Co tu gadać dużo – grupa marzeń

Witam. Po dwumiesięcznej przerwie od pisania spowodowanej ogólnym zalataniem i brakiem czasu totalnym, wracam do tego co lubię najbardziej. Okazja ku temu przednia. Wczoraj odbyło się UEFA EURO 2012 Final Draw czyli mówiąc po naszemu losowanie, na które czekaliśmy tak naprawdę już od momentu przyznania nam prawa do organizacji przyszłorocznego czempionatu.

Dzisiaj skupię się na sprawie polskiej. Trafiliśmy do grupy najłatwiejszej z możliwych. No lepiej to już się nie dało. Liczne rzesze polskich kibiców po wylosowaniu Grecji, Rosji i Czech widzi nas już w ćwierćfinale. Inni mówią, że to losowanie tragicznie, bo prawie wszyscy wielcy zagrają na Ukrainie, a my i tak nie wyjdziemy z tej jakby się wydawało wymarzonej grupy. Ja zajmuje takie stanowisko, że owszem, łatwo nie będzie, drużynę mamy słabą. Kadra Smudy ma pięciu bramkarzy, jednego obrońcę i półtora napastnika. Niemniej jednak, jeżeli na dzień dzisiejszy moglibyśmy mówić o możliwym awansie Polski z którejkolwiek z grup to tylko z tej, którą podarował nam los. Selekcjoner już mówi, że faworytami są Grecy, żeby nie pompować balona itd. Co racja to racja, gdy Polacy przed wielkimi imprezami lekceważyli jakiegoś rywala to źle się to potem kończyło (0:2 z Koreą; 0:2 z Ekwadorem; 1:1 z Austrią czy 0:1 z chorwackimi rezerwami), aczkolwiek trzeba dziś odważnie powiedzieć, że jeżeli Smuda z tej grupy nie wyjdzie to będzie znaczyło, że przez 2,5 roku czasu nie zrobił przyzwoitej drużyny mając do dyspozycji mistrzów Niemiec, Francji, zawodników grających w Lidze Mistrzów i rezygnując z niemniej renomowanych nazwisk. Nie chcę siać złych emocji, ale nie jestem w stanie sobie wyobrazić niczego gorszego dla Polski w najważniejszej dla niej imprezie w dziejach niż odpadnięcie po fazie grupowej mając takich przeciwników. Kadra ma sporo mankamentów, ale śmiem twierdzić, że jeżeli wszyscy z grona: Szczęsny, Piszczek, Błaszczykowski, Peszko, Mierzejewski, Lewandowski zagrają na swoim poziomie to z tej grupy wyjdziemy.

 

Oglądając ostatnie spotkania naszej kadrowej szczególnie martwi mnie (i nie tylko mnie) postawa formacji obronnej, a raczej jej brak (tej formacji). Napisałem, że mamy jednego obrońcę. Chodziło mi oczywiście o Piszczka. Chyba odrobinę minąłem się z prawdą. Patrząc na to jak grają dzisiejsi boczni obrońcy, a w szczególności Piszczek, dochodzę do wniosku, że rakietę z Dortmundu można spokojnie zaliczyć do graczy ofensywnych. Brakuje nam solidnej pary stoperów przez co nie możemy mówić o posiadaniu formacji defensywnej. Andrzej Strejlau mówił o tym ostatnio prosto w oczy Jackowi Zielińskiemu. No bo takie są fakty. Gdy patrzę jak gra Głowacki to wydaje mi się, że Arab z bombą u pasa nie narobiłby na Euro tyle ambarasu ile jest w stanie narobić były obrońca Wisły, a obecnie gracz Trabzonsporu. Obok niego na Euro ma wystąpić nie za bardzo mówiący po polsku Damien Perquis. Przypomina to duet nie bardzo rozgarniętych policjantów typowych dla amerykańskich komedii. Zakładając, że naszym dwunastym zawodnikiem będą kibice, a wymienieni pod koniec powyższego akapitu panowie będą w  pełni sił to można uprościć sytuację do tego, że brakuje nam tylko obrońców. Nie zanosi się na to, żeby wyskoczył skądś jakiś nowy lek na całe zło, więc trzeba będzie formować mur z tego co już mamy. Dużo pracy czeka sztrab szkoleniowy na zgrupowaniach w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Na Boenischa oglądać się nie radzę. Człowiek, który przez półtora roku nie zagrał ani minuty nie dojdzie do poziomu jaki trzeba prezentować na Euro. Przynajmniej takie mam przeczucie.

 

Jeżeli skupimy się bliżej na rywalach to krajobraz maluje się tak:

 

GRECJA

 

Nasz pierwszy rywal na Euro nie będzie miał bardzo czym straszyć. Historie o zdobyciu Mistrzostwa Europy w 2004 roku należy włożyć między mity. Grecy reklamują swój zespół jako połączenie starych herosów z całkiem młodymi. Ale z Grecją nie tak dawno graliśmy na pożegnanie Michała Żewłakowa. Nasza gra wyglądała komicznie, ale ich również. Otto Rehhagel  będzie w czasie Euro obchodził swoje dziesięciolecie pracy z grecką reprezentacją. Nikt nie ma odwago powiedzieć złego słowa na człowieka, który przywiózł do Aten puchar Henriego Delaunaya, ale gra zawodników Hellady po portugalskim Euro to równia mocno pochyła. W dwóch ostatnich imprezach Grecy kończyli zabawę na fazie grupowej. Do złudzenia przypominali Polaków. Grali mecz otwarcia, o wszystko i o honor. Osobiście uważam, że grecki futbol ma potencjał na coś więcej. Jednego jestem za to pewien – niczym nas  w czerwcu nie zaskoczą, chyba że okaże się, iż wcale nie muszą nas niczym zaskakiwać, aby nas pokonać. Należy tu nadmienić ( o czym przyznam się, że zapomniałem i dopiero Kasia mnie uświadomiła w komentarzu), że od lata 2010 selekcjonerem reprezentacji Grecji jest Portugalczyk Fernando Santos, ale w trawie piszczy, że na ostatniej prostej przed Euro zostanie mu zesłany „pomocnik”, czyli pewnie coś w rodzaju nadtrenera. Będzie nim oczywiście Rehhagel. Obaj panowie ponoć się dobrze znają i mają wspólnie przygotować drużynę do czerwcowego czempionatu.

 

ROSJA

 

Półfinaliści ostatniego Euro. Hiddink jak to ma w zwyczaju wyniósł ich na sam szczyt. Potem miał przywieźć medal mundialu, ale nie zdołał w ogóle zakwalifikować się na afrykańskie mistrzostwa. teraz jego dzieło kontynuuje jego rodak Dick Advocaat.  Ten który, już raz przejmował reprezentacje po Hiddinku. Koreańczykom do tej pory kojarzy się to z rozczarowaniem. Sama drużyna od turnieju na boiskach Austrii i Szwajcarii wiele się nie zmieniła. Można by powiedzieć, że nie zmieniła się wcale. Wciąż prym wiodą te same twarze. Rosyjscy dziennikarze narzekają, że przywiozą do Polski prawdopodobnie najstarszą drużynę na całych mistrzostwach składającą się głównie z zawodników, którym nie poszło na zachodzie i albo wrócili z podkulonym ogonem do Rosji, albo zaraz to zrobią. Mają kapitana podobnego do naszego. Szybki skrzydłowy, średnio charyzmatyczny, w klubie prawie niegrający. Mowa oczywiście o Arszawinie. Miał być Messim ze wschodu jeszcze zanim rozbłysła na dobre gwiazda Argentyńczyka, a dogrywa ogony w angielskich pucharach drugiej kategorii. Kandydatem na nową gwiazdę jest Alan Dżagojew, ale niewiadomo czy poradzi sobie z presją. O Rosjanach można powiedzieć to co o wszystkich naszych grupowych rywalach. Są częścią najnowszej historii Euro, ale na dzień dzisiejszy nie mamy prawa sie ich bać.

 

CZECHY

 

Czesi podjęli zdecydowane kroki mające na celu przywrócić im świetność z czasów Nedveda i Poborsky’ego, ale są wielką niewiadomą. Ich sukces rodził się w wielkich bólach. Jeszcze kilka miesięcy temu sami nie wierzyli, że dadzą  radę awansować na Euro, ale teraz poważnie myślą o fazie pucharowej. Gdy popatrzy się na ich kadrę, to rzucają się w oczy nazwiska Cech, Rosicky, Baros, ale tak naprawdę od nich zależy najmniej, biorąc pod uwagę ich ostatnią formę. Czesi liczą, że na Euro  narodzi im się kolejne pokolenie wielkich piłkarzy tak jak w 96′ w Anglii. Dla nich Euro zawsze kojarzyło się pozytywnie. Z mundialami często nie było im po drodze, więc odgrywali się na węższej arenie. Ostatni turniej był końcem pewnej epoki, piękną katastrofą po której długo nie mogli się pozbierać. Dziś wciąż im daleko do drużyny, która przed siedmioma laty, gdy zaczynałem interesować się piłką, goniła wyniki z Łotwą i Holandią by ostatecznie wygrać , a na koniec, nie musząc już nic, jeszcze oprawić wicemistrzów świata – Niemców -do domu.

 

Słowem podsumowania

 

Różni ludzie, różnie mówią o tym losowaniu, ale moje zdanie na ten temat jest następujące: polska Reprezentacja jeszcze nigdy w historii nie miała tak łatwej grupy na imprezie podobnej rangi. Impreza ta odbywa się w Polsce. Nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy w takich okolicznościach z tej grupy nie wyjść. Druga strona medalu jest taka, że podobnie piszą blogerzy z Grecji, Rosji  i Czech. Ten kto z tej grupy nie wyjdzie, mocno się rozczaruje. Okaże się wtedy, że taka drużyna nie jest w stanie sprostać dolnej granicy wymogów jakie stawiają Mistrzostwa Europy. Dla nas ta grupa może być zbawieniem i okazją do tego, żebyśmy w czerwcu podczas spaceru ulicą jakiegoś polskiego miasta nie musieli się wstydzić, że mamy na sobie biało-czerwoną koszulkę z jakimiś dziwnymi orłami na piersiach. Niestety, jak już powiedziałem, może okazać się również tak, że prawie 3 lata przepychanek, kłótni  i niesnasek między Smudą, prezesami klubów, piłkarzami, oglądanie gęby pana Laty, jego wycieczki do Tajlandii i wszystko inne spełzło na niczym, a cały ten okres to czas najzwyczajniej w świecie stracony.

 

 


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html