Co się stało 23. stycznia na Wielkiej Krokwi

Minęło już parę dni, jesteśmy o kilka informacji bogatsi, trochę ochłonęliśmy, więc można się poważnie zastanowić cóż to się tak właściwe stało, i co to oznacza dla naszej przyszłości.

Fakty są znane – upadek Małysza nie przyniósł poważniejszych urazów i już w sobotę zobaczymy go na skoczni w Willingen. Zaś Kamil Stoch wygrał. Jeszcze kilka dni temu pisałem że mam nadzieję na stabilizację Stocha w dziesiątce. Teraz oczekiwania wzrosły. I nie jest to bynajmniej nacisk ze strony kibica, tylko po prostu przekonanie że w głowie Stocha przeskoczył jakiś trybik dzięki któremu jeszcze mocniej uwierzy że będzie w stanie walczyć z najlepszymi na świecie. Być może świadomość upadku Małysza w pierwszej serii jeszcze wzmocniła go do skoku w drugiej.  Z resztą upadek naszego Króla z Wisły miał jeszcze taki wpływ na konkurs, że ci którzy skakali po nim z pewnością nie podeszli do swojej próby bez nerwów. Te i różne inne okoliczności sprawiły że Kamil Stoch wygrał niedzielny konkurs na Wielkiej Krokwi. On zawsze stawiał sobie za cel walkę o najwyższe trofea, ale jakoś nie mógł przeskoczyć jakiejś bariery. Regularne punktowanie, czasem miejsca w dziesiątce. Czwarte miejsce na MŚ w Libercu, może gdyby wtedy był medal to by ten przełom nastąpił? Ale i tak wszystko szło w dobrym kierunku. I chyba ostatniej niedzieli doszło. Może niekoniecznie Kamil będzie w najbliższych tygodniach notował podium co konkurs. Ale do awans dziesiątki PŚ czeka i zachęcająco się uśmiecha. Medal w Oslo? Być może. Kamil nie będzie zapewne faworytem numer jeden, dwa, czy nawet pięć, ale lekceważyć raczej nikt go nie powinien. Choć kto wie, może najbliższych kilka konkursów postawi naszego skoczka w roli jednego z głównych kandydatów do medalu mistrzostw… Na przykład do medalu w drużynie. W Sapporo i Libercu mieliśmy dość niespodziewane piąte i czwarte miejsca. Dziś, gdy możemy liczyć że Stoch będzie skakał jeszcze lepiej niż dwa lata temu, że także w ścisłej czołówce jest Adam Małysz, mając stabilnego i zazwyczaj dobrze spisującego się w drużynówkach Stefana Hulę i w końcu odrobinę wiary którą na dziś dzień musimy zastąpić czwartego zawodnika – możemy mieć, nie taką znowu cichą jak zazwyczaj, nadzieję na sukces. Tym bardziej że w tym roku będą dwie drużynówki – na średniej i dużej skoczni. Trudni mi uwierzyć żeby Małyszowi istotnie spadła forma. Oczywiście – po raz chyba setny w historii swojego bloga powtarzam że osiągnął on już tyle iż nie mamy prawa nic od niego wymagać. Ale on od siebie wymaga więc wspomóżmy go. Teraz ma mistrzostwa w Oslo. Jeśli powiodą mu sie te zawody to pewnie będzie kontynuował karierę. Tym bardziej że za rok dojdą zapewne do skutku zawody PŚ na skoczni imienia Adama Małysza w Wiśle. A potem? Potem miejmy nadzieję że zobaczy swoich następców, ale niekoniecznie ustąpi im miejsca. Być może będzie chciał wspólnie z nimi osiągnąć coś, co chyba mogło się jawić tylko w snach. No bo jeśli będziemy mieli drużynę, będą Igrzyska Olimpijskie…

Daleko uciekłem w swoich rozważaniach. Nieco na wyrost jest ocenić że wydarzenia z 23. stycznia 2011 prowadzą do medalu drużynowego w Soczi. Nie potrafię spojrzeć obiektywnie – ale widzę Polaka który od lat trzyma się w światowym topie i nie planuje ustąpić. Widzę innego Polaka, niemal dekadę młodszego, który od kilku lat systematycznie awansuje w światowej hierarchii i jest już blisko szczytu. Widzę jeszcze kilku Polaków którzy potrafią, może jeszcze nie w kontekście wieloletnim, ale wejść w solidna formę. Widzę też Polaków niespełna dwudziestoletnich z których niejeden ma szanse na wielka karierę… więc niech chociaż jeden z tej grupy ją zrobi.

Może dziwnym się wydawać kto jest architektem tej naszej coraz lepszej kadry. Duet Kruczek-Mateja na skoczni był regularnym obiektem żartów i drwin, symbolem wręcz indolencji grupy Polaków próbujących stanowić wsparcie dla Małysza. Dziś szacunek do tych dwóch panów rośnie. Okazują się oni dobrymi fachowcami. Może ich głowy nie pozwalaly im na lepsze rezultaty na skoczni. Bo na skokach to chyba się oni znają. I jakkolwiek dziwne może się wydawać to stwierdzenie w kontekście poprzedniej dekady – w Łukaszu Kruczku i Robercie Mateji cała nasza nadzieja. Niebezpodstawna nadzieja.

Minęło już wparę dni, jesteśmy o kilka informacji bogatsi, trochę ochłonęliśmy, więc można się poważnie zastanowić cóż to się tam tak właściwe stało, i co to oznacza dla naszej przyszłości. Fakty są znane – upadek Małysza nie przyniósł poważniejszych urazów i już w sobotę zobaczymy go na skoczni w Willingen. Zaś Kamil Stoch wygrał. Jeszcze kilka dni temu pisałem że mam nadzieję na stabilizację Stocha w dziesiątce. Teraz oczekiwania wzrosły. I nie jest to bynajmniej nacisk ze strony kibica, tylko po prostu przekonanie że w głowie Stocha przeskoczył jakiś trybik dzięki któremu jeszcze mocniej uwieży że będzie w stanie walczyć z najlepszymi na świecie. Być może świadomość upadku Małysza w pierwszej serii jeszcze wzmocnilo go do skoku w drugiej.  Z resztą upadek naszego Króla z Wisły miałe jeszcze taki wpływ na konkurs, że ci ktorzy skakali po nim z pewnością nie podeszli do swojej proby bez nerwów. Te i różne inne okoliczności sprawily że kamil Stoch wygral niedzielny konkurs na Wielkiej Krokwi. On zawsze stawiał sobie za cel walke o najwyższe trofea, ale jakoś nie mógł przeskoczyć jakiejś bariery. Regularne punktowanie, czasem miejsca w dziesiątce. Czwarte miejsce na MŚ w Libercu, może gdyby wtedy był medal to by ten przełom nastąpił. Ale i tak wszystko szło w dobrym kierunku. I chyba ostatniej niedzieli doszło. Może niekoniecznie Kamil będzie w najbliższych tygodniach notował podium co konkurs. Ale do dziesiątki PŚ awans czeka i zachęcająco się uśmiecha. Medal w Oslo? Być może. Kamil nie będzie zapewne faworytem numer jeden, dwa, czy nawet pięć, ale lekceważyć raczej nikt go nie powinien. Choć kto wie, może najbliższych kilka konkursów postawi naszego skoczka w roli jednego z faworytów mistrzostw… Na przyklad do medalu w drużynie. W Sapporo i Libercu mieliśmy dość niespodziewane piąte i czwarte miejsca. Dziś, gdy możemy liczyć że Stoch będzie skakał jeszcze lepiej niż dwa lata temu, że także w ścisłej czołówce jest Adam Małysz, mając stabilnego i zazwyczaj dobrze spisującego się w drużynówkach Stefana Hulę i w końcu odrobinę wiary którą na dziś dzień musimy zastąpić czwartego – możemy mieć, nie taką znowu cichą jaką zwykliśmy, nadzieję na sukces. Tym bardziej że w tym roku będą dwie drużynówki – na średniej i duzej skoczni. Trudni mi uwierzyć żeby Małyszowi istotnie spadła forma. Oczywiście – po raz chyba setny w historii swojego bloga powtarzam że osiagnął on już tyle iż nie mamy prawa nic od niego wymagać. Ale on od siebie wymaga więc wspomóżmy go. Teraz ma mistrzostwa w Oslo. Jeśli powiodą mu sie te zawody to pewnie będzie kontynuowal karierę. Tym bardziej że za rok dojdą zapewne do skutku zawody PŚ na skoczni imienia Adama Małysza w Wiśle. A potem? Potem miejmy nadzieję że zobaczy swoich następców, ale niekoniecznie ustąpi im miejsca. Być może będzie chciał wspólnie z nimi osiągnąć coś, co chyba moglo się jawić tylko w snach. No bo jeśli będziemy mieli drużynę, będą Igrzyska Olimpijskie…

Daleko uciekłem w swoich rozważaniach. Nieco na wyrost jest ocenić że wydarzenia z 23. stycznia 2011 prowadzą do medalu drużynowego w Soczi. Nie potrafię spojrzeć obiektywnie – widzę Polaka który od lat trzyma się w światowym topie i nie planuje ustąpić. Widzę innego Polaka, niemal dekadę młodszego, ktory od kilku lat systematycznie awansuje w światowej hierarchii i jest już blisko szczytu. Widzę jeszcze kilku Polaków którzy potrafią, może jeszcze nie w kontekście wieloletnim, ale wejść w solidna formę. Widzę też Polaków niespelna dwudziestoletnich z ktorych niejeden ma szanse na wielka karierę… więc niech chcociaż jeden z tej grupy ją zrobi.

Może dziwnym się wydawać kto jest architektem tej naszej bieżącej sytuacji. Duet Kruczek-Mateja na skoczni byl regularnym obiektem żartów i drwin, sybolem niemalże indolencji grupy Polaków próbujących stanowić wsparcie dla Małysza. Dziś szacunek do tych dwóch panów rośnie. Okazują się oni dobrymi fachowcami. Może ich głowy nie pozwalaly im na lepsze rezultaty na skoczni. Bo na skokach to chyba się oni znają.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl