Cudu nie było

Sebastian Vettel po raz drugi z rzędu Mistrzem Świata Formuły 1. Nawet bukmacherzy wycofali zakłady przed wyścigiem, bo było zbyt pewne, że tak się stanie. I choć pierwszy warunek został spełniony – wygrał Jenson Button, to na ziszczenie się drugiego nie było co liczyć.

Jeżeli powiemy, że w dzisiejszym wyścigu działo się „trochę”, to nie przesadzimy. Kibic, który oglądał sobie wyścig z łóżka, pod kołderką, z głową na poduszce miał prawo zasnąć. Największą atrakcją okazały się wizyty w alei serwisowej. Momenty zjazdów do boksów były w znacznej większości decydujące o losach rywalizacji. Dodatkowo doszedł fakt, iż Suzuka jest oponożerna i miękka mieszanka trzymała co najwyżej przez 10-12 okrążeń.

A zatem biorąc pod uwagę wyżej wymienione czynniki, musiał wygrać Button, bo nikt nie dba o ogumienie tak, jak on. Do tego doszła znakomita postawa jego mechaników (i nieco wolniejsza Red Bulla). Krótko mówiąc, wszyscy w McLarenie powinni sobie powiedzieć „good job!”. Inna sprawa, że Brytyjczyk prezentuje się znakomicie w drugiej części sezonu. Pozwala mu to na realne myślenie o Wicemistrzostwie Świata. Choć nie cieszy to tak bardzo, jak wygrana w klasyfikacji generalnej, to jednak zawsze jest to satysfakcja z byciem drugim kierowcą globu.

Podobnie, jak Mistrz Świata z 2009 roku, dobre występy notuje Fernando Alonso. Najpierw w soboty kręci znakomite czasy, aby znaleźć się na dobrym polu startowym, a potem, dzień później utrzymuje się w czołówce stawki. Szkoda, że nie udało mu się/nie chciał/nie pozwolono mu dziś zaatakować Jensona na ostatnich kółkach, bo byłoby naprawdę ciekawie. A tak… też będzie ciekawie, bo obaj ci kierowcy aspirują do podium klasyfikacji ogólnej MŚ. Według mnie, Hamilton i Webber już nieco odstają i szanse na takie osiągnięcie mają znacznie mniejsze.

Lewis Hamilton jeździł dziś słabiutko. Pewnie przytłoczyły i przygnębiły go wszystkie myśli dookoła niego, np. ta, że na Mistrzostwo Świata miał jeszcze szansę jedynie jego kolega z zespołu. Ponadto, ostatnio wszyscy się go czepiają, że jeździ zbyt agresywnie (w końcu ludzie to widzą!). Znów zaiskrzyło na torze między nim, a Felipę Massą (podtekstów ciąg dalszy). Nie wpłynęło to pozytywnie na żadnego z kierowców. Zakończyli rywalizację daleko od podium. Niekoniecznie jeśli chodzi o zajęte miejsca, ale o stratę czasową, jaką mieli na mecie.

Zespół Roberta Kubicy – Lotus Renault osiągnął nieco lepszy wynik, niż ostatnio, lecz nie ma powodów do jakiejś dzikiej radości. Uznajemy, że kwalifikacje w Singapurze to był po prostu nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Wczoraj już było lepiej – weszli do Q3. Jednakże nie chcieli ryzykować z oponami, więc nie wyjechali na ostatnią część czasówki. Petrovovi się to opłaciło, Sennie już nie. Szczerze? Spodziewałem się więcej po siostrzeńcu Ayrtona Senny. Ma jeszcze okazję, żeby się pokazać z dobrej strony w czterech kolejnych wyścigach. Trzymam za niego kciuki, podobnie, jak za Rosjanina, bo wiemy, że stać ich na dobre rezultaty.

Jest jeszcze jeden kierowca, który może być bardzo szczęśliwy z wyników na Suzuce. To Nico Rosberg, który borykał się z kłopotami technicznymi i nie mógł wystartować w kwalifikacjach. Wystartował z przedostatniego pola i dojechał do mety na 10., punktowanym miejscu. Ja bym się cieszył z takiego przebiegu wydarzeń. Niemiec chyba też odczuwa małą wewnętrzną satysfakcję.

Wielu z nas (łącznie z komentatorami Polsatu) zastanawiało się, czemu Sebastian Vettel nie cieszył się jakoś bardzo, ale to dlatego, że był wzruszony. Chyba nie aż tak, jak rok temu w Abu Dhabi (wówczas zaraził mnie swoim płaczem), ale nadal widać po nim, iż Mistrzostwo Świata to dla niego coś naprawdę bardzo wyjątkowego. Należał mu się ten tytuł. Od początku roku i on, i jego auto spisywały się fenomenalnie. Niemiecki kierowca chciał przypieczętować to wygraną w Japonii, ale się nie udało. Nie ujmując jego ambicji, na jego miejscu nie przejmowałbym się tym.

Pomimo tego, że losy Tytułu dla kierowców są roztrzygnięte, absolutnie nie zamierzam sobie odpuszczać oglądania F1 w tym sezonie. Przecież potem znów będziemy tęsknić za królową sportów motorowych, oczekując na nią przez 4 miesiące! A w tym roku jeszcze nie wszystko jest jasne, np. jeśli chodzi o drugie miejsce w klasyfikacji kierowców. Wśród konstruktorów Czerwone Byki są blisko sukcesu, ale jeszcze trochę muszą punktów zdobyć. Wydaje się to kwestią czasu. A poza tym, czeka nas debiut toru w Indiach, więc czynników, by pozostać z Formułą 1 do samego końca sezonu jest naprawdę wiele.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl