Cracovia na równi pochyłej

 Dwie kolejki do końca rozgrywek. Cracovia ma siedem punktów straty do Lechii Gdańsk zajmującej czternaste miejsce. Pasy już spadły, a  szans na dogonienie ludzi Janasa, nawet teoretycznych, nie mają żadnych.

Cracovia od kilku lat gra o utrzymanie. Pamiętamy, raz już spadła, ale uratowało ją nieprzyznanie licencji wówczas siódmemu w tabeli ŁKS – owi Łódź. Janusz Filipiak ładuje w tę ekipę mnóstwo pieniędzy. Najpierw ściągał Polaków: Matusiaków czy Ślusarskich, którzy rozczarowani wracali zza granicy. Po jakimś czasie, gdy ściąganie wypalonych, rezerwowych Polaków zza granicy, chcących naprawdę duże pieniądze, nie przyniosło efektów,  postanowił, zapewne za namową doradców, zacząć ściągać obcokrajowców. Było ich dużo, ale był to najzwyczajniej w świecie zagraniczny szrot. Piłkarze słabi, często bardzo mierni technicznie. Bardzo współczuje prezesowi, bowiem zaangażował się, wydawał pieniądze na kolejne transfery, miał ambicję zbudowania tutaj świetnej drużyny z kibicami, piękną historią, ale i przyszłością. Prezes ekipy spod Wawelu to nie jest drugi Józef Wojciechowski, nie zwalnia szkoleniowców po pierwszej wpadce, jest cierpliwy, nie „strzela fochów”, jak właściciel Czarnych Koszul. Niestety, wyszło jak wyszło…………

Oczywiście to nie Filipiak wynalazł takie „cuda” jak Puzigaca, Van der Bizen, Milos Kosanovic i wielu, wielu innych. To jego współpracownicy znaleźli, prezesa do wydania danych pieniędzy na tych zawodników przekonali.

W ostatnich sezonach Cracovia grała brzydko, nieatrakcyjnie, po prostu słabo, ale w bieżącej kampanii często jesteśmy już świadkami istnej masakry. Piłkarze z Krakowa nierzadko mają problemy z najłatwiejszymi, najbardziej podstawowymi aspektami rzemiosła piłkarskiego. Często problemy sprawia im zwykłe przyjęcie piłki lecącej z góry. Podania notorycznie są niedokładne, do zamierzonego celu nie docierają, chociaż często wyglądają one na bezcelowe, po prostu: kopnąć byle gdzie, byleby ta piłka już sobie  poszła. Najczęściej ich gra opiera się na dalekich wybiciach do przodu, bezcelowych, bezsensownych. Jak już piłką próbują grać, jak próbują futbolówkę rozegrać, to właśnie wtedy ewidentnie brakuje im tak ważnej przecież w futbolu  techniki i koncentracji. Wymienią dwa podania, pójdzie zagranie do takiego Van der Bizena, temu piłka odskoczy na trzy metry i po akcji. Dziękuję, dobranoc. Oprócz tego nie ma w zespole Pasów tego jakże niezbędnego do grania ataku pozycyjnego ruchu zawodników bez piłki. Oni ani myślą poruszać się bez futbolówki, a jeśli już, to spacerkiem. Nie ma wyjścia na pozycję koledze, który ma piłkę, pokazania się do zagrania, nie wspominając już o jakiejś szybkiej „wymianie  krzyżowej”, próbie zagrania czegoś bardziej błyskotliwego, dla rywala zaskakującego.

Przez ekipię spod Wawelu przewinęło się w tym sezonie trzech trenerów. Pierwszy, Jurji Szatałow, był przy Kałuży bardzo szanowany. Bowiem w minionym sezonie, kiedy Cracovia była już na krawędzi, kiedy była już bliziutko śmierci, a konkretniej mówiąc: spadku, on przyszedł, potrafił tę ekipę wyciągnąć z ogromnego dołka i ostatecznie utrzymać. W tym sezonie przygotował drużynę tak „wspaniale”,  że 22 września, czyli po zaledwie kilku spotkaniach, musiał już odejść z klubu. Drugi był Dariusz Pasieka. Człowiek potrafiący ładnie mówić na konferencjach prasowych, ale jako trener najzwyczajniej w świecie słaby. Bez charyzmy i – na to wygląda – umiejętności  wstrząśnięcia swoimi podopiecznymi, pobudzenia ich do walki.

Potem, już jako taki typowy ratownik, przyszedł Tomasz Kafarski. Trener młody, utalentowany, który zrobił w Gdańsku bardzo dobrą robotę. Skończył wtedy co prawda nieudanie, ale moim zdaniem, Lechia po jego ręką grała ofensywnie, ładnie, dobrze, a przynajmniej do pewnego momentu. Gdy on przychodził szansę na utrzymanie się Pasów były naprawdę małe i jego przyjście pod Wawel było, w mojej opinii, sporym błędem. Może sobie tylko bardzo mocno nadszarpnąć reputację, bowiem podjął się zadania niezwykle trudnego, dostał drużynę rozbitą, słabą, przegrywającą i to w najważniejszym momencie sezonu. A on jeszcze nie ma takiej charyzmy, takiego doświadczenia, by nagle tak zmotywować piłkarzy, tak nakręcić, by oni nagle zaczęli wygrywać. Tutaj nie pomogą jakieś specjalne treningi. Po prostu trzeba umieć stworzyć coś dobrego,zarazem łatwego do opanowania, taktycznie i przede wszystkim trzeba być dobrym trenerem – psychologiem, trzeba swoich grajków przekonać, zmotywować. Kafarski jest dobry, z przyszłością, ale nie aż tak, by wyciągnąć ekipę z takiego dołka. Co innego gdyby dostał cały okres przygotowawczy, masę czasu i mniej presji. Cracovia pod jego ręką się nie zmieniła, jednak ja będę się starał byłego coacha Lechii bronić.

Cracovia, owszem, tak jak wspominałem na początku, spadła, ale nie oznacza to, że w przyszłym sezonie w ekstraklasie nie zagra. Pamiętamy chyba sezon 2008/2009 i nieprzyznanie licencji ŁKS – owi, co skutkowało tym, że Pasy I – ligi wtedy nie zasmakowały. Teraz,  nawet trener, Kafarski, powiedział, że tak naprawdę to jego ekipa jeszcze nie spadła. A to mówi się o nieprzyznaniu licencji wielu śląskim klubom i Termalice,  a to mówi się o fuzji ze wspomnianym wcześniej klubem. Jest mnóstwo scenariuszy. Myślę, że któryś z nich się sprawdzi i w następnym sezonie przy Kałuży znowu będziemy mogli oglądać mecze T – mobile ekstraklasy.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl