Contador poza zasięgiem

Przynajmniej dzisiaj. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś z nim zawalczy, ale obawiam się że może być o to ciężko. Contador po prostu zmiótł rywali z porażającą lekkością. Atakując 7 kilometrów przed metą. Na to chyba wszyscy liczyli, nie ma czarowania, tylko gaz.

Z drugiej strony może i dobrze że jest taki człowiek z kosmosu w peletonie, bo jeśli dalej będzie jeździł agresywnie to etapy mogą być fascynujące – nawet jeśli będą polegały tylko na walce o drugą lokatę. Bo do niej kolejka wciąż długa. Może okazać się że za plecami Contadora jest bardzo wyrównana grupa. Tak wyrównana, że dziś tylko lekko ołówkiem skreślić można Dennisa Menchova, czy Joaquima Rodrigueza. Różnice wciąż są niewielkie. Abstrahując od El Pistolero: ze stratą mniejszą niż dwie i pół minuty do drugiego w generalce Sivtsova są jeszcze tacy zawodnicy jak Le Mevel, Nibali, Scarponi, Arroyo, Kreuzieger, Serpa, Anton, Garzelli, Masciarelli, Kiserlovski, Sella, Menchov, Rodriguez. 5 minut straty do Sivtsova ma Jose Rujano, który dziś pokazał się z bardzo dobrej strony. A przypomnę może że gdy wskoczył na podium w 2005 roku też, może nie tak dużo, ale tracił w pierwszych odcinkach nie sądząc, że będzie walczyć o podium. A skończył wyścig tracąc 45 sekund do zwycięskiego Savoldelliego. Być może Wenezuelczyk po raz drugi okaże się czarnym koniem zawodów. Może ciężko będzie o podium, bo jednak strata jest już istotna. Ale pierwsza dziesiątka – czemu nie? Przecież przed nami jeszcze Zoncolan, Grossglockner, Sestriere i niemało innych, może mniej znanych, ale porównywalnie trudnych podjazdów. Po tym co pokazał dziś Contador aż korci, żeby już okrzyknąć go zwycięzcą Giro. Poniekąd to zrobiłem sprowadzając Nibalego, Scarponiego i resztę do walki o 2. miejsce. Jednak patrząc na dzisiejszy etap trudno wysnuć inne wnioski.

Dzisiejszy etap to również wspaniała praca Przemysława Niemca. Pojawia się problem nam znany: wspaniała praca na rzecz kogoś. Sylwka Szymyda dziś w czołówce nie było, ale kolejny polski gregario dał się we znaki paru świetnym góralom. Co gorsza ze swoim liderem na czele. Niemiec pokazał że jest w niesamowitej formie, tak jak od paru lat znakomitą formę na Giro pokazuje Szmyd. Pojawia się klasyczne pytanie pod tytułem kiedy ci panowie pojadą coś na własne konto. Póki będą we włoskich grupach, to na Giro najprawdopodobniej nigdy. Ale już można oczekiwać Tour de Pologne i Niemca w roli kolejnego Polaka walczącego o zwycięstwo. Oby ze Szmydem i Rutkiewiczem. Możemy także czekać na Dauphine Libere, gdzie Niemiec ma dostać wolną rękę. Rok temu na Dauphine błysnął Szmyd, jednak w tym roku ten wyścig wypadł z jego planów startowych. Gdyż szczyt formy Sylwka ma być na Tour de France, gdzie walczyć ma Ivan Basso. Ciężko powiedzieć czy z tego powodu tak a nie inaczej pojechał dzisiaj. A pojechał spokojnie, dojechał w grupetto ze stratą dwudziestu kilku minut. Może to byłą jakaś niedsypozycja zdrowotna, może gorzej się czuł, a może taktycznie coś jest na rzeczy. Choć wydaje się to dziwne. Wszak Nibali na nadmiar pomocników narzekać nie może… A Niemiec tymczasem po ciężkiej pracy dojechał wysoko i może nam dać w tym wyścigu trochę emocji. Takich małych, ale szczerych emocji które dawał nam choćby Szmyd gdy przesuwał się gdzieś o dwa miejsce na przełomie drugiej i trzeciej dziesiątki. Szkoda że głównie takie radości nam pozostają. Choć cieszmy się też z widoku Polaka ciężko pracującego na czele peletonu, cieszmy się gdy tempo nadawane przez naszego rodaka kasuje odjazdy i urywa faworytów. I przełknijmy ten fakt, że nasz zawodnik zaraz odpuści i nie będzie mógł walczyć o czołowe pozycje. Bo taka jest jego rola.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl