Co Kowalczyk to Kowalczyk

Mimo że Justyna Kowalczyk prowadzi w tegorocznym Tour de Ski od samego początku, to i tak każdemu biegowi towarzyszą ogromne emocje. Te nieudane starty, choć na pewno trochę smuciły, zapowiadały wielką walkę na ostatnim etapie. Ale co do tego że na Alpe Cermis nasza kochana złota medalistka olimpijska będzie pierwsza – chyba nie było wątpliwości.

Piąte miejsce w biegu łączonym, jeszcze gorsza pozycja w sprincie, w końcu znaczne zmniejszenie strat w wyścigu na dochodzenie. Ciężko obwiniać Kowalczyk za to że jadąc samotnie nie była tak szybka jak goniąca ją grupa, ale fakt pozostawał faktem – róznica malała, zaś Kowalczyk, jak to teraz ładnie okreslają niektórzy dziennikarze, pokazywała ludzką twarz. Dziś znów była maszyną, aczkolwiek nawet gdyby Kowalczyk nie pojechała tak znakomicie, gdyby rywalki startowały pod Alpe Cermis tuż za nią, to nie można by było zwatpić w jej sukces. Bo taki wyścig pokazuje esencję Justyny Kowalczyk. Tam gdzie najtrudniejsze warunki i gdzie niepojętą mobilizacją i taką zadziornością trzeba się pokazać, tam mamy nasz skarb z Kasiny Małej na czele. Rok temu Kowalczyk startowała druga. Fakt, przed nią o zaledwie 30 sekund była Petra Majdić, która, przy całej niezmiernej dla niej sympatii, pod taką górę szybko nie podejdzie. Fakt, bezwzględnie jej czas był dopiero czwarty, o prawie pół minuty gorszy od czasu Steiry. Ale gdyby Steira była wówczas obok Kowalczyk – najpewniej by przegrała. Bo takiej, znów odnosząc się do powiedzeń naszych dziennikarzy sportowych, fajterki w stawce czołowcyh biegaczek świata chyba nie ma. No, może obok Petry Majdić,  ale to trochę inna kategoria.

O ile dopuszczalny był scenariusz że pod Alpe Cermis Kowalczyk będzie musiała walczyć bark w bark to nie spełni się on. Jutro, kiedy nasza zawodniczka będzie startować do ostatecznej rozgrywki, wszystkie rywalki będą jeszcze miały czas wypić herbatę albo kawę. Niemożliwym wydaje się żeby nie osiagnęła jutro tryumfu. Za parę godzin zostanie niemal na pewno ogłoszona zwyciężczynią plebiscytu Przeglądu Sportowego. Po kolejnych kilkunastu położy kamień węgielny pod powtórzenie sukcesu w przyszłym roku.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk

Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl.
Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.

http://pawelkazimierczyk.natemat.pl