Coż za spektakl!

Chyba za każdym razem gdy pisałem o tenisie ziemnym zaznaczałem że jestem laikiem w tej dziedzinie. Wciąż podtrzymuję tę opinię. Na szczęście wczorajsze spotkanie Agnieszki Radwańskiej z Karoliną Woźniacką nie było tylko dla koneserów. To był wielki show i spektakl. Gra emocji, które można by było poczuć nawet gdyby się nie wiedziało czemu żadna z zawodniczek nie spróbuje serwisu po prostej.

Ciężko opisywać co się działo w tym spotkaniu. Można sztampowo zrzucić wszystko na kobiecą psychikę. I, kto wie, może byłoby to słuszne i w pełni prawdziwe stwierdzenie. Oglądając tak falową grę obu tenisistek trudno szukać przyczyn gdzieś indziej, aniżeli w głowach. Aczkolwiek poprawiane opatrunku na barku Isi już dodaje kolorytu. Może to tylko niedokładność przy jego zakładaniu przed spotkaniem, a może nasza zawodniczka miała jakiś problem? Może obraz gry i jej rezultat był wypaczony przez ból. Może to właśnie walkę charakteru z fizjologią obserwowaliśmy co rusz podskakując z radości załamując ręce po zagraniach Radwańskiej? Co w takim razie spowodowało te dziwne błędy Woźniackiej, która też przecież swoimi błędami dość ciężkie trzy groszy do tego spektaklu wrzuciła? To już musiała być głową. Może z pomocą tego, który nad jej głową wisiał, czyli Piotra Woźniackiego.

Jakiekolwiek były przyczyny – gra była tak nieprzewidywalna, że aż ciężko szukać kluczowych momentów, ponieważ co chwila wydawało nam się, że takowy właśnie nastąpił. A zanim zdążyliśmy się nad nim zastanowić to już sytuacja był zupełnie inna. Winda między niebem, a piekłem kursowała z niesamowitą szybkością. Właściwie zawodniczki były chyba tak wysoko w niebie, że momentami od dołu pukały do najczarniejszych piekielnych piwnic.

Nad tym spektaklem można, i pewnie będzie to czynione, dywagować długo, ale i tak nie zastąpi to niesamowitego wrażenia emocjonalnego na pułapie wręcz zawałowym. Już po kilku minutach oglądania zapomniałem o tym, że fatalny kolor nawierzchni zlewający się z piłką strasznie utrudnia oglądanie. Adrenalina wyostrzyła zmysły.

Trzeba by obejrzeć to spotkanie kilka razy, żeby móc już w pełnym spokoju przeanalizować mecz. Ale ja, laik, nie mam zamiaru go analizować. Wiem to co widziałem, a widziałem, w sensie sportowym, momenty niesamowitego tenisa w wykonaniu obu sportsmenek. Można śmiało powiedzieć – Isia jest zdolna do świetnej gry na tym turnieju. Jak świetnej? Ano tak świetnej, że może się jeszcze na tym turnieju nadarzyć okazja do rewanżu na Woźniackiej. Ci którzy znają system turnieju wiedzą co mam na myśli.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl