Co wiemy, a czego jeszcze nie?

Półmetek rewanżów 1/8 finału piłkarskiej Ligi Mistrzów już za nami. W związku z przeróżnymi czynnikami m.in. obowiązkiem szkolnym, nie zdążyłem podzielić się opiniami po pierwszych rewanżach. Aż do teraz. Ruszam do dzieła!

We wtorkowy wieczór miałem ostatecznie wybrać spotkanie Manchesteru United z Realem Madryt, ale niestety internet mnie zawiódł. W związku z tym do wyboru miałem Multiligę lub Borussię z Szachtarem w całości. Postawiłem na to pierwsze, choć przyznaję, że w pracy dziennikarza* jest to rozwiązanie bardzo niekorzystne. Niby z jednej strony można śledzić rezultat i najważniejsze wydarzenia z obu boisk jednocześnie, ale gdy przychodzi do tego, by zabrać się za jakąś bardziej szczegółową analizę, robi się problem. Na szczęście w Dortmundzie wszystko wyjaśniło się dość szybko, więc także Multiliga w ciągu drugich 45 minut ok 80-90% czasu poświęciła wydarzeniom na Old Trafford.

Pierwsze 15 minut przemęczyłem się na streamie, później uruchomiłem relację łączoną. Na podstawie moich obserwacji stwierdzam, że podopieczni Alexa Fergusona pierwszą połowę zagrali zbyt pasywnie. Rozumiem, że przywieźli z Madrytu korzystny rezultat, ale parafrazując Przemysława Rudzkiego „wyszli na najważniejszą randkę życia z nieumytymi zębami. Albo bez zębów„. Jest to komentarz do posadzenia od pierwszych minut na ławce Wayne’a Rooney’a. W pełni się z nim zgadzam.

Tu nie miało prawa skończyć się 0:0, a każda bramka mogła diametralnie odmienić losy rywalizacji. Dlatego uważam, że lepiej byloby „zabezpieczyć się” poprzez zdobycie bramki aniżeli… dać się zdominować przez rywala na własnym obiekcie już od samego początku pozwalając mu na wykonywanie stałych fragmentów gry w okolicach własnego pola karnego.

Co do kartki dla Naniego również mam mieszane uczucia, bo z jednej strony jego atak nie wydawał się być groźny, a poza tym interesowała go piłka. Z drugiej jednak było to wejście korkiem na brzuch. Dodatkowo przemówił do mnie argument Radka Mikusia, naczelnego TakSięGra TV, który napisał „Pozwalajmy na takie zagrania dalej, to będzie więcej Nigelów De Jongów…„. I tu mnie ma. Choć w pierwszej chwili (a wtedy właśnie arbiter musi podjąć decyzję) pokazałbym żółtą kartkę, gdybym obserwował zdarzenie z perspektywy telewizyjnej kamery. Burzliwa dyskusja na ten temat pojawiła się w dzisiejszym programie Liga+ Extra na antenie Canal+ Sport:

Zdarzenie to oczywiście wypaczyło wynik całego dwumeczu, ale przynajmniej obudziło United. Lepiej późno niż wcale. Szkoda, że Czerwone Diabły nie nauczyli się na błędach innych, tylko na swoich. Choć to może i lepiej, bo wtedy się lepiej zapamiętuje. Mourinho kontynuuje swój plan dalej. Z Realu pewnie odejdzie po sezonie (jego dzieci ponoć już są pozapisywane do londyńskich szkół), ale cel nr 1 wciąż pozostaje niezmienny – wygrać Ligę Mistrzów. I nie jest bez szans, by to osiągnąć.

W równolegle toczonym spotkaniu Borussia – nie bójmy się słów – rozniosła Szachtar na własnym boisku. Poziom tego drugiego meczu mnie zawiódł, szczególnie po meczu (a raczej obejrzanym skrócie) z pierwszego spotkania na Donbass Arena. Czy przyczyny takiego przebiegu zdarzeń można upatrywać w wyjątkowym klimacie Signal Iduna Park, gdzie w tym sezonie poległy już Ajax, Real Madryt, Manchester City, czy Bayer Leverkusen? Myślę, że częściowo tak. Podopieczni Juergena Kloppa świetnie czują się na własnym terenie.

Górnicy z Doniecka dali się zdominować właściwie od pierwszego gwizdka. Ich skrzydła praktycznie nie funkcjonowały. Nieco więcej ożywienia w grze przyniosło wprowadzenie Douglasa Costy po przerwie, ale gdy błąd popełnił Pyatov, a bezlitośnie wykorzystał go Błaszczykowski, właściwie było już pozamiatane i można był spokojnie przełączyć na Old Trafford. Czy Borussia jest kandydatem do końcowego triumfu? Nie jestem aż tak odważny, by się z tą teorią zgodzić. Ale półfinał jest jak najbardziej realny, lecz oczywiście zależy jeszcze od losowania.

W parze Celtic – Juventus faworyt był oczywisty, więc chyba nawet nie powinienem o niej pisać. Nawet nie pokusiłem się o zobaczenie skrótu – bramki wystarczyły. Stara Dama jest w dobrej sytuacji – dość bezpieczna pozycja lidera w Serie A, która pozwala na skupienie się na walce o laury w Europie.

Meczem, który obejrzałem w środę (a przynajmniej dużą jego część) było oczywiście spotkanie PSG z Valencią. Po pierwszym spotkaniu na Mestalla nie spodziewałem się fajerwerków w wykonaniu Nietoperzy, choć, jak podkreślałem, Zlatan Ibrahimović oraz Adil Rami golem na 1:2 uratowali nam emocje w rewanżu. I faktycznie takowe nadeszły, ale dopiero w drugiej połowie.

Lecz o dziwo podopieczni Ernesto Valverde mieli okazję, by wyjść zwycięsko z tej rywalizacji. Zostali zaproszeni do podejścia pod bramkę rywali jeszcze w pierwszej połowie. Nadzieję w korzystny wynik dał im Jonas, ale na tym skończyła się siła rażenia ekipy przyjezdnej. Natychmiast gospodarze ruszyli do odrabiania strat, co udało się uczynić w ciagu 11 minut, a potem już jakby odzyskali kontrolę nad spotkaniem.

Drużynę z La Liga można pochwalić za ambicję i wolę walki do samego końca. Wierzyli, że jeszcze uda się doprowadzić do dogrywki. I w sumie byli od tego o krok. To nie było przekonujące zwycięstwo (w dwumeczu) paryżan. Wiem, że bez Zlatana Ibrahimovicia zawęża im się ilość pomysłów na rozegranie akcji, ale nawet mając go w składzie razem z Davide Beckhamem czeka ich trudna przeprawa w ćwierćfinale, niezależnie na kogo trafią.

Widzę, że sporo już napisałem, choć sądziłem, że będzie tego o połowę mniej. Wobec tego zapowiedzi ograniczę, jak tylko mogę, bo i tak więcej powiem razem z redakcyjnymi kolegami w TakSięGra TV w poniedziałkowy wieczór.

We wtorek Barca musi, Milan może. Jeśli Jordi Roura wyciągnął sensowne wnioski po lekcjach od Milanu w pierwszym meczu, a także od Realu, to jest szansa, że to nie będzie walenie głową w mur. Jeśli goście zdobędą bramkę jako pierwsi, będzie już praktycznie po zawodach i będzie można się przełączyć na potyczkę Schalke z Galatasaray. Tam powinno być ciekawie, bo i pierwsze spotkanie takie było. Drużyna ze Stambułu lepiej sobie radzi w tym sezonie na wyjazdach, aniżeli u siebie – od października przegrali tylko jeden mecz grany poza Türk Telekom Arena. Ich rywale z kolei są nakręceni sobotnią wygraną z Borussią, dzięki czemu oznajmili, że wychodzą z długiego kryzysu formy, który pojawił się w listopadzie i do stycznia nie chciał zniknąć.

Na środowy wieczór wybiorę sobie chyba jednak spotkanie Malagi z FC Porto, choć pierwszy mecz ponoć nie porywał. Jednakże tam spodziewam się większych emocji niż na Alianz Arena w starciu Bayernu z Arsenalem. Uważam, że tam jest już prawie wszystko jasne.

Już widać, że w ćwierćfinałach będzie naprawdę ciekawie, począwszy od piątkowego losowania par!

* Nie nie, absolutnie się z tym określeniem nie spoufalam! W ogóle nie miałem tam siebie na myśli mówiąc o „pracy dziennikarza”!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl