Co z tą Jagą?!

Jak to mogło się stać?! Czy to było możliwe?! Dlaczego?! – z pewnością takie pytania zadawali sobie kibice zarówno Jagiellonii jak i innych polskich klubów. Takiego przebiegu rewanżu nie spodziewał się nikt.

Już w zeszłym sezonie gdy zespół z Białegostoku przegrywał raz za razem, zacząłem się zastanawiać czy nie lepiej byłoby gdyby „Jaga” nie zakwalifikowała się do Europejskich pucharów. Po wspaniałym początku sezonu, przyszedł kryzys, drużyna popadła w niego i nie zdołała się podnieść, miałem nadzieję że sam awans i czwarte miejsce zmobilizuje drużynę i jakoś powoli, z nogi na nogę powstanie i przejdzie chociażby rundę dalej. Tam by trafiła na mocniejszego przeciwnika i nie byłoby sensacji i rozczarowania. Tak się nie stało, ale jeszcze nie o tym.

Druga sprawa. Czy właściwym krokiem było niezaakceptowanie dymisji Michała Probierza? Nie będę gdybał co by było gdyby, ale jeśli drużyna popadła w kryzys pod wodzą tego samego trenera, co ma ją z tego kryzysu wyprowadzić to czy to jest w ogóle możliwe? Zdarzały się przypadki, że tak się stawało. A samo to, że trener podał się do dymisji oznaczało w prostym, chłopskim rozumowaniu mnie więcej to – „Nie dam już rady, nie wyciągnę tego klubu z kryzysu, dam szansę innemu trenerowi, nie wierzę, że mi się uda”. Z pewnością takie myśli miał trener Probierz. Więc jeszcze raz się pytam, czy takie posunięcie władz klubu było właściwe? Ale nie ma też co gdybać czy nowemu menedżerowi by się udało właściwie pomóc Jagiellonii i zaspokoić oczekiwania klubu. Nie wiemy…

Ale odbiegłem od tematu, o którym miałem pisać. Tym tematem była I runda eliminacji Ligi Europejskiej. Z pozoru klub Kazachski, nietrudny do pokonania, łatwy awans tak myśleli piłkarze klubu z Białegostoku i pewnie jeszcze wielu ludzi w tym ja. Bo w sumie z czym ma się nam kojarzyć Kazachska piłka nożna? Przed losowaniem chciałem trafić na klub kazachski, jak wyżej opisałem moje myśli gdyby się to udało. I się udało, ale NIGDY powtarzam, NIGDY  nie spodziewałem się że możemy z nimi przegrać. To jest tak samo żenujące jak porażka Wisły Kraków z Levadią Tallin. Kompletne załamanie kibiców i kompletne „olanie” tego dwumeczu.

Już w pierwszym meczu moje obawy się potwierdziły, graliśmy 1/3 meczu w przewadze, a bramkę strzeliliśmy dopiero w samej końcówce. To nie napawało optymizmem nikogo, a ta sensacja która miała miejsce dziś od 15 do 17 pogrążyła nas w smutku, rozczarowaniu. To co się stało jest nie do opisania.

Nie wiem jakie wam emocje towarzyszyły gdy się o tym dowiedzieliście, a te emocje, które mi towarzyszyły opisałem wyżej. Podsumowanie tego może być fraza:

Jak nie dziś, to jutro.

I tego życzę wszystkim, którzy byli rozczarowani.

Uwaga! To było pisane „na świeżo”, i wyraziłem tu dużo swoich emocji.


pubsport.pl