Co to będzie, co to będzie…

Nie mogę doczekać się rozpoczęcia XXVII Mistrzostw Europy w siatkówce, bo jestem głodny fantastycznej męskiej siatkówki. Niestety, moje zapały ostudza nieco forma naszej reprezentacji, choć i tak spodziewam się fajnego turnieju.

Wyniki odnoszone przez podopiecznych Andrei Anastasiego na Memoriale Huberta Wagnera mogą bardzo martwić. Dawno nie wyglądało to tak słabo. Porażki z Włochami i Rosjanami z trudem, ale zrozumiem, ale z Czechami?! I to tak gładko? Coś tu jest nie tak!

Czternastkę szczęśliwców, którzy na Eurovolley pojadą już znamy. Faktycznie, niektóre personalne decyzje selekcjonera polskiej reprezentacji budzą różnorakie opinie wśród kibiców, ale powinniśmy mu zaufać. W końcu miał trochę czasu, by obserwować, szukać i wybierać tych, którzy będą bronić Mistrzostwa Europy sprzed dwóch lat. Po prostu uznał, że oni są gotowi na duże obciążenia, że wytrzymają i zapewnią nam sukces. Ale czemu nie ma wyników?

Nie wiem. Widać gołym okiem, że nie pozostało wiele z tego zespołu, który dawał nam wiele radości podczas Ligi Światowej. Jednak czy warto zaufać Włochowi? W końcu cztery lata temu poprowadził reprezentację Hiszpanii do niespodziewanego zwycięstwa w finale ME i to jeszcze pokonując w finale Rosję na ich terenie! Ach, jak ja bym chciał, żeby z Biało-Czerwonymi też dokonał podobnej rzeczy!

Spoglądając na nasz skład na austriacko-czeskie Euro, to raczej jestem spokojny o poszczególne pozycje, z wyjątkiem jednej – atakującego. Oczywiście oczekujemy, że Piotrek Gruszka swoim doświadczeniem bardzo nam pomoże, a jeśli będzie zmęczony, to zmieni go zdolny Kuba Jarosz. Ale gdyby im obu naraz nie szło? Ktoś z tej dwójki przecież będzie musiał być wsparciem dla Bartosza Kurka. Samym Bartkiem nie możemy grać i wygrywać, ktoś musi pomóc mu pchać/ciągnąć ten wózek. Może dojść do takiej sytuacji (tfu tfu tfu), że gwiazda PGE Skry Bełchatów nie będzie tak skuteczna, jak zwykle i ktoś inny będzie musiał punktować. Wówczas kłania się drugie skrzydło.

Grupę mamy niełatwą, choć mamy obowiązek wyjścia z niej. Najlepiej byłoby od razu wejść do ćwierćfinału, ale aby tak było trzeba wysilić się przeciwko Niemcom, Bułgarom i Słowakom. Historia pokazała, że z zachodnimi sąsiadami różnie nam się układa, zwłaszcza odkąd trenuje ich Raul Lozano. Bułgarów już ograliśmy w tym roku, ale tym razem już wszystko będzie na serio. Żadnego odpuszczania, żadnej wdzięczności za medal LŚ.

Za faworytów turnieju zdecydowanie uważam (podobnie jak trener Anastasi) reprezentację Rosji. Mówi się, że są mocni, jak nigdy dotąd. W fantastycznym stylu podopieczni Vladimira Alekhny wygrali Ligę Światową i to jest wystarczający argument. Został poparty całkiem niezłą dyspozycją w Memoriale Wagnera, choć tam z Włochami polegli (ale za to po jakiej walce!). Rosjanie mają znakomitych zawodników w kadrze. Niemal tych samych, którzy zachwycali nas podczas World League.

Z całego serca chciałbym finału Polska – Rosja. Możliwości są trzy – mecz o jakiś medal, ćwierćfinał lub nawet play-off, ale ta ostatnia możliwość sugerowałaby, że jedna z tych drużyn zajęłaby drugie, a druga trzecie miejsce w swojej grupie, co raczej jest mało prawdopodobne.

Jeśli nie Rosjanie, to chyba Włosi. To, że będą groźni przekonaliśmy się dwa tygodnie temu w Spodku, a przecież uzupełnili nieco skład w porównaniu do LŚ. Tym bardziej, że na ich drodze w drabince turniejowej najbardziej wymagający przeciwnicy to rozsypani Francuzi (w grupie) i trochę zawodzący Serbowie (już w fazie pucharowej).

Chciałbym, aby do walki o podium włączyli się i nasi reprezentanci, ale trzeba powrócić do dyspozycji z czerwca i lipca. Choć nawet i to może nam niczego nie zagwarantować, jeśli w nasz słabszy dzień trafimy na kogoś w „dniu konia”. Polskę stawia się w gronie pretendentów do Mistrzostwa, bo bronimy złota, ale nawet ludzie bardzo blisko naszej kadry twierdzą, że będzie to zadanie piekielnie trudne. Nie nastraja to dobrze, ale być może zdejmie trochę presji, przez co będzie nam się lepiej grało.

Niech nie będzie lekceważenia nikogo, tylko ładna, skuteczna gra. To pozwoli nam pozytywnie patrzeć na te ME. A my, kibice, trzymajmy kciuki i wspierajmy Biało-Czerwonych, bo tego właśnie teraz potrzebują. Przecież smutno im było, gdy widzieli gastkę fanów żegnających ich przed wylotem do Czech…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl