderzane kije też mają swój urok. Myślę, że można te dźwięki umieścić w rankingu najfajniejszych sportowych dźwięków obok piłki uderzającej w słupek/poprzeczkę, czy piłki wpadającej łagodnie do siatki.

Nie wiem, czy powinienem się do tego przyznawać, bo mogę wyjść na ostatniego półgłówka, ale negatywnie zdziwiło mnie tylko jedno. Otóż… było mi zimno. Pod koniec to już nawet mało powiedziane. Myślę, że moje zęby brzmiały podobnie jak te kije hokeistów Cracovii i GKS-u Tychy. Ja wiem, sport zimowy, wiem, że lód musi mieć chłodno, ale – do diaska – hala kojarzyła mi się jednak z przyjemnym ciepełkiem.

Przede wszystkim jednak podobało mi się to, co w telewizji przeszkadzało mi lubić ten sport. Widziałem krążek! Nie było to nawet specjalnie trudne. A w telewizji tylko czasem przelatywała mi po tafli jakaś mucha i tyle. Ciężko się było tym emocjonować. Poza tym, wszyscy hokeiści wyglądają na wielkie chłopiska. Ciekawe, czy w rzeczywistości są między nimi tacy, co mają 1,60 m. w kapeluszu, a powiększają ich tylko obfite ochraniacze? Jak na takie monstra, poruszają się całkiem zwiewnie, lekko. Ta gracja i elegancja też mi się podobała.

No i było też to, czego w moich, laika oczach, w hokeju nie mogło zabraknąć. Ci zwiewni, lekko się poruszający, z gracją, lali się po mordach aż miło. Było takie pranie, że widok leżących na ziemi powyrywanych kasków i porzuconych kijów naprawdę robił wrażenie, jakby przed chwilą odbyła się tu druga część bitwy pod Beresteczkiem.

Wiem jedno. Hokej polecam i na hokej chcę wrócić. I tylko Tychów szkoda.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl