Co z tym Roy’em

Nie oszukujmy się – dokładnie przez 24 minuty Roy Hodgson badał jedną nogą wyłożony w okolicy Anfield Road bruk. Mało brakowało, a dołożyłby drugą, obie ręce i całą resztę.

Menadżer Liverpoolu znajdował się pod ogromną presją od środowej domowej porażki z Wolves. Dosyć żałosnego obrazu drużyny -która jeszcze półtora sezonu wstecz do ostatniej kolejki biła się o mistrzostwo z Manchesterem United – mieli kibice. Ze słynnego ,,You’ll never walk alone” Hodgsona wyłączono, zresztą on sam nie karmił się złudzeniami, oświadczając, że w klubie zostawiono go samego sobie ze wszystkimi problemami i zagwostkami, że w czasach kryzysu cierpi przypadłość samotności w tłumie. Fani byłego opiekuna Fulham krytykowali nad wyraz chętnie, suchej nitki nie zostawili począwszy od elementów warsztatu trenerskiego, po brak klasy w kontaktach z mediami. Nie miało to nic wspólnego z czczym gadaniem trzy po trzy, użalaniem się nad palantem, na którego jesteśmy, cholera, skazani. Kibice w liczbie ponad 12 tysięcy złożyli podpisy pod petycją (w formie elektronicznej), która trafiła bezpośrednio do właścicieli z Fenway Sports Group, Johna W. Henry’ego i Toma Wernera. Żarty się więc skończyły.

Tak silny sprzeciw ze strony fanów zaskoczył samego Hodgsona, który w obliczu straszliwie zagęszczonej atmosfery wokół swojej osoby zmuszony był publicznie przepraszać za słowa przytoczone przez mnie tutaj. Jeżeli tuż po spotkaniu z Wolves czuł się odosobniony, to petycją przybito kolejny gwóźdź do jego trumny. Trumny z jeszcze żywym, wiercącym się człowiekiem.

W sobotę, jeszcze przed popołudniową konfrontacją z Boltonem, na Wyspach zaczęto rozpisywać się o potencjalnych następcach Hodgsona. Wymieniano nazwisko Didiera Deschampsa, bliskiego angażu w Liverpoolu już latem, Jurgena Kloppa, Owena Coyle’a i Andre Villas-Boasa. Angielscy dziennikarze twierdzili, powołując się na źródła zbliżone do klubu, że decyzja u góry już zapadła. I Hodgson wylatuje. Stąd rozpoczęte już sondowanie wstępnie wyselekcjonowanych kandydatów na objęcie po nim stanowiska. Jak sugerował Michał Okoński, ewentualna roszada powinna zostać wykonana możliwie najszybciej, by nowo przybyły menadżer miał nie tylko czas na – i tak ekspresowe – poznanie zespołu od podszewki, ale również na nadanie własnych kierunków styczniowej polityce transferowej. Bo to, że ,,The Reds” będą kupować i głównym decydentem będzie dyrektor ds. strategii futbolowej Damien Comolli, wiadomo nie od wczoraj. Aby jednak ,,Pan Szara Eminencja” nie wcisnął piłkarzy wyłącznie według własnego uznania, co w St Etienne zakończyło się totalną klapą, menadżer – bez względu na nazwisko – musi szybko i twardo reagować. Trenerskie zamieszanie skutkować może wyłącznie jednym, a mianowicie znacznie zmniejszonym wpływem nowego na to, kto zostanie dokupiony.

Idąc tym tropem, optymalny czas na zwolnienie Hodgsona właśnie się kończy. Porażka z Boltonem byłaby argumentem przechylającym szalę, pozwalającym bez większych kontrowersji pozbyć się ewidentnie ciążącego drużynie staruszka. Tymczasem wywalczone w doliczonym czasie gry trzy punkty dały Hodgsonowi bezcenny czas, odwlekający moment egzekucji tak, że ta stanie się już niezbyt aktualna, a zupełnie nielogiczna.

No chyba że…

Marka Hughesa zwolniono z Manchesteru City po zwycięstwie 4:3 z Sunderlandem, Jacek Zieliński pożegnał się z Lechem pogromem Wisły Kraków 4:1. Przykłady globalny i lokalny. Jeżeli Hodgson w ciągu najbliższych 24-48 godzin nie zostanie zwolniony, goodbye-win będzie musiał wycelować dopiero gdzieś w maju.

Mateusz Jaworski
Więcej tekstów autora na:
Blog piłkarski

pubsport.pl
Pubsport.pl
Pubsport.pl - wiadomości sportowe i publicystyka. Zapowiedzi i podsumowania meczów piłki nożnej, tenisa, sportów zespołowych oraz zimowych. Relacje na żywo! Wpadnij pogadać o sporcie!
http://www.pubsport.pl/