Ciemne chmury nad Stamford Bridge

Przed końcem roku, przy okazji opuszczenia Stamford Bridge przez Roberto Di Matteo, postawiłem tezę, że Chelsea pod wodzą Rafy Beniteza nie będzie osiągać sukcesów, a szanse na powodzenie misji Hiszpana w Coham są niewielkie. Wielu ludzi piłki, kibiców i dziennikarzy, miało bardzo podobne zdanie na ten temat. Teraz, po dwóch miesiącach pracy byłego trenera Valencii, Interu i Liverpoolu, okazuje się, że nasze przypuszczenia nie należały do bezpodstawnych i znajdują swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Wyniki są słabe, a styl gry prezentowany przez The Blues jeszcze gorszy.

Jakiś czas temu Beniteza uważałem za perfekcjonistę, który chce mieć wyniki, ale jego zespół powinien być doskonale poukładany taktycznie. Zewsząd było słychać, jak to Rafa przywiązuje uwagę do najmniejszych szczegółów, jak doskonały chce być w tym, co robi. Tymczasem po meczu z Newcastle stwierdził: „Wykonujemy dobrą robotę w kontekście tego, co widać na boisku. Drużyna się stara. Posiada dobry „team spirit” i będę zadowolony z zakończenia sezonu w TOP 3. Uda mi się. Z tego co widzę drużyna się stara i ciężko pracuje. Dzięki temu teraz będziemy iść już w dobrym kierunku.”  I to mówi gość, który jest trenerem drużyny mającej za cel skończyć sezon w pierwszej trójce. Dodajmy, po ZASŁUŻONEJ porażce z piętnastą drużyną ligi. Owszem, jakościowo nie pasującą do tych rejonów tabeli, przyszłościową, ciekawą, ale jednak broniącą się przed spadkiem. Takie są fakty. Podopieczni Alana Pardev przez te kilkanaście kolejek „zapracowali” sobie na to miejsce, a w niedzielę skarcili londyńczyków.

Inaczej moglibyśmy rozmawiać, gdyby porażka ze „Srokami” należała do wypadków jednorazowych, zdarzających się raz na jakiś czas. Tymczasem Chelsea z ostatnich sześciu spotkań, wygrała zaledwie jedno. Zaliczyła wstydliwe wpadki min. z Reading, Brendford (IV liga) czy Swansea. The Blues  nie byli lepsi od Newcastle, zasłużyli na porażkę, a słowa Beniteza zakrawają o granice absurdu.  

Piłkarze ze SB po boisku poruszają się nieprzekonująco, może, tak jak mówi trener, starają się, ale długimi momentami niewiele z tego wynika. Nie ma polotu, jest statyczność. Fernando Torres (notabene, wciąż w żadnym stopniu nie przypominający  napastnika) wszedł na St. James Park w miejsce kontuzjowanego Demby Ba, ale mimo iż Chelsea zdawała się mieć w drugiej części przewagę,    El Nino piłkę dotykał z rzadka, nie brał wielkiego udziału w grze, nie było tej niewidzialnej nici porozumienia pomiędzy nim a Matą, Lampardem czy Oscarem.

Właśnie, Oscar, wielki talent, prawda? Tylko aż prosi się aby zamienić go z Ramiresem, którego Rafa powinien wystawić na skrzydle, a dla Oscara w ten sposób zrobić miejsce w środku pola. Ramires dysponuje niesamowitym przyspieszeniem, jest w stanie na szybkości zrobić fajny zwód, dograć w pole karne ze skrzydła. Oscar to z kolei piłkarz kapitalny technicznie, dobrze czujący się w małej grze, w tłoku, imponujący przeglądem pola. Na skrzydle nie jest tak przekonujący, potrafi błysnąć, ale tylko od święta, śmiem twierdzić, że w środku jest w stanie błyszczeć znacznie częściej. Dlaczego ich nie zamienić? Albo chociaż spróbować opcji  z większą  wymiennością pozycji, bardziej płynną grą, jeśli chodzi o tę trójkę podwieszoną pod napastnikiem, tak, jak jest w stanie robić to Borussia Dortmund.

Nie rozumiem jednej rzeczy u Romana Abramowicza. Dlaczego on chce oddać po sezonie, zupełnie za darmo, jednego z najlepszych zawodników swojego zespołu, klubową legendę, ikonę?!  Owszem, Lamps  ma już swoje lata, czasami nie jest tak precyzyjny jak kiedyś, nie tak dynamiczny i agresywny. Ale, ludzie, to nie zmienia faktu, że jest, razem z Juanem Matą,  najlepszym zawodnikiem Chelsea  w ostatnich kilku tygodniach, a w przekroju całego sezonu również należy do najlepszych. Z Newcastle strzelił fantastyczną bramkę, dał nadzieję londyńczykom. Sezon w sezon , od wielu lat, strzela w barwach Chelsea powyżej dziesięciu goli. To przecież o czymś świadczy. Jako kibic Chelsea, będę ogromnie rozczarowany, jeśli w przyszłym sezonie nie będę mógł oglądać Lamparda na Stamford Bridge, tym bardziej, że Anglik na szansę od rosyjskiego właściciela zasłużył. Jak nikt inny.

Momentami imponuje Mata. Często jest prawdziwym motorem napędowym drużyny. Oprócz tego, że śle świetne, długie, prostopadłe piłki, rozgrywa mądrze i precyzyjnie, to jeszcze zaskakująco dla rywala drybluje, robi różnicę, stwarza przewagę.

Już chyba pewne jest to, że Rafa Benitez w przyszłym sezonie nie poprowadzi londyńczyków, że jest trenerem tymczasowym bez żadnych perspektyw na przedłużenie umowy. Na razie, jak pisałem, wygląda to słabiutko, pozostaje czekać aż z kontuzji wyleczy się kilku istotnych grajków, do składu wróci Hazard, a z Pucharu Narodów Afryki przylecą Victor Moses i John Obi Mikel. Może wtedy Hiszpanowi uda się to w jakiś sposób poukładać, bo na ten moment The Blues grają nieatrakcyjnie i bardzo nierówno, a sytuacja kadrowa również nie należy do komfortowych.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl