Coś się zmienia, Barca pokonana u siebie

Nie ukrywam, że rezultat dzisiejszego El Clasico jest dla mnie trochę zaskakujący. Real wygrał z Barceloną na Camp Nou i pozostawił Dumie Katalonii jedynie matematyczne szanse na obronę tytułu Mistrza Hiszpanii.

Zacznę od wielkich gratulacji dla Realu, a przede wszystkim dla Jose Mourinho, który udowodnił, że dla niego niemożliwe nie istnieje. Udało mu się ujarzmić lwa w jego jaskini i nie zabić przy tym futbolu. Zaczął od 0:5 półtora roku temu. Szukał, zmieniał, ustawiał, aż w końcu znalazł zwycięską taktykę na Barcę. Podejrzewam, że jego drużynę kosztowało to mnóstwo sił, ale teraz wszyscy w Madrycie mają świadomość, iż było warto. Zobaczymy czy i jak odbije się to na rewanżu w Champions League.

Pierwsza bramka padła po zamieszaniu w polu karnym gospodarzy. Makaron w palcach Valdesa i gapiostwo Puyola wykorzystał Sami Khedira. Czy udałoby się zapobiec stracie bramki, gdyby grał Pique? Ciężko jest mi stwierdzić. Mascherano już zadomowił się na pozycji środkowego obrońcy, a partner Shakiry ostatnio jest skłócony z Guardiolą, który go nie wystawia w składzie. Jednak wydaje mi się, że defensywa FCB prezentowałaby się lepiej, gdyby Gerard był na boisku.

Królewscy znów zagrali mało ofensywnie, ale tym razem nie wyglądało to tak irytująco, jak ostatnio. Pressing zaczynali już na połowie rywali, zagęszczali pole obronne jak tylko się dało. Blaugrana wymieniała setki podań, posiadała piłkę przez 70% czasu, ale mało stworzyła klarownych sytuacji bramkowych. Zazwyczaj kończyło się na przechwycie któregoś piłkarza Realu i długim podaniu w poszukiwaniu kolegi do kontry. Najpierw zwracałem na to uwagę w relacji na żywo, a potem przestałem, bo ciągle się to powtarzało. Zdarzało się, że w ten sposób powstało groźne zagrożenie dla gospodarzy – patrz gol na 1:2.

Wydaje mi się, iż podopieczni Guardioli za szybko uwierzyli, że złapali przeciwnika na widelec. Choć przyznaję, że sam też odetchnąłem z ulgą i spodziewałem się tradycyjnego scenariuszu – inicjatywa dla Dumy Katalonii i tak do końca. Bardzo się myliłem – wszyscy zostali sprowadzeni na ziemię ledwie dwie minuty po trafieniu Sancheza. Gospodarze nie dali rady już się podnieść, to było dla nich za dużo.

Powoli zaczyna wyglądać na to, że tiki-taka przestaje zdawać egzamin. Jak dla mnie mecze z Chelsea i Realem to popisy Barcelony, które można nzwać efektowną porażką spowodowaną brakiem skuteczności. Messi był mocno kryty, ale i tak dużo próbował. Jednak Xaviego i Tello nic nie usprawiedliwia z ich pudeł. To powinny być bramki, dzięki którym losy meczu i mistrzostwa potoczyłyby się inaczej. Dzisiaj mogliśmy być świadkami zmiany warty w światowym futbolu. Jeszcze poczekajmy parę tygodni, do finałów Pucharu Króla, Ligi Mistrzów, ale to może być już początek nowego rozdania w piłce nożnej.

Wielu z nas (nie)chciałoby, aby nie było to ostatnie spotkanie pomiędzy tymi drużynami w obecnym sezonie. Osobiście wciąż liczę na finał Ligi Mistrzów, bo byłoby to spotkanie godne tej rangi, ale zaczynam mieć wątpliwości, co do obrońców Pucharu Europy. Z motywacją na wtorek będzie ciężko, ale nadal Barca może dokonać czegoś wielkiego – wygrać LM dwa razy z rzędu. Lecz taka gra jak dziś na pewno nie wystarczy. Trzeba w końcu zacząć trafiać – nie ma innej recepty.

Podsumowując, nie uważam, że 219. Gran Derbi było fantastycznym widowiskiem, bo wiem, że Barcelonę stać na więcej, a nie pokazała tego dzisiejszego wieczoru. Niemniej jednak, w porównaniu do tego, co następowało przez kilkanaście miesięcy, to jest postęp. Mam nadzieję, że zmierzamy w dobrym kierunku i coraz więcej będzie spektakli, których zapamiętamy nie z powodu jakiejś gry słów, ogromnej brutalności, czy kontrowersji, a przez czysto piłkarski aspekt. Nie ma bowiem nic lepszego niż zdrowe sportowe emocje pozbawione jakiejkolwiek nienawiści i niesmaku.

PS. Postanowiłem, iż częściej będę używał formy „El Clasico” niż „Gran Derbi”, gdyż tę drugą podobno wymyślili sobie Polacy i nigdzie na świecie nie będzie wiadomo, o jaki mecz chodzi, jeśli jej użyjemy.

PS 2. Ciepłe słowa kieruję w stronę Canal+ za podejście do tego meczu. Już kilka dni przed spotkaniem pojawiały się meldunki od Piotra Labogi, komentatorzy też pojechali na miejsce, więc zdawali dokładnie relację z wydarzenia. Najbardziej podobały mi się zdjęcia z kabin komentatorskich w studiu pomeczowym. Nie muszę wspominać, że chciałbym się tam kiedyś znaleźć…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl