Ciemne chmury nad Anfield

Brendan Rodgers w ciągu roku zbudował na Anfield drużynę, której obawiała się cała Anglia. Zgraję chłopaków grających z fantazją, polotem, ale i skutecznością. W obecnej kampanii Liverpool miał wskoczyć na jeszcze wyższy poziom, zarezerwowany jedynie dla tych najlepszych na globie. Obecnie jednak w niczym nie przypomina drużyny z poprzedniego sezonu, która z bezczelnością lała wszystkich jak popadnie. Nad Merseyside zebrały się czarne chmury. Pojawił się poważny kryzys, a nie krótka seria gorszych spotkań.

Sytuacja The Reds jest bardzo podobna do tej, jaka przed rokiem panowała na White Hart Lane. Wówczas Tottenham pozbył się swojego diamentu w postaci Garetha Bale’a. Na rynku jednak nie próżnował. Lamela, Capoue, Eriksen, Chadli, to tylko niektóre nazwiska z długiej listy zakupów, których tamtego lata dokonał Daniel Levy. Ogółem, na nowe nabytki wydał grubo ponad sto milionów. Jednak piłkarze Villasa – Boasa nie byli już tą samą ekipą co w poprzednim sezonie, grali źle, tracili punkty, co skończyło się zwolnieniem portugalskiego szkoleniowca już na początku grudnia.

Z Liverpoolu odszedł Luis Suarez, ale nabytki w postaci Markovicia, Cana, Lamberta, Lovrena i w końcu Lallany oraz Balotelliego, pozwalały wierzyć, że nie ucierpi na tym gra zespołu. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Suarez był liderem ekipy Rodgersa. Gościem, w którego świetle błyszczeć zaczynali również inni. Facetem, który ciągnął zespół do przodu.  Teraz takiego piłkarza brakuje.

Nowi zawodnicy zawodzą. Marković, Can czy Lallana mają olbrzymie możliwości, ale to nie są gracze przyzwyczajeni do gry pod taką presją. Odnoszę wrażenie, że są zagubieni, przestraszeni, nieświadomi swojej wartości. Myślę, że zaczną czarować na miarę swojego potencjału dopiero wtedy, gdy drużyna będzie grała lepiej. To nie są JESZCZE piłkarze, którzy pociągną zespół pełen gwiazd.

Mario Balotelli. To on miał zastąpić Luisa Suareza. Oczywistym był fakt, że Włoch nie ma predyspozycji do bycia liderem drużyny, ale kibice liczyli jednak na jego gole. Miał za sobą niezły sezon w Milanie, ponadto Brendan Rodgers wydawał się dobrym facetem do tego, by delikatnie pozmieniać złe nawyki gwiazdora. Wielu jednak mówiło, że akurat to zadanie może okazać się dla Irlandczyka karkołomne. Sam na początku sezonu pisałem o tym, że Balotelli może i ma odpowiednie umiejętności, ale akurat do Liveproolu to on kompletnie nie pasuje. Nie jest miłośnikiem wymiany pozycji z partnerami i nie należy do graczy, którzy dobrze czują się w małej, kombinacyjnej grze, jaką wcześniej serwowało nam trio: Suarez – Sterling – Sturridge.  Teraz jednak nie sposób tłumaczyć Balotelliego słowami, jakoby był zagubiony tudzież nie mógłby się odnaleźć w taktyce preferowanej przez Rodgersa. Mario jest po prostu słaby. Nie dość, że nie pasuje do gry zespołu, to jeszcze kompletnie ją psuje. Marnuje sytuacje, raz za razem podejmuje kompletnie niezrozumiałe decyzje. Traci piłki.  Zwykle nie daje drużynie nic pozytywnego, wręcz irytuje swoją postawą. Nie zasługuje na grę, ale z drugiej strony – kto ma grać, skoro Sturridge, który mógłby występować na szpicy, jest kontuzjowany, a Lambert przyjechał na Anfield raczej po to, by spełnić swoje marzenie i wejść raz na jakiś czas w końcówce, a nie występować w pierwszym garniturze.  

Gerrard to już nie ten stary, dobry Stevie  i niektórzy krzyczą, że w meczu z Chelsea szansę od początku powinien otrzymać młody Can. Henderson nie jest już tak, hmm……, wszędobylski i nie posyła już tylu idealnych prostopadłych piłek (choć są wyjątki vide genialna asysta do Sterlinga w meczu otwierającym obecną kampanię).

Bardzo widoczny jest również brak wspomnianego Sturridge’a. To on, wraz ze Sterlinigiem, pokazywał namiastkę gry Liverpoolu z poprzednich rozgrywek. Ta dwójka doskonale się rozumie, ma niezbędny luz, ale wobec absencji Daniela, The Reds w ofensywie nie istnieją. W minionym sezonie, tylko oni oraz Manchester City przekroczyli magiczną barierę stu goli. W obecnym po dziesięciu spotkaniach mają na koncie marne trzynaście bramek.  

I tak właśnie w ostatnich tygodniach prezentuje się Liverpool. Jego gra oparta jest na pojedynczych zrywach Sterlinga czy Coutinho. Nie ma polotu, wymienności pozycji, przyśpieszenia akcji i najbardziej zabójczej broni z poprzedniego sezonu, prostopadłych podań. Chłopaki Rodgersa grają przeraźliwie wolno i przewidywalnie. W meczu z Hull razili bezsilnością. Było 0:0, a oni niemal przez cały mecz nie potrafili stworzyć sobie sytuacji. Od Newcastle byli zwyczajnie słabsi. Sroki, mimo prowadzenia 1:0, i tak były w swoich poczynaniach znacznie konkretniejsze: najpierw doskonałą sytuację zmarnował Sissoko, chwilę później przewagę liczebną na połowie Liverpoolu stworzyli Ayoze Perez z Cabellą i tylko ten drugi wie, jak ta akcja mogła nie zakończyć się bramką.

Sytuacja w grupie Ligi Mistrzów jest bardzo niewygodna, bo po czterech meczach Liverpool zgromadził ledwie trzy oczka. I o ile porażki z Realem były, można powiedzieć, wkalkulowane, o tyle porażka z Bazyleą już na pewno nie. We wczorajszym spotkaniu z Królewskimi Rodgers wywiesił wręcz białą flagę, puszczając w bój piłkarzy dotychczas przyspawanych głównie do ławki. 0:1 to najniższy  możliwy wymiar kary.

Niektórzy już cichutko przebąkują o zwolnieniu Rodgersa, choć oczywiście nie należy tych głosów traktować zbyt poważnie. To nie jest Polska, a prezesem LFC nie jest Dariusz Smagorowicz. Jednak Irlandczyk musi coś zmienić – przywrócić swoim chłopakom luz i wiarę we własne możliwości. Pewność siebie. Najlepsza okazja, by jej trochę nabrać już w sobotę o 13.30. Chelsea, lider miażdżący każdego po kolei. Idealny mecz na przełamanie.  


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl