Czekają nas klasyki w LM. Nie wolno ich przegapić!

Wracając po Wielkanocy do szkoły pomyślałem sobie:

Kurde, przede mną „aż” dwa i pół tygodnia harówy, zanim dotrwam do majówki… Ale zaraz, moment! Będzie Liga Mistrzów! I to w jakim wydaniu! Aaaaaa!!!

Tak jest! Najlepsze klubowe rozgrywki świata umilą nam końcówkę kwietnia. Być może nawet ją zdominują, bo zapowiadają się naprawdę fantastyczne dwumecze!

Bayern – Real

Która ekipa spośród tych dwu bardziej chce awansować? Nie da się tego określić, ale na pewno obie pragną zwycięstwa przynajmniej z całych swoich serc. Bawarczycy całkiem niedawno grali w finale Ligi Mistrzów, ale nie zdobyli trofeum, bo na ich drodze stanął zespół prowadzony przez… Jose Mourinho. Do żądzy rewanżu na portugalskim szkoleniowcu dochodzi fakt, iż wielki finał Champions League zostanie rozegrany właśnie w Monachium na Alianz Arena. Z kolei w Realu czekają na powtórzenie sukcesu z 2002 roku, kiedy ówcześni Galacticos po raz ostatni unieśli w górę Puchar Europy. Wydaje się, że okazja ku temu jest najlepsza od 10 lat.

Odwołam się jeszcze do historii. Królewscy na swojej drodze do 9. wygranej w Lidze Mistrzów w 1/4 finału wyeliminowali własnie Bayern. Choć przegrali pierwsze spotkanie na wyjeździe 1:2, to na Santiago Bernabeu pokonali rywali 2:0. Tej rywalizacji nie widziałem, ale pamiętam, że oglądałem dwumecz rozgrywany dwa lata później. Samego przebiegu może niewiele, lecz nauczyłem się wówczas malować herby obu klubów i dumnie przykleiłem je do telewizora, na którym leciała transmisja (w TVP – fajne czasy). Mój tata nie był z tego powodu zadowolony…

Po raz ostatni w LM drużyny z Monachium i Madrytu spotkały się w 2007 roku, w 1/8. Te mecze pamiętam znacznie lepiej, bo byłem już nieco starszy, a ich przebieg potwierdza, że mamy do czynienia z klasykiem na skalę europejską, a może nawet światową. Pierwsze spotkanie znów odbyło się w Niemczech. Już w 1. minucie gola zdobył Makaay, w II połowie podwyższył Lucio. Ogólnie całe spotkanie gospodarze mieli pod kontrolą, choć w ostatnich minutach karnego wykorzystał van Nistelrooy. Bramka ta okazała się kluczowa do późniejszego awansu Los Blancos, którzy w rewanżu zaprezentowali się o niebo lepiej. Monachijczycy także grali tam świetnie – choć przegrywali 3:1, walczyli do końca. Nadzieję w serca ich kibiców wlał jeszcze na moment Mark van Bommel strzelając na 3:2, ale na więcej nie starczyło czasu. Tamte spotkania trzymały w napięciu do końca i dlatego wspominamy je tak dobrze.

Jak będzie tym razem? Moim zdaniem nie bez znaczenia jest fakt, że gospodarzem pierwszego meczu jest ekipa prowadzona przez Juppa Heynckesa. Dzięki temu Bayern nieco się otworzy, bo będzie chciał nie tyle pokonać Real, co wypracować sobie odpowiednią zaliczkę przed rewanżem w stolicy Hiszpanii, który będzie zupełnie osobnym rozdziałem aniżeli mecz na Alianz Arena. Historia i statystyki przemawiają na korzyść klubu z Bundesligi, ponieważ nigdy nie przegrał on na własnym obiekcie z dziewięciokrotnym zdobywcą Pucharu Europy.

Lecz Jose Mourinho znany jest z tego, że lubi przerywać innym dobre passy. Sam też przecież stoi przed wielkim wyzwaniem – chce wygrać Champions League z trzecim klubem. Jak widać, nikt mu nie zamierza tego zadania ułatwiać. Mimo tego, że takie mecze, jak te, teoretycznie nie mają faworyta, to jednak uważam, iż Real ma minimalnie większe szanse na awans do finału. Ten zespół mnie przekonuje, udowadnia swoją grą, że chce wygrać rozgrywki. Nie do końca widzę to u ich przeciwników, ale być może w dwóch najbliższych spotkaniach otworzą mi oczy i zobaczę, jak zdeterminowany Bayern walczy jak równy z równym przeciwko Realowi o finał Ligi Mistrzów. Tego bym sobie życzył po tej dwójce.

Chelsea – Barcelona

Nie wiem dlaczego, ale moje pierwsze skojarzenie z tą parą to… Jose Mourinho. Istotnie The Special One ma wiele wspomnień związanych z tymi ekipami. Może mi odbija, bo kupiłem i zacząłem czytać „Anatomię Zwycięzcy”…

A tak już zupełnie poważnie, to na samym początku zaznaczam, że najważniejszą rzeczą dla mnie w tym półfinale jest to, aby był on sprawiedliwie sędziowany. Chodzi o to, aby zwyciężył sport, nie gierki pozaboiskowe i twierdzenie, że arbiter pomaga tym lub tamtym. Troszeczkę zalatuje bronieniem Barcelony. Tak, dobrze wyczuliście. Pragnę, żeby triumfatorzy sprzed roku sami się obronili postawą na placu gry.

Tym razem inna będzie kolejność spotkań niż 3 lata temu. Na Stamford Bridge odbędzie się pierwszy mecz, zatem ostateczne roztrzygnięcie nastąpi na Camp Nou. The Blues z pewnością na własnym obiekcie będą czuli się pewniej, ale to samo można powiedzieć o Dumie Katalonii. Wygląda więc na to, że jednym z kluczy do finału będzie lepsza postawa poza swoim stadionem.

Jeśli chodzi o historię meczów pomiędzy tymi ekipami, to pamiętam, że trafiły na siebie w trzech kolejnych sezonach – w 04/05 i 05/06 w 1/8 finału, a w 06/07 w fazie grupowej. Przypomina mi się wygrana drużyny z Londynu z 2005 roku, kiedy musiała ona odrabiać straty z pierwszego meczu (przegrała w stolicy Katalonii 1:2). Wówczas Jose Mourinho (a któż by inny!) zgasił Barcę, moim zdaniem, najlepiej w karierze. Chelsea od początku zaatakowała, czego efektem było prowadzenie 3:0 po niecałych 20 minutach. Potem Ronaldinho wziął ciężar gry na swoje barki i strzelił dwa gole jeszcze przed przerwą. Niestety, sam nie był wstanie udźwignąć tego ciężaru, a gospodarze tego dnia grali jak z nut. John Terry na kwadrans przed końcem popisał się piękną główką po rzucie rożnym wykonywanym przez Damiena Duffa. I tak oto londyńczycy triumfowali. Odpadli dopiero po zaciętym półfinale z późniejszym triumfatorem całych rozgrywek, Liverpoolem.

Chyba właśnie wtedy zauważyłem wielkość Jose Mourinho. Nie podobało mi się to bardzo, że „ośmielił się” wyeliminować wielką Barcelonę, ale już wtedy widać było, że szykował się na wielkie sukcesy. Rok później, znów w boju o ćwierćfinały Chelsea postawiła twardy opór Blaugranie, choć przegrała u siebie 1:2. Rewanż okazał się zwycięskim remisem dla Barcy. Jako dzieciak z podstawówki, bardzo cieszyłem się z tego, że podopieczni Franka Rijkaarda weszli dalej. Ciągle miałem w pamięci wspomniany triumf angielskiej drużyny. Później się okazało, że FCB wygrała całą Ligę Mistrzów.

Najświeższa historia to ta z 2009 roku zwłaszcza z rewanżowego półfinału w stolicy Anglii. Wszyscy fani Chelsea i antyfani Barcelony przeklinają nazwisko Toma Henninga Ovrebo, który nie zauważył wielu nieprzepisowych zagrań zawodników Blaugrany, z ręką Gerarda Pique na czele. Nadchodzi długo oczekiwana zemsta.

Tym razem w Londynie nie ma już Jose Mourinho, ale jest Roberto Di Matteo, który radzi sobie całkiem dobrze odkąd w marcu z posadą pożegnał się Andre Villas-Boas. Przed włoskim szkoleniowcem wyzwanie życia. Jeśli wejdzie ze swoją drużyną do finału, to prawdopodobnie utrzyma posadę na dłużej. Po niesamowitej pogoni za stratą do Napoli zakończoną sukcesem, wcale nie zabieram szans ekipie The Blues.

Barcelona dąży do tego, by zostać pierwszym klubem, który obronił Puchar Europy w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Jest nieznacznym faworytem w półfinałowej parze, ale to absolutnie niczego jeszcze nie oznacza. To dodaje jedynie presji podopiecznym Pepa Guadrioli, która i tak już ciąży na nich duża. Miejmy nadzieję, że mecze z Chelsea będą ładnymi widowiskami, aby je zapamiętać tak, jak te sprzed 6 czy 7 lat.

Warto dodać, iż zarówno Real, jak i Barcelonę czeka wysiłek co najmniej podwójny w stosunku do swoich rywali. Hiszpańskie kluby czeka bowiem El Clasico w sobotę o 20:00. Piłkarze obu tych drużyn muszą zatem nie tylko przystąpić maksymalnie skoncentrowani do zbliżających się potyczek, ale i umiejętnie rozłożyć siły. Słowo „drużyna” nabiera w tym przypadku nowego znaczenia.

Tak więc przed nami w ciągu ośmiu dni wiele, miejmy nadzieję, niesamowitych meczów. Obyśmy je zapamiętali wyłącznie z pozytywnej strony. Znaczną część, jeśli nie wszystkie te spotkania relacjonować będziemy w Pubsport.pl, więc jeśli ktoś nie posiada odpowiedniego dekodera, to spokojnie – postaramy się, żebyście jak najlepiej poczuli atmosferę ze stadionów.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl