Ciężki żywot kibica Arsenalu

Przed kilkudziesięcioma godzinami dowiedzieliśmy się, że król strzelców Premier League, Holender Robin van Persie zasili wielkiego rywala Kanonierów – Manchester United. Fani klubu z północnego Londynu mogą się teraz zastanowić czy ich drużyna kiedykolwiek będzie w stanie walczyć o Mistrzostwo Anglii.

Podobno solidna drużyna to taka, która nie jest uzależniona od dyspozycji jednostki, ale to, że Arsenal skończył sezon na podium a nie w środku tabeli zawdzięcza właśnie byłemu graczowi Feyenoordu Rotterdam.  Van Persie, który przejął po Cescu Fabregasie opaskę kapitana Kanonierów  był ostatnimi czasy człowiekiem orkiestrą w talii Arsene?a Wengera. To on strzelał bramki w kluczowych momentach. Można powiedzieć, że strzelał bramki we wszystkich momentach, bo gdy prześledzimy spotkania Arsenalu z minionego sezonu to niemal zawsze gdy tylko londyńczycy kończyli mecz z jakimś dorobkiem strzeleckim, na tablicy wyników widniało nazwisko holenderskiego napastnika. Żadna czołowa drużyna w żadnej czołowej lidze w Europie nie była tak uzależniona od jednego zawodnika jak Arsenal od popularnego RVP.  Dziś opuszcza on Emirates, tak jak przed rokiem Fabregas czy jeszcze wcześniej Henry. Wenger po raz kolejny nie był w stanie zatrzymać w klubie swojego lidera, po raz kolejny postawa jego drużyna przed startem ligi jest wielką niewiadomą.

Przed rokiem wystartowała fatalnie. Dopiero kilka porażek w pierwszych meczach, między innymi masakra na Old Trafford spowodowały, że do Arsenalu wreszcie trafiło kilku piłkarzy, których wiek uprawnia ich do zakupu piwa w barze. Efekty przyszły bardzo szybko. Gdyby nie tragiczny start sezonu, Kanonierzy do końca walczyliby z manchesterami o tytuł. Jedną z przyczyn koszmaru minionego lata było odejście za pięć dwunasta lidera ? Cesca Fabregasa. Jego następca a bohater tego wpisu nie od razu stanął na wysokości zadania. Po tym jak w Manchesterze jego strzał z jedenastu metrów został obroniony przez Davida De Geę, angielskie media rozpisały się, że Arsenal gra bez wodza. Wódz w osobie Holendra z czasem się wyłonił, ale dziś znów sytuacja się powtarza, bo ów wódz zamienił koszulkę z armatką na tę z diabełkiem i poszukiwania lidera trzeba zaczynać na nowo, a pierwszy mecz już jutro. Tego jednak na horyzoncie nie widać. Nowym kapitanem ma zostać Belg Thomas Vearmealen, ale on bramek strzelać nie będzie. Transfery wyglądają solidnie. Olivier Giroud, Lukas Podolski czy Santi Cazorla to realne wzmocnienia na dziś, a nie melodia przyszłości jak to zwykle bywało przy wengerowskich ruchach na rynku.  Mimo wszystko bilans wzmocnień i ubytków za sprawą Van Persiego wydaje się ujemny. Nie wiadomo czy nowi zawodnicy ( a to oni mają stanowić siłę ofensywną zespołu) od razu się zaaklimatyzują w nowej piłkarskiej kulturze, a już tym bardziej nie można wymagać by któryś z nich w pierwszym sezonie na Wyspach strzelił 30 bramek.

Poziom Premier League wyrównał się w dół o czym świadczą słabsze wyniki w europejskich pucharach. Niektóre gwiazdy podkradł duopol madrycko-barceloński. Co prawda Chelsea triumfowała w Champions League, ale jej poczynania w ostatnim sezonie to jeden wielki paradoks, bo The Blues dopadli najważniejszego trofeum grając najgorszy sezon od dekady i lądując na szóstym miejscu w lidze.  Wyrównanie sił na szczycie ligi sprawiło, że kandydatów do mistrzostwa tak jak i przed rokiem jest wielu i każdy się zbroi bo zdecydować mogą niuanse. Na tym  polu wzmocnienia Arsenalu mogą wyglądać blado. Chelsea jak to ma w zwyczaju znacznie przepłaciła ale pozyskała największą gwiazdę Ligue 1 Edena Hazarda,  supermłokosa z Brazylii Oscara i obiecującego Marko Marina z Werderu Brema, a w polu zainteresowania są jeszcze Hulk i Victor Moses. Manchestery zbroić się zbytnio nie musiały, ale ten czerwony podkradł gwiazdę Bundesligi Shinjiego Kagawę i gwiazdę Arsenalu właśnie, a przy okazji najlepszego piłkarza minionego sezonu Robina Van Persiego. Ten niebieski natomiast póki co ograniczył się do kupna Jacka Rodwella z Evertonu ? wielkiej nadziei Anglików. Tyle że Obywatele mają tak szeroką kadrę, że wielkich wzmocnień chyba nie potrzebują. O jedno miejsce na szpicy walczą Sergio Aguero, Edin Dzeko, Carlos Tevez i Mario Balotelli. Żadna drużyna na świecie nie ma takiego kłopotu bogactwa w tym aspekcie.

Natomiast Arsenal jest żądny sukcesów. To już siedem lat od ostatniego trofeum. Co roku najlepsi zawodnicy odchodzą rozczarowani brakiem możliwości wygrania czegokolwiek.  Wenger choć   uchodzi za najwybitniejszego wychowawcę piłkarskich talentów to jednak nie jest łowcą trofeów.  Od 1996 roku wygrał ligę ledwie trzykrotnie. Zagrał w dwóch europejskich finałach, oba przegrał. Więcej sukcesów uzbierała Chelsea, mimo iż Niebiescy liczą się w stawce od 2003 roku. Mistrzostwa dawali jej debiutujący na Wyspach Mourinho i Ancelotti, nie wyjadacz pokroju Francuza. Arsenal na tle największych rywali wygląda mizernie finansowo, ale nie to jest przyczyną notorycznego niewygrywania. Od 2004 roku, gdy Kanonierzy skończyli sezon bez porażki, Arsenal to klub ciągłych zmian, drużyna jest wiecznie nieskończonym projektem. Zawodnicy przychodzą, odbierają piłkarską edukację na najwyższym poziomie, ale potem odchodzą by trofea wygrywać gdzie indziej. Jest szlifiarnią talentów, ale gablota na trofea stoi pusta bo tych już wychowanych i zdolnych do wygrywania zastępują tacy, których do poważnej piłki trzeba dopiero przyzwyczajać. To smutne dla kibica Arsenalu, który pamięta te walki słowne i boiskowe Wengera z Fergusonem, te walki piłkarzy o tytuł do ostatniej kolejki, gdy teraz ich ulubieniec i gwiazdor przechodzi na drugą stronę bo w Londynie nie ma szans na zdobywanie pucharów. Można powiedzieć jeszcze zdanie, które dla fanów AFC wyda się dramatyczne, ale ich klub powoli staje się tym czymś takim dla United, City i Chelsea jak przez lata Werder dla Bayernu czy Villareal dla Realu. Niby groźną drużyną z potencjałem, która dojdzie raz na jakiś czas wysoko, ale też zespołem nie będącym w stanie rywalizować na dłuższą metę jak równy z równym, a w rezultacie będący tylko dostawcą uznanych zawodników i co najważniejsze głodnych sukcesów jakich nie mogli dostąpić u poprzedniego pracodawcy.

Zacznie się sezon, Arsenal znów pewnie zachwyci szybką grą, znów zostanie nazwany angielską Barceloną ze względu na kunszt techniczny zawodników, ale gdy przyjdzie maj zostanie już tylko smutek na twarzach kibiców, a na konferencji prasowej Wenger powie, że jego drużyna powoli dorasta i za rok sukcesy nadejdą?


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html