Czwórkę już mamy, będzie naprawdę pięknie

We wtorek i środę poznaliśmy pierwszą czwórkę ćwierćfinalistów Ligi Mistrzów UEFA 2011/2012. Odczuwam już wielkie emocje, pomimo, że nie wiemy jeszcze ani kto ani z kim zagra w 1/4 finału.

Mecz Benfiki z Zenitem oglądałem i opisałem, więc nie warto się powtarzać. Tego samego wieczoru Arsenal próbował odrobić cztery gole straty do Milanu i niewiele brakowało, a udałoby się to. Co prawda nie wierzyłem w awans Kanonierów, nawet przy stanie 2:0, ale wiedziałem, że u siebie będą niesamowicie mocni, kilkaset procent bardziej, niż na wyjeździe. Zawsze tak jest. Gdyby nie zaprezentowali się niczym dzieci we mgle w Mediolanie, to byliby w stanie przejść drużynę prowadzoną przez Massimiliano Allegriego.

Wenger ustawił swój zespół bardzo ofensywnie już od początku. Było to zarówno efektowne, jak i efektywne. Dzięki temu gra się otworzyła i goście także stwarzali groźne okazje, lecz nie byli już tak skuteczni, jak trzy tygodnie wcześniej. Musieli mieć naprawdę stalowe nerwy, by wytrzymać tę drugą połowę, w której mieli świadomość, że jedna stracona bramka bardzo im skomplikuje zadanie. Z drugiej jednak strony, gdyby Szczęsny choć raz musiał wyjmować piłkę z siatki, gospodarze musieliby łącznie zdobyć sześć bramek, co wydaje się już zadaniem mało wykonalnym.

Mimo wszystko awans piłkarzy Milanu uważam za zasłużony. Rewanż przegrali sromotnie, ale mieli też swoje szanse, więc nie jest tak, iż nic nie pokazali. Dostali lekcję, że nie może im się coś takiego powtórzyć w przyszłości, gdyż zostaną łatwo wyeliminowani.

W środę kolejny raz byłem inny niż wszyscy. Oglądałem APOEL z Lyonem i byłem świadkiem naprawdę ciekawego, żywego, a przede wszystkim długiego meczu. Tutaj, podobnie jak w sytuacji pary Benfica – Zenit, jeden gol mógł wszystko załatwić. Wyrównanie dwumeczu nastąpiło dość szybko i rywalizacja rozpoczęła się od nowa.

Pierwsza połowa po golu Manduci raczej dla Lyonu, druga dla APOELu, a dogrywka znów dla gości. Co prawda nie były to fragmenty jednostronne, ale widoczna była optyczna przewaga nad rywalem.

Znów zadziałała magia GSP Stadium. Bohaterem nie tylko swojej drużyny, ale i całego Cypru na pewno Dionisos Chiotis, który wyjął dwa rzuty karne. Ależ on musiał mieć w sobie ciśnienie płynące z trybun! Wytrzymał i dał APOELowi ćwierćfinał Ligi Mistrzów, rzecz jasna pierwszy w historii. A co do historii: w środę doszło do pierwszej dogrywki w fazie pucharowej Champions League od niemalże trzech lat! Wierzyć się nie chce, iż przez cały ten czas udawało się roztrzygać wszystko w 180 minut…

Barcelonę większość z nas oglądała, chyba nie ma co dopisywać, po prostu Duma Katalonii udowodniła swoją klasę. Oby nie schodziła z tego poziomu. Nie chodzi o to, że jestem subiektywny, ale chcę, by w lidze zwanej „Ligą Mistrzów” faktycznie grali ci najlepsi – mistrzowie.

Do annałów po środowym wieczorze wpisał się Leo Messi strzelając 5 bramek w jednym meczu. Niektórzy próbują to zbagatelizować i podają przykład Dado Prso z 2003 roku (Monaco 8:3 Deportivo), ale wówczas Chorwat trafił do siatki rywali czterokrotnie. Oto dowód.

Kto uzupełni stawkę ćwierćfinalistów? Najwięcej pieniędzy postawiłbym na Napoli i Real Madryt. Włoski zespół pokazał klasę w pierwszym meczu z pogrążoną w kryzysie Chelsea i nie zapowiada się, żeby miał zostać pokonany w dwumeczu. Bardzo ucieszyłby mnie awans podopiecznych Nicoló Frustalupiego, bo przypominają mi Tottenham sprzed roku – fajny, otwarty, ofensywny futbol, czyli to, co kocham!

Nie chciałbym tylko, żeby jak Koguty sezon temu, w 1/4 spotkali Real, bo to może być przeszkoda nie do przejścia. Ale chwila, moment! Blancos muszą pokonać CSKA, bo z Moskwy wywieźli bramkowy remis. Chyba jednak na niespodziankę nie ma co liczyć. Jak już wspominałem – Liga Mistrzów musi być dla Mistrzów. Miejsce Jose Mourinho i jego piłkarzy jest w ćwierćfinale.

W pozostałych parach kwestia awansu jest według mnie otwarta. FC Basel stanie przed piekielnie trudnym wyzwaniem – obroną korzystnego wyniku na Alianz Arena. Ale kto na nich stawiał przed rozpoczęciem fazy pucharowej? A jednak zdołali wygrać pierwszy mecz. Poczekajmy…

Na wtorek wieczór przyda się Multi Liga Mistrzów, bo w parze Inter – Marsylia, sytuacja jest podobna, co w poprzedniej opisywanej dwójce. Z tą różnicą, że tu nie ma tak wyraźnego faworyta. Od odejścia The Special One z Nerazzurich, klub zaczął się sypać. Olimpijczycy także nie porywają, ale pierwszy mecz na Stade Velodrome pokazał, że trafili na przeciwnika do ogrania. Okazja, jakich mało, zatem warto skorzystać. Limit nudów piłkarze obu drużyn wykorzystali 22 lutego, więc liczę, że teraz będzie się działo znacznie więcej.

Ktokolwiek by nie wyszedł z tych pozostałych par 1/8, to już widać, że będziemy mieli naprawdę fajne ćwierćfinały. Emocje związane z nimi rozpoczną się już w najbliższy piątek, podczas losowania. I właśnie za to kochamy Ligę Mistrzów!

PS. Dwójki, których bardzo nie chcę, to: Napoli – Real i Benfica – Barcelona. Jeśli dojdzie do tej drugiej, to będziesz zbierać moje pokruszone serce…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl