Cwany lis w piekle

„Jurij Szatałow”. Tym mianem określa się w Polsce sytuację, w której trener sam, z własnej woli, w trakcie sezonu opuszcza jedną drużynę, dla innej z tej samej ligi. Tak jak Szatałow wystawił Polonię Bytom, dla Cracovii, tak jak Cracovię miał ponoć wystawić dla Zagłębia Lubin, tak teraz uczynił Nigel Pearson z Hull City. A – sami wiecie – skoro uczynił tak „Tygrysom”, to ta zniewaga krwi wymaga.

Hull po słabym początku, którego część na własne oczy widziałem, nagle stwierdziło, że właściwie to mogłoby awansować z powrotem do Premier League. Skoro nie było przeciwwskazań, to zaczęło wygrywać. Dziewięć meczów bez porażki wywindowało „Tygrysy” do strefy barażowej. Później przyszły dwie porażki z rzędu i… nagle Pearson zdecydował się przyjąć ofertę, plasującego się siedem pozycji niżej Leicester City. „Lisy” bardzo chciały w tym roku wrócić do najwyższej ligi. Popełniły jednak błąd, powierzając tę misję Svenowi Goranowi Ericssonowi. A ten, od momentu, kiedy przestał trenować reprezentację Anglii, czego się nie dotknie, to zepsuje. Pearson trenował Leicester przed przyjściem do Hull i jest tam dobrze wspominany. Zgoda, ale to jednak nie wspomnienia zainspirowały go do powrotu. Chodziło raczej o milion funtów rocznie plus dodatkowy milion premii za awans do Premier League.

To wystarczyło, by w trakcie sezonu, drużynie, która jest w gazie powiedzieć „why? for money”.

Jego następcą w Hull został Nick Barmby, który na razie ma być tylko pełniącym obowiązki pierwszego trenera, ale kierownictwo klubu daje do zrozumienia, że jeśli pójdzie mu dobrze, to pozwoli pracować z drużyną dłużej. To dla 37-latka pierwsza praca jako szkoleniowca. Gdyby dał sobie radę, jeszcze umocni pozycję jako legendy Hull. W tym klubie grał od 2004 roku i dał mu największe sukcesy w historii, z awansem i utrzymaniem w Premier League na czele. To też koniec kariery piłkarza, którego koniec kariery jeszcze kilkanaście lat temu wyobrażaliśmy sobie jako wielkie i niezwykle smutne wydarzenie. To jego Pele nazywał zawodnikiem, który w przyszłości będzie najlepszy na świecie. Nigdy nie był. Nie był nawet najlepszy w Anglii, czy choć w Liverpoolu. Ale za to, że był najlepszy w Hull, wszyscy w tym mieście są mu wdzięczni i otaczają go nabożnym szacunkiem.
Teraz może budować legendę jako trenera. Pierwszy krok ku temu już uczynił, wygrywając w debiucie 2-0 na wyjeździe z Derby County.  Tygrysy” są na szóstym miejscu, a więc dającym szansę na grę w barażach. Do drugiego West Hamu tracą siedem punktów i mają rozegrany mecz mniej. Tymczasem Pearson debiutuje dziś w Leicester, meczem z Crystal Palace. Nie muszę chyba mówić, czego mu w tym spotkaniu życzę. I nie muszę chyba mówić, co czeka angielskiego Szatałowa 3 grudnia, kiedy ze swoim nowym klubem przyjedzie na KC Stadium. Myślę, że już może się szykować na piekło.


pubsport.pl
Michał Trela

Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl

http://trelik.blox.pl