Cóż tam, panie, w polityce, czyli Wisła – Standard 1-1

Stali bywalcy, wiecie doskonale, że nie lubię odpowiedzi na to pytanie znajdować na stadionie. Dziś na Reymonta było sporo polityki, sporo nerwów na trybunach i sporo emocji w końcówce. Ja wciąż mam nadzieję, że to nie ostatni mecz europejskich pucharów w Krakowie w tym sezonie.

Co ciekawego

– Najpierw o tym, co na boisku. Ucieszyłem się, że trener postawił na Michała Czekaja. To było odważne posunięcie i wiem, że teraz wszyscy będą mówić, że chłopak nie wytrzymał ciśnienia. I jego jest mi chyba najbardziej żal. Zgoda, był bardzo elektryczny, taki jakiś zestresowany, podawał tylko do Chaveza (wszerz) i Pareiki (do tyłu). Ale na miejscu Gervasio Nuneza zadeklarowałbym się, wziąłbym tę czerwoną kartkę na siebie. Jak można zagrać taką piłkę, jak Nunez? Toż on nigdy tak dobrze nie wypuścił napastnika Wisły, jak wypuścił napastnika Standardu. Czekaj musiał faulować. A skoro sfaulował, to czerwona kartka. Proste, choć boli.

– Jesienią mówiło się, że Wiśle brakuje Maora Meliksona i Patryka Małeckiego. Błąd. Wiśle brakowało Meliksona. To, co Izraelczyk gra, przechodzi ludzkie pojęcie. Cięli go jak różę, ale techniką przerastał o lata świetlne wszystkich na boisku. A „Mały”? Powiedziałem sobie w pierwszej połowie, że jak jeszcze raz spróbuje strzału z 70. metrów i piłka ledwo doleci do pola karnego, to wyjdę ze stadionu. Nic mu dziś nie wychodziło. Wzdychałem tęsknie do Ivicy Ilieva. Jest tak samo bezproduktywny, ale uwielbiam patrzeć na to, jak gra. Dostałem na to szansę dopiero od 57. minuty.

– Zastanawia mnie, dlaczego nie grał Biton, a grał Genkow. Ja wiem, że Bułgar się lepiej zastawia, lepiej gra głową, ale do cholery, czy w tym sporcie, zwłaszcza jak się jest napastnikiem, nie chodzi przede wszystkim o strzelanie goli? Wszystko inne to wartość dodana. Ale jak snajper jest totalnie ograniczony, a strzela bramki, to powinien grać. Ja to widzę dość prosto. Chwała Genkowowi, że dał wyrównanie i nadzieję Wiśle, ale nikt nie wie, ile goli strzeliłby Biton. On mnie przekonuje bardziej, ale kto wie, może dlatego to Moskal jest trenerem Wisły, a nie ja.

Trybuny

Oj, co tu się działo. Znowu będę musiał zapuszczać wąsy, żeby spokojnie chodzić po Krakowie, po publikacji tego tekstu 🙂

– Zaczęło się od tego, że Wiślacy wywiesili transparent o treści „Nie trzeba być faszystą, by bronić Ziemię Ojczystą„. Nie wymyśliłbym tego, nie napisał i nie wywiesił, ale w gruncie rzeczy, trudno się nie zgodzić. Na sektor wbiła się jednak ochrona i zaczęła się szamotanina. Transparent podarto, ale to było moim zdaniem bezsensowne zaognianie sytuacji, z którego potem wynikło wiele złego.

– Odpowiedź Belgów? Też święci nie byli. Jeden pajac już przed meczem cały czas skakał i pokazywał „fucki” do kibiców Wisły. Za chwilę odpalili race i kilka rzucili w krakowskich kibiców. Ci je odrzucili. Kilka spadło na murawę.

– Przez cały mecz spiker groził przerwaniem meczu. Wszystko przez rzucanie śnieżkami w piłkarzy Standardu. Doprawdy, przednia rozrywka. Gdyby ta cudowna walka z Twente, cud w Londynie, miały się skończyć walkowerem rundę później, bo kilku gości chciało sobie porzucać śniegiem, to naprawdę zastanowiłbym się, czy dla dobra klubów nie warto jednak grać przy pustych trybunach 🙂 Kiedy zrobiło się już naprawdę gorąco i trwały narady w sprawie przerwania meczu, trener Kazimierz Moskal i piłkarze prosili o przerwanie zimowej zabawy. Plus dla sporej części trybun, która krzyczała w kierunku rzucających „debile! debile”. Inni wołali „barany! barany”. A adresaci czuli „ciągotkę Herostratesa” i starali się za wszelką cenę wykorzystać szansę na chwilę sławy.

– Wreszcie ta polityka. Pomieszanie z poplątaniem. Za dużo jej. Było skandowanie „Srbija – Kosovo„. Był transparent w serbskich barwach z tym napisem i była przyśpiewka na melodię „W górę serca, Wisła wygra mecz” ze słowami „Kosovo je srce Srbija„. Był symbol Powstania Warszawskiego. Było „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” (ha! tylko skąd ich wziąć? Trzeba będzie specjalnie z Korei Północnej zwozić). Było „precz z komuną„. Żałuję, że w czasie meczu musiała mnie nachodzić refleksja, że każdy w duszy chce być męczennikiem i jeżeli komuna nie istnieje, to trzeba sobie ją w tym celu wymyślić. Chciałbym w czasie meczu mieć tylko refleksje na temat stałych fragmentów Garguły, zwodów Ilieva, przejęć Wilka. Może kiedyś dożyję.

– Nieświęci kibice Standardu raz mnie ujęli. Śpiewali moją absolutnie ulubioną przyśpiewkę stadionową „ra ra ra ra ra” (jeśli wiecie o czym ja mówię 🙂 ), znaną z meczów Górnika Zabrze. Zabrzańskie źródła donoszą, że Ślązacy byli pierwsi.

– Ucieszyłem się, gdy kibice Wisły zaśpiewali „Tak się bawią ludzie…” To świetna przyśpiewka i chyba na zawsze będzie mi się kojarzyć z grudniowym cudem nad Tamizą/Wisłą.

– A abstrahując od treści, to doping naprawdę głośny. Swoją drogą, ja jeszcze tego stadionu tak wypełnionego nie widziałem. Do kompletu daleko, ale nie było obciachu, jak jesienią, gdy nabity do ostatniego miejsca był tylko (aż) młyn.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl