Co z tym Lechem?

Rok temu Lech Poznań był w trakcie swojej drogi po upragnione mistrzostwo Polski. Dobrze pamiętamy, że zakończyła się ona w dość szcześliwych dla Poznaniaków okolicznościach, co symbolizowały poprzyklejane gdzieniegdzie w mieście naklejki z wizerunkiem pewnego łysego piłkarza grającego jeszcze wtedy w Wiśle i napisem: „Dziękujemy”. Piłka rządzi się swoimi prawami i takie sytuacje są solą tej dyscypliny, jednak nie można powiedzieć, że tytuł mistrza Polski dostał się w ręce Lechitów przypadkiem, 65 punktów na ich koncie nie znalazło się przez to jedno zagranie Mariusza Jopa.

Po wielkiej radości dziesiątków tysięcy ludzi płynącej ze zdobycia oczekiwanego trofeum, nadeszła pora na przygotowanie drużyny do kolejnego sezonu. Zapewne jesienne wyczyny „Kolejorza” w europejskich pucharach zapadną na długo w pamięci kibiców nie tylko poznańskiej drużyny. Przez kilka chwil mogliśmy poczuć się dumni, że jesteśmy Polakami i nasycić nasz wielki apetyt na piłkę na najwyższym poziomie w wykonaniu któregoś z naszych klubów. Przez ostatnie lata nie dane nam było nacieszyć się podobnymi doznaniami, na drodze stawały nam zespoły często niżej notowane, jak chociażby Levadia Tallin. Tymczasem, Lech osiągnął rzecz zgoła niemożliwą. Wyniki takie jak te osiągnięte z Manchesterem City czy Juventusem mówią same za siebie. Pamiętam, jak dowiedziałem się o składzie grupy Lecha, marzyłem o powalczeniu o 3 miejsce z Salzburgiem i cieszyłem się na możliwość obejrzenia Teveza i spółki w akcji, a tu takie zaskoczenie… Oczywiście, można powiedzieć, że Manchester City nie grał w najsilniejszym ustawieniu, że Juventus zlekceważył Lecha w pierwszym starciu, a w drugim Poznaniakom dopomogły śnieżne zaspy, jednak czy już nie powiedzieliśmy sobie, że taki jest urok futbolu…? Trener Mancini wystawiająć taką, a nie inną jedenastkę w meczu w Poznaniu, liczył na to, że uda się jej osiągnąc założony cel, gdyby przyjechał tu tylko po to, żeby rozegrać ten mecz i nie patrzeć na wynik, na pewno wziąłby jeszcze kolejnych w hierarchii zawodników.

Niestety za wspaniałymi wynikami w europejskich pucharach nie poszły te osiągane w lidze. Pamiętamy dobrze katastrofalną jesień w wykonaniu Lecha, zwolnienie trenera (i to akurat gdy drużyna się odrodziła). Wszyscy próbowali znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy. Zmęczenie, lekceważenie rywali, zbyt duża wiara w swoje umiejętności po wygranych meczach w Europie, inny styl gry rywali w Polsce, nastawiający się na grę przeszkadzającą – oto niektóre z nich. W wyniku tego do Poznania zawitał trener Bakero, którego wciąż (mimo upływu kilku miesięcy) nie jestem w stanie ocenić. Na pewno na minus działa postawa Lecha w meczu z Bragą, chociaż gdyby w swoich sytuacjach Stilić czy Wilk zachowali się nieco inaczej – pewnie śpiewalibyśmy dziś pieśni na cześć trenera i jego wyników. Pozytywnym aspektem pracy Hiszpana w Poznaniu jest na pewno poprawa sytuacji w  tabeli ligowej o raz walka o Puchar Polski. Mam natomiast wrażenie, że zarządowi Lecha zależy na tym, aby ich klub był prawdziwie europejskim, stąd decyzja o odsunięciu od obowiązków trenera Zielińskiego, a powołanie do służby Bakero, który ma nazwisko znane na zachód od Odry, choć jeszcze jako trener jego marka jest nieokreślona. Bakero wprowadził zajęcia innego typu, odmienne spojrzenie na futbol, stara się przekonać zespół do utrzymywania przy piłce, konstruowania akcji w sposób przemyślany i zorganizowany, a także zachęca piłkarzy do wymiany pozycji, często przy tym majsterkuje (odsyłam do meczu z Bragą). Z ostateczną oceną tego procesu wstrzymałbym się zatem jeszcze chwil parę.

Po jesiennych trudach, nadszedł czas zimowych łowów (zwany także okienkiem transferowym), sparingów i przygotowań. Media w tamtym czasie są zalewane plotkami, a często zdarza się, że kolejni piłkarze sa przedstawiani jako „bułgarski Kaka” czy „gruziński Messi”. Potem okazuje się, że mają oni problem z wywalczeniem miejsca w składzie drużyny, albo nie wyróżniają się za bardzo spośród reszty ligowców w naszej dość specyficznej Ekstraklasie. Jak zatem Lech wyszedł z tego procesu?

Pierwszą informacją, jaka dotarła do kibiców była ta o zakupie Bartosza Ślusarskiego. Powiem szczerze, że nie byłem przekonany do tego zawodnika. Swego czasu był on uważany za ciekawego napastnika, grał już kiedyś w Lechu, skąd wyruszył przez Grodzisk Wielkopolski na zachód do Portugalii i Anglii. Jednak jego ostatnie występy w barwach Cracovii nie należały do najlepszych. Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony przez tego zawodnika. Choćby w ostatnim meczu z Podbeskidziem, gdzie zmienił Ubiparipa, pokazał, że może dać drużynie więcej opcji, próbował rozciągać grę na skrzydła, a w końcu, co najważniejsze, strzelił bramkę ciekawym uderzeniem głową. Z kolei Vojo Ubiparip wydaje mi się zawodnikiem typu „serbski Rooney”. Ostatnio zdołał strzelić swoją pierwszą bramkę dla klubu i znalazł się w  jedenastce kolejki ligowej, jednak jego poprzednie występy, w mojej ocenie, nie napawały znaczącym optymizmem. Jak na piłkarza tak hucznie zapowiadanego, o którego podobno biła się też Wisła Kraków, za którego Lech zapłacił niemałe pieniądze (ok. 600 tysięcy Euro, choć co ciekawe strona trasfermarkt.co.uk wycenia go już teraz na 1,2 mln Euro), Vojo wciąż pokazuje za mało, ale głęboko wierzę, że jeszcze się przebudzi i daję mu szansę na pokazanie pełni możliwości.

Najistotniejszym pozyskanym piłkarzem jest chyba Rafał Murawski, którego nie trzeba przedstawiać. Reprezentant Polski wrócił do Poznania po przygodzie w rosyjskim Rubinie Kazań. Transfer istotny szczególnie teraz, gdy Tomasz Bandrowski oraz Kamil Drygas walczą z kontuzjami. Czy jednak Murawski wzniósł aż tyle, ile mógł do gry Lecha? Wydaje mi się, że także można oczekiwać od niego ciut więcej. Wydawało się, że (przy zachowaniu odpowiednich proporcji – podkreślam) sprowadzenie piłkarza takiego formatu urozmaici znacznie grę Lecha, że będzie on dyrygentem tej orkiestry i że jego wpływ na grę będzie podobny jak Iniesty czy Xaviego w Barcelonie (przypominam o zachowaniu proporcji), jednak Lech nie zaczął grać zdecydowanie innej piłki, może na to też potrzeba czasu.

W wyniku działań tranferowych, Lechowi ubył bardzo istotny zawodnik w osobie Sławka Peszki. Razem z Robertem Lewandowskim w poprzednim sezonie stanowili o sile „Kolejorza” i w potyczkach poznańskiej drużyny widać było brak zawodnika o charakterystyce „walczaka”, jakim był Peszko, szczególnie uwidoczniło się to w meczach z Bragą, kiedy to drużynie Lecha brakowało przysłowiowego zęba. Zdziwił mnie brak wśród wzmocnień klasycznego skrzydłowego. Mówiło się, że do tej roli przygotowywał się Jacek Kiełb i ten chłopak posiada niewątpliwie pewną dozę talentu, lecz ostatnio zbyt wiele czasu poświętał na leczenie kontuzji, więc pożytek z niego żaden. Cóż zatem pozostało Bakero? Na pozycje skrzydłowych wystawia zawodników, którzy naturalnie skrzydłowymi nie są. W tej roli testowani byli Rudnevs, Stilić, Ślusarski czy nawet Kriwiec, choć nie tylko. Ostatni mecz Lecha, zremisowany 1-1 z Podbeskidziem, pokazał jeszcze jednego zawodnika. Na prawym skrzydle zagrał Jakub Wilk. Pomimo niewyróżniającej się postawie w pierwszej połowie, zdołał on pokazać w sytuacji bramkowej wespół ze Stiliciem to, czego brakowało w tym sektorze boiska. Chodzi tu o sytuację, która doprowadziła do dośrodkowania, które z kolei skończyło się bramką. Stilić pokazał „pazur”, którym zawsze raczył nas Peszko i powalczyl do samego końca o piłkę tuż przy linii końcowej, następnie wycofał ją do dobrze ustawionego Wilka,który z kolei dośrodkował, a resztę pracy wykonał Ślusarski. Niewielu kibiców spodziewało się po Wilku tak dobrej gry. Potem został on zmieniony przez Tomasza Mikołajczaka, ale jego postawa, mówiąc najmniej dosadnie, pozostawiała wiele do życzenia. Mikołajczak nie jest ulubieńcem trybun, co dało się słyszeć przy każdej probie podania czy odebrania piłki. Natomiast w meczu z Podbeskidziem, lewe skrzydło praktycznie nie funcjonowało, próbował sie nim przebijać Luis Henriquez, ale zdecydowanie brakowało mu wsparcia.

Ostatnim nabytkiem Lecha był świeżo upieczony reprezentant Polski, Hubert Wołąkiewicz. Jest to młody chłopak, który może rozwinąć się w nieprzeciętnego piłkarza, jednak mecz ze Śląskiem pokazał, że choć potrafi zachowywać sie jak na obrońcę przystało, to jednak nie wszystko mu jeszcze wychodzi, stąd czerwona kartka, sprokurowanie karnego, jednakże trzeba oddać sprawiedliwość, że sędzia nie miał racji przy wszystkich decyzjach tego wieczoru.

W starym składzie Lecha też nie wszystko funkcjonuje jak powinno. Parze Arboleda-Bosacki, która była jedną z najlepszych w lidze, teraz zdarzają się wpadki. Wydawało się, że Kolumbijczyk jest na najlepszej drodze, by osiągnąć szczyt kariery. Nowy kontrakt, dobre występy, nawet ważne gole, a do tego prawdopodobieństwo przyjęcia obywatelstwa polskiego i gra w biało-czerwonych barwach – to wszystko układało się po prostu pięknie dla obrońcy. Teraz jego geniusz jakby nieco zgasł, już nie stanowi tak pewnego punktu w obronie Lecha, a i wątek reprezentacyjny wzbudził więcej kontrowersji niż zachwytu.

Z kolei zmiana pierwszego bramkarza wyszła Lechowi na zdrowie. Krzysztof Kotorowski gra z większym zaangażowaniem (o ile na tej pozycji można grać z zaangażowaniem), przynajmniej tak to odbieram, że gra z sercem dla drużyny, z którą jest już tak długo związany. Chwalony przez komentatorów w meczu z Bragą Seweryn Gancarczyk, zupełnie nie wzbudził we mnie pozytywnych uczuć podając co chwilę piłkę przeciwnikom tudzież wybijająć ją byle dalej i przegrywając pojedynki ze skrzydłowymi. Chyba słusznie przegrał rywalizację z Panamczykiem Luisem Henriquezem. W pomocy – solidnie grający Serb Injac, który przyciągnął swoimi dobrymi występami uwagę selekcjonera, wspomniany Murawski, Kriwiec oraz Stilić, który jest bodaj najbardziej utalentowany z tego tandemu, lecz zbyt często próbuje przegwiazdorzyć, muszę jednak przyznać, że zdarza mu się to rzadziej niż jeszcze jakiś czas temu. W ataku chyba wszyscy czekają na powrót do zdrowia Rudnewsa, gdyż moim zdaniem daje on więcej drużynie niż Ubiparip i Ślusarski.

Jak zatem wygląda sytuacja w Lechu? Klub na pewno robi z roku na rok postępy. Nie udało się zatrzymać największych gwiazd drużyny, jak Lewandowskiego czy Peszki, lecz pieniądze zarabione na ich sprzedaży powinny być wykorzystane na rozwój drużyny. Sporo środkow finansowych i sławy przyniosły Lechowi także dobre występy na arenie międzynarodowej. Nie sposób jednak nie wytknąć Lechowi potknięć na polu tranferów. Lekko przespane okienko letnie, niezatrzymanie Peszki w klubie i brak zastąpienia go przez klasowego skrzydłowego – to główne błędy poznańskiego klubu. Jednak sądzę, że takiej drużyny z takim doświadczeniem, z takim stadionem nie powinno zabraknąć w przyszłym roku w europejskich pucharach. Strata do Wisły w tabeli jest spora, a zremisowany mecz z Podbeskidziem w Pucharze Polski też nie napawa optymizmem, ale czy nie można odrobinę pomarzyć, jeśli wiadomo, że piłka nożna kieruje się swoimi prawami…

A Wy co sądzicie o sytuacji w Lechu? Czy pościg po mistrzostwo już się zakończył czy uda się tej drużynie dogonić krakowską Wisłę? Kogo typowalibyście jako odpowiednie wzmocnienie poznańkiej drużyny, jako zastępstwo dla Peszki? Zapraszam do dyskusji…

 

Rok temu Lech Poznań był w trakcie swojej drogi po upragnione mistrzostwo Polski. Dobrze pamiętamy, że zakończyła się ona w dość szcześliwych dla Poznaniaków okolicznościach, co symbolizowały poprzyklejane gdzieniegdzie w mieście naklejki z wizerunkiem pewnego łysego piłkarza grającego jeszcze wtedy w Wiśle i napisem: „Dziękujemy”. Piłka rządzi się swoimi prawami i takie sytuacje są solą tej dyscypliny, jednak nie można powiedzieć, że tytuł mistrza Polski dostał się w ręce Lechitów przypadkiem, 65 punktów na ich koncie nie znalazło się przez to jedno zagranie Mariusza Jopa.

Po wielkiej radości dziesiątków tysięcy ludzi płynącej ze zdobycia oczekiwanego trofeum, nadeszła pora na przygotowanie drużyny do kolejnego sezonu. Zapewne jesienne wyczyny „Kolejorza” w europejskich pucharach zapadną na długo w pamięci kibiców nie tylko poznańskiej drużyny. Przez kilka chwil mogliśmy poczuć się dumni, że jesteśmy Polakami i nasycić nasz wielki apetyt na piłkę na najwyższym poziomie w wykonaniu któregoś z naszych klubów. Przez ostatnie lata nie dane nam było nacieszyć się podobnymi doznaniami, na drodze stawały nam zespoły często niżej notowane, jak chociażby Levadia Tallin. Tymczasem, Lech osiągnął rzecz zgoła niemożliwą. Wyniki takie jak te osiągnięte z Manchesterem City czy Juventusem mówią same za siebie. Pamiętam, jak dowiedziałem się o składzie grupy Lecha, marzyłem o powalczeniu o 3 miejsce z Salzburgiem i cieszyłem się na możliwość obejrzenia Teveza i spółki w akcji, a tu takie zaskoczenie… Oczywiście, można powiedzieć, że Manchester City nie grał w najsilniejszym ustawieniu, że Juventus zlekceważył Lecha w pierwszym starciu, a w drugim Poznaniakom dopomogły śnieżne zaspy, jednak czy już nie powiedzieliśmy sobie, że taki jest urok futbolu…? Trener Mancini wystawiająć taką, a nie inną jedenastkę w meczu w Poznaniu, liczył na to, że uda się jej osiągnąc założony cel, gdyby przyjechał tu tylko po to, żeby rozegrać ten mecz i nie patrzeć na wynik, na pewno wziąłby jeszcze kolejnych w hierarchii zawodników.

Niestety za wspaniałymi wynikami w europejskich pucharach nie poszły te osiągane w lidze. Pamiętamy dobrze katastrofalną jesień w wykonaniu Lecha, zwolnienie trenera (i to akurat gdy drużyna się odrodziła). Wszyscy próbowali znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy. Zmęczenie, lekceważenie rywali, zbyt duża wiara w swoje umiejętności po wygranych meczach w Europie, inny styl gry rywali w Polsce, nastawiający się na grę przeszkadzającą – oto niektóre z nich. W wyniku tego do Poznania zawitał trener Bakero, którego wciąż (mimo upływu kilku miesięcy) nie jestem w stanie ocenić. Na pewno na minus działa postawa Lecha w meczu z Bragą, chociaż gdyby w swoich sytuacjach Stilić czy Wilk zachowali się nieco inaczej – pewnie śpiewalibyśmy dziś pieśni na cześć trenera i jego wyników. Pozytywnym aspektem pracy Hiszpana w Poznaniu jest na pewno poprawa sytuacji w  tabeli ligowej o raz walka o Puchar Polski. Mam natomiast wrażenie, że zarządowi Lecha zależy na tym, aby ich klub był prawdziwie europejskim, stąd decyzja o odsunięciu od obowiązków trenera Zielińskiego, a powołanie do służby Bakero, który ma nazwisko znane na zachód od Odry, choć jeszcze jako trener jego marka jest nieokreślona. Bakero wprowadził zajęcia innego typu, odmienne spojrzenie na futbol, stara się przekonać zespół do utrzymywania przy piłce, konstruowania akcji w sposób przemyślany i zorganizowany, a także zachęca piłkarzy do wymiany pozycji, często przy tym majsterkuje (odsyłam do meczu z Bragą). Z ostateczną oceną tego procesu wstrzymałbym się zatem jeszcze chwil parę.

Po jesiennych trudach, nadszedł czas zimowych łowów (zwany także okienkiem transferowym), sparingów i przygotowań. Media w tamtym czasie są zalewane plotkami, a często zdarza się, że kolejni piłkarze sa przedstawiani jako „bułgarski Kaka” czy „gruziński Messi”. Potem okazuje się, że mają oni problem z wywalczeniem miejsca w składzie drużyny, albo nie wyróżniają się za bardzo spośród reszty ligowców w naszej dość specyficznej Ekstraklasie. Jak zatem Lech wyszedł z tego procesu?

Pierwszą informacją, jaka dotarła do kibiców była ta o zakupie Bartosza Ślusarskiego. Powiem szczerze, że nie byłem przekonany do tego zawodnika. Swego czasu był on uważany za ciekawego napastnika, grał już kiedyś w Lechu, skąd wyruszył przez Grodzisk Wielkopolski na zachód do Portugalii i Anglii. Jednak jego ostatnie występy w barwach Cracovii nie należały do najlepszych. Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony przez tego zawodnika. Choćby w ostatnim meczu z Podbeskidziem, gdzie zmienił Ubiparipa, pokazał, że może dać drużynie więcej opcji, próbował rozciągać grę na skrzydła, a w końcu, co najważniejsze, strzelił bramkę ciekawym uderzeniem głową. Z kolei Vojo Ubiparip wydaje mi się zawodnikiem typu „serbski Rooney”. Ostatnio zdołał strzelić swoją pierwszą bramkę dla klubu i znalazł się w  jedenastce kolejki ligowej, jednak jego poprzednie występy, w mojej ocenie, nie napawały znaczącym optymizmem. Jak na piłkarza tak hucznie zapowiadanego, o którego podobno biła się też Wisła Kraków, za którego Lech zapłacił niemałe pieniądze (ok. 600 tysięcy Euro, choć co ciekawe strona trasfermarkt.co.uk wycenia go już teraz na 1,2 mln Euro), Vojo wciąż pokazuje za mało, ale głęboko wierzę, że jeszcze się przebudzi i daję mu szansę na pokazanie pełni możliwości.

Najistotniejszym pozyskanym piłkarzem jest chyba Rafał Murawski, którego nie trzeba przedstawiać. Reprezentant Polski wrócił do Poznania po przygodzie w rosyjskim Rubinie Kazań. Transfer istotny szczególnie teraz, gdy Tomasz Bandrowski oraz Kamil Drygas walczą z kontuzjami. Czy jednak Murawski wzniósł aż tyle, ile mógł do gry Lecha? Wydaje mi się, że także można oczekiwać od niego ciut więcej. Wydawało się, że (przy zachowaniu odpowiednich proporcji – podkreślam) sprowadzenie piłkarza takiego formatu urozmaici znacznie grę Lecha, że będzie on dyrygentem tej orkiestry i że jego wpływ na grę będzie podobny jak Iniesty czy Xaviego w Barcelonie (przypominam o zachowaniu proporcji), jednak Lech nie zaczął grać zdecydowanie innej piłki, może na to też potrzeba czasu.

W wyniku działań tranferowych, Lechowi ubył bardzo istotny zawodnik w osobie Sławka Peszki. Razem z Robertem Lewandowskim w poprzednim sezonie stanowili o sile „Kolejorza” i w potyczkach poznańskiej drużyny widać było brak zawodnika o charakterystyce „walczaka”, jakim był Peszko, szczególnie uwidoczniło się to w meczach z Bragą, kiedy to drużynie Lecha brakowało przysłowiowego zęba. Zdziwił mnie brak wśród wzmocnień klasycznego skrzydłowego. Mówiło się, że do tej roli przygotowywał się Jacek Kiełb i ten chłopak posiada niewątpliwie pewną dozę talentu, lecz ostatnio zbyt wiele czasu poświętał na leczenie kontuzji, więc pożytek z niego żaden. Cóż zatem pozostało Bakero? Na pozycje skrzydłowych wystawia zawodników, którzy naturalnie skrzydłowymi nie są. W tej roli testowani byli Rudnevs, Stilić, Ślusarski czy nawet Kriwiec, choć nie tylko. Ostatni mecz Lecha, zremisowany 1-1 z Podbeskidziem, pokazał jeszcze jednego zawodnika. Na prawym skrzydle zagrał Jakub Wilk. Pomimo niewyróżniającej się postawy w pierwszej połowie, zdołał on pokazać w sytuacji bramkowej to, czego brakowało w tym sektorze boiska. Chodzi tu o sytuację, która doprowadziła do dośrodkowania, które z kolei skończyło się bramką. Wilk pokazał „pazur”, którym zawsze raczył nas Peszko i powalczyl do samego końca o piłkę tuż przy linii końcowej, następnie wycofał ją, dobrze dośrodkował, a resztę pracy wykonał Ślusarski. Potem Wilk został zmieniony przez Tomasza Mikołajczaka, ale jego postawa, mówiąc najmniej dosadnie, pozostawiała wiele do życzenia. Mikołajczak nie jest ulubieńcem trybun, co dało się słyszeć przy każdej probie podania czy odebrania piłki. Natomiast w meczu z Podbeskidziem, lewe skrzydło praktycznie nie funcjonowało, próbował sie nim przebijać Luis Henriquez, ale zdecydowanie brakowało mu wsparcia.

Ostatnim nabytkiem Lecha był świeżo upieczony reprezentant Polski, Hubert Wołąkiewicz. Jest to młody chłopak, który może rozwinąć się w nieprzeciętnego piłkarza, jednak mecz ze Śląskiem pokazał, że choć potrafi zachowywać sie jak na obrońcę przystało, to jednak nie wszystko mu jeszcze wychodzi, stąd czerwona kartka, sprokurowanie karnego, jednakże trzeba oddać sprawiedliwość, że sędzia nie miał racji przy wszystkich decyzjach tego wieczoru.

W starym składzie Lecha też nie wszystko funkcjonuje jak powinno. Parze Arboleda-Bosacki, która była jedną z najlepszych w lidze, teraz zdarzają się wpadki. Wydawało się, że Kolumbijczyk jest na najlepszej drodze, by osiągnąć szczyt kariery. Nowy kontrakt, dobre występy, nawet ważne gole, a do tego prawdopodobieństwo przyjęcia obywatelstwa polskiego i gra w biało-czerwonych barwach – to wszystko układało się po prostu pięknie dla obrońcy. Teraz jego geniusz jakby nieco zgasł, już nie stanowi tak pewnego punktu w obronie Lecha, a i wątek reprezentacyjny wzbudził więcej kontrowersji niż zachwytu.

Z kolei zmiana pierwszego bramkarza wyszła Lechowi na zdrowie. Krzysztof Kotorowski gra z większym zaangażowaniem (o ile na tej pozycji można grać z zaangażowaniem), przynajmniej tak to odbieram, że gra z sercem dla drużyny, z którą jest już tak długo związany. Chwalony przez komentatorów w meczu z Bragą Seweryn Gancarczyk, zupełnie nie wzbudził we mnie pozytywnych uczuć podając co chwilę piłkę przeciwnikom tudzież wybijająć ją byle dalej i przegrywając pojedynki ze skrzydłowymi. Chyba słusznie przegrał rywalizację z Panamczykiem Luisem Henriquezem. W pomocy – solidnie grający Serb Injac, który przyciągnął swoimi dobrymi występami uwagę selekcjonera, wspomniany Murawski, Kriwiec oraz Stilić, który jest bodaj najbardziej utalentowany z tego tandemu, lecz zbyt często próbuje przegwiazdorzyć, muszę jednak przyznać, że zdarza mu się to rzadziej niż jeszcze jakiś czas temu. W ataku chyba wszyscy czekają na powrót do zdrowia Rudnewsa, gdyż moim zdaniem daje on więcej drużynie niż Ubiparip i Ślusarski.

Jak zatem wygląda sytuacja w Lechu? Klub na pewno robi z roku na rok postępy. Nie udało się zatrzymać największych gwiazd drużyny, jak Lewandowskiego czy Peszki, lecz pieniądze zarabione na ich sprzedaży powinny być wykorzystane na rozwój drużyny. Sporo środkow finansowych i sławy przyniosły Lechowi także dobre występy na arenie międzynarodowej. Nie sposób jednak nie wytknąć Lechowi potknięć na polu tranferów. Lekko przespane okienko letnie, niezatrzymanie Peszki w klubie i brak zastąpienia go przez klasowego skrzydłowego – to główne błędy poznańskiego klubu. Jednak sądzę, że takiej drużyny z takim doświadczeniem, z takim stadionem nie powinno zabraknąć w przyszłym roku w europejskich pucharach. Strata do Wisły w tabeli jest spora, a zremisowany mecz z Podbeskidziem w Pucharze Polski też nie napawa optymizmem, ale czy nie można odrobinę pomarzyć, jeśli wiadomo, że piłka nożna kieruje się swoimi prawami…

A Wy co sądzicie o sytuacji w Lechu? Czy pościg po mistrzostwo już się zakończył czy uda się tej drużynie dogonić krakowską Wisłę? Kogo typowalibyście jako odpowiednie wzmocnienie poznańkiej drużyny, jako zastępstwo dla Peszki? Zapraszam do dyskusji…


pubsport.pl
Pubsport.pl
Pubsport.pl - wiadomości sportowe i publicystyka. Zapowiedzi i podsumowania meczów piłki nożnej, tenisa, sportów zespołowych oraz zimowych. Relacje na żywo! Wpadnij pogadać o sporcie!
http://www.pubsport.pl/