Cieszmy się z awansu

We wtorek miało miejsce wydarzenie, na które kibice polskiego futbolu klubowego czekali od dwóch dekad. Mistrz Polski wreszcie awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Dużo wody w Wiśle upłynęło od ostatniego awansu. Dlatego tym bardziej powinniśmy się cieszyć po meczu Legii Warszawa z Dundalk.

Jest 21 sierpnia 1996 roku. Gdzieś w Polsce przed telewizorem siedzi młody mężczyzna oglądający jak piłkarze Widzewa w ostatnich minutach strzelają gola drużynie Broendby i kosztem Duńczyków wchodzą do Ligi Mistrzów. Jest szczęśliwy, ponieważ wie, że za kilka miesięcy na świat przyjdzie jego syn.

Wspomniany syn dorasta, idzie do szkoły. Poznaje nowych kolegów, zdaje maturę, dostaje się na studia. W międzyczasie odbiera dowód osobisty, a nieco później zostaje dumnym posiadaczem prawa jazdy. W końcu zaczyna przygotowania do swojego ślubu.

Nie wiem oczywiście, czy taka historia miała miejsce w rzeczywistości, ale jest to bardzo możliwe. Mogły się wydarzyć setki  podobnych historii. W czasie jej trwania polski klub nie zagrał w Lidze Mistrzów. Od awansu Widzewa Citki, Bajora, Wojtali, czy Szymkowiaka aż do wtorkowego remisu Legii. To tylko pokazuje jak długo czekaliśmy na ponowne zagoszczenie w naszym kraju tych elitarnych rozgrywek.

Ostatni do tej pory polski awans do Ligi Mistrzów miał miejsce w 1996 roku. W tym właśnie roku również:

– odbyło się pierwsze losowanie Multi Lotka,

– pojawił się pierwszy numer czasopisma CD-Action,

– do Polski zawitał Eurosport,

– premierę miał film „Pułkownik Kwiatkowski” Kazimierza Kutza

Kiedy przez dwadzieścia lat kolejni mistrzowie Polski bezskutecznie walczyli o przepustkę do piłkarskiego raju, myślałem że ewentualny awans będzie wywalczony po meczu przypominającym wielką produkcję science fiction z najnowszymi efektami specjalnymi. Nic z tych rzeczy. To raczej był komediodramat, ale taki niskich lotów. Od tylu lat próbujemy, ale nic z tego nie wychodzi. Raz trafiamy na mocarzy z Hiszpanii, innym razem odpadamy we wczesnej fazie z Estończykami, a kilka lat później drogę do najważniejszych grupowych rozgrywek zagradza nam walkower. Wreszcie się udaje. Mamy w kraju upragnioną Ligę Mistrzów. Jednak ktoś niezorientowany w sytuacji, czytając po decydującym meczu twittera, mógłby pomyśleć, że Legia właśnie spada z Ekstraklasy.

Legioniści mieli furę szczęścia w losowaniu. Trafili na półamatorów z Irlandii. Nie przypieczętowali awansu w pięknym stylu. Długo męczyli się z rywalem i nawet po dwubramkowym zwycięstwie na wyjeździe, mieliśmy powody, by z każdą minutą poprzedzającą gola Michała Kucharczyka odczuwać strach przed kolejną nieudaną próbą sforsowania bram Champions League.To nie był piękny mecz. Ale zważając na to, jak długo musieliśmy czekać na awans, trzeba wyczyn Legii przyjąć z dużym zadowoleniem. Wydawało mi się, że po dwóch dekadach niepowodzeń polscy kibice nie należą do specjalnie wybrednych.

To oczywiste, że taka gra z tak słabym zespołem (z całym szacunkiem dla piłkarzy Dundalk) jest powodem do wstydu, ale w takiej chwili proponowałbym zapomnieć o stylu i cieszyć się z efektu. Piękne porażki w polskim futbolu już się zdarzały. Teraz przyszedł więc czas na brzydkie zwycięstwo.

P.S.

Nie tylko losowanie eliminacji było udane dla Legii. Także wyciąganie kulek decydujących o meczach grupowych potoczyło się po naszej myśli. O ile wcześniej chcieliśmy dla mistrzów Polski słabego rywala, o tyle teraz chyba większość kibiców pragnęła przyjazdu do Polski jak najatrakcyjniejszych przeciwników. Dlatego cieszę się, że takie firmy jak Real Madryt, Borussia Dortmund i Sporting Lizbona pojawią się w stolicy. W końcu do Ligi Mistrzów wchodzi się po to, by grać z najlepszymi.

POWIEDZ O NAS SWOIM ZNAJOMYM:

Sponsor serwisu:

Dodaj komentarz