Co dalej z Boltonem?

Niewiele ponad rok temu Bolton Wanderers zajmował szóste, pucharowe miejsce w tabeli Barclays Premier League. Co się stało, że minęło kolejne trzynaście miesięcy i drużyna, która wcale nieprzypadkowo była tak wysoko w stawce, od połowy września znajduje się w strefie spadkowej?

Niewiele ponad rok temu Bolton Wanderers zajmował szóste, pucharowe miejsce w tabeli Barclays Premier League. Co się stało, że minęło kolejne trzynaście miesięcy i drużyna, która wcale nieprzypadkowo była tak wysoko w stawce, od połowy września znajduje się w strefie spadkowej?

Jeszcze rok temu w jednym z tekstów chwaliłem pracę Owena Coyle’a na Reebok Stadium. Bo faktycznie było za co. Gdy Szkot obejmował Kłusaki na początku 2010 roku zespół znajdował się w strefie spadkowej. Zakończył sezon Bolton na bezpiecznym 14. miejscu z przewagą dziewięciu punktów nad strefą spadkową. Spektakularny wynik to co prawda nie był, lecz misję jaką mu powierzono wypełnił z stu procentach.

W kolejnej kampanii – 2010/11 – Wanderers byli rewelacją jesieni. Jeszcze w grudniu zajmowali, wspomniane, szóste miejsce. Rok 2010 był więc dla Coyle’a co najmniej bardzo udany.

Kłopoty zaczęły się wraz z wejściem w zeszły rok. Do końca sezonu, na co składało się 18 meczy, Bolton aż jedenaście przegrał. I sezon zakończył na tym samym miejscu, co przed rokiem – 14. Wtedy jednak można było jednak twierdzić, że w końcu ekipa z Reebok Stadium musiała złapać dołek, bo niezwykle rzadko zdarza się przecież, że ligowy co najwyżej średniak cały sezon utrzymywał równą i wysoką formę.

Ten sezon jest jednak dla Coyle’a i Boltonu wręcz fatalny. Kłusaki od piątej kolejki nieprzerwanie są w strefie spadkowej, a zdarzało się, że byli nawet czerwoną latarnią ligi. Wnioski jednak, dlaczego tak się dzieje, nasuwają się same.

Z klubu odszedł najlepszy strzelec z zeszłego sezonu – Johan Elmander. Nie ma w klubie także rewelacji rundy wiosennej zeszłej kampanii Daniela Sturridge’a, który bramki strzela już na Stamford Bridge. Zastąpiono ich Davidem Ngogiem, który jak raził nieskutecznością w Liverpoolu, tak robi to teraz na Reebok. Też Kevin Davies, nie mając przy sobie odpowiedniego partnera z przodu, nie jest tym piłkarzem, jakim był jeszcze rok temu. Sanli Tuncay nie strzelił nawet jednej bramki. Jedynym, który jako tako nie zawodzi jest strzelec siedmiu ligowych bramek Ivan Klasnić – jedyny, który skorzystał na odejściu Elmandera i Sturridge-a.

Dużo Bolton stracił także w drugiej linii. Jeszcze na boisko nie wrócili kontuzjowani niemal przed rokiem Lee Chung-Yong oraz Stuart Holden – dwaj najlepsi pomocnicy ery Coyle’a. Szkot znalazł co prawda latem ich zastępców – Chrisa Eaglesa oraz Nigela Reo-Cokera – jednak nie spełniają oni (szczególnie były pomocnik Aston Villi) pokładanych w nich nadziei. Bez nich loty obniżyli Fabrice Muamba, Martin Petrow i Mark Davies.

Teraz manager Boltonu stracił Gary’ego Cahilla, czyli ostoje bloku defensywnego. Co prawda stoper reprezentacji Anglii ten sezon miał trochę gorszy niż poprzedni – najlepszy w swojej karierze ? ale widać było od dłuższego czasu, że męczy się on już w Wanderers. Ma go zastąpić Amerykamin Tim Ream.

Tak więc Coyle stracił – z różnych powodów, aczkolwiek raczej takich, na które nie miał wpływu – trzon zespołu: Cahill – Holden – Lee – Elmander. Z zawodników, wokół których budował swój team został mu w zasadzie tylko bramkarz Jaaskalainen.

Jeśli Coyle szybko nie wymyśli czegoś, co uzdrowi Bolton, to może mieć poważne kłopoty. Jego sytuacja wygląda trochę podobnie do tej, jaką miał Steve Bruce. A jego w Sunderlandzie już nie ma?


pubsport.pl
Adrian Adamus
tu piszę: http://www.angielskapilka.com/ http://futbolnanie.blox.pl/html
http://www.myspace.com/adek666a