Czy Brzęczek odmieni Lechię?

"Jerzy Brzęczek zostanie dziś ogłoszony nowym trenerem gdańskiej Lechii". Taka informacja od samego poranka zbombardowała Twittera, a później – około godziny 15 – zyskała swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Czy to nowe, lepsze otwarcie dla  zespołu z Trójmiasta? Śmiem wątpić.

Klub z Pomorza mógł tego lata rozpocząć budowę wielkiej drużyny. Dzięki nowym właścicielom, klubowa kasa wypełniła się grubymi milionami. Pojawił się potencjał finansowy, który – mając na uwadze ówczesną, wcale nienajgorszą pozycję sportową klubu – mógł sprawić, że Lechia będzie z powodzeniem walczyć o puchary. Słychać było nawet głosy mówiące o mistrzostwie. Jednak osoby zarządzające klubem z PGE Areny śmiało mogłyby zabrać się do napisania książki pod tytułem : "Jak wyrzucić pieniądze w błoto?".

Kontraktowali bowiem zawodników chaotycznie, idąc w ilość, a nie w jakość. Wydali kilkaset tysięcy euro na  Łukasika, który w większości meczów wyróżniał się bardziej na minus niż na plus. W niczym nie przypominał siebie sprzed półtora roku. Zajął się raczej udowadnianiem światu, że Henning Berg  miał rację, odstawiając go na boczny tor. Transfer Bartka Pawłowskiego wydawał się bardzo trafny, w końcu były zawodnik Widzewa coś tam już na polskiej ziemi pokazał, a oprócz tego grywał w trakcie ostatniego roku w hiszpańskiej Maladze (rzadko, bo rzadko, ale z Barcą zagrał dwa razy). Pawłowski jednak zawodzi na całej linii i już dawno stracił miejsce w podstawowej jedenastce. Normalnymi, dającymi się uzasadnić ruchami wydawały się jeszcze transfery Borysiuka czy Treli, ewentualnie Możdżenia i młodego, perspektywicznego Dźwigały. Reszta to były wielkie niewiadome. Jedenastu anonimowych grajków z zagranicy. Jedenastu! Sprawdził się tylko jeden z nich, Antonio Colak, który rośnie na jednego z lepszych napastników w lidze. Nie najgorzej wygląda jeszcze Nazario, który bywa chaotyczny, ale piłka się go słucha, ma tą pozytywną, typową dla Brazylijczyków lekkość.

Z jedenastu zagranicznych transferów klapą nie zakończyły się tylko dwa. Łącznie Lechia dokonała w jednym okienku dziewiętnastu nowych zakupów. PATOLOGIA. Stawiam tezę, że nawet sam Jose Mourinho miałby problem, żeby to poukładać. Tymczasem działacze szli w zaparte i jako trenera zatrudnili rodaka "The Special One", gościa bez żadnych sukcesów i ciekawych wpisów w CV, Quima Machado. Kandydatura, za przeproszeniem, z dupy wzięta, ale jeśli już się go zatrudniło i ściągnęło mu się dziewiętnastu nowych piłkarzy ze wszystkich stron świata, którzy się ze sobą nie znają, to jednak należy dać  mu czas. Lechia raziła nieporadnością, gubiła punkty i rozczarowywała,  ale to wszystko nie miało jeszcze prawa odpowiednio funkcjonować . Nie po tak krótkim okresie. Zbudowanie nowej drużyny (a taki proces został tego lata w Gdańsku zapoczątkowany) nie trwa jeden, dwa ani trzy miesiące. Tylko co najmniej z pięć, sześć. Machado powinien dostać czas.

Został zwolniony, a potem Lechia grała praktycznie bez trenera. Wszyscy wiedzieli, że para Unton – Kalkowski jest na stołku tylko tymczasowo, ale utrzymali się na nim dobre kilka kolejek. Dopiero teraz, u schyłku piłkarskiej jesieni, działacze z Gdańska postanowili zatrudnić pełnoprawnego następcę Quima Machado.

Za Brzęczkiem z pewnością przemawia jego boiskowe doświadczenie. Był kapitanem reprezentacji olimpijskiej, która w 1992 roku zdobyła srebrny medal w Barcelonie. Zaliczył 42 występy w dorosłej kadrze Polski. Górnik, Lech, Maccabi, Sturm Graz to tylko niektóre z miejsc, w których grywał podczas swojej kariery piłkarskiej. To, co dotychczas wyprawiał jako pierwszy trener – nie działa już jednak na jego korzyść. Wychowanek Zbigniewa Dobosza i spółki dotychczas prowadził tylko jeden klub – częstochowski Raków, na poziomie II – ligi. Przez cztery lata pracy przy Limanowskiego nie osiągał dobrych wyników – jego drużyna sezon kończyła zawsze w dolnej połowie tabeli, a w minionej kampanii  10 miejsce oznaczało spadek do III – ligi. Tylko dzięki temu, że Warta Poznań i Polonia Bytom nie otrzymały licencji, RKS dalej gra na trzecim poziomie rozgrywkowym w Polsce. Brzęczek pracował w Częstochowie ponad cztery lata, a nie zdołał zaszczepić tej drużynie żadnego stylu, nawet zalążków jakiegoś określonego sposobu gry. On sam mówił coś o posiadaniu piłki i krótkich podaniach, ale na boisku panował jeden wielki chaos. Zero pomysłu. Wymienienie kilku podań na połowie przeciwnika to była rzadkość. Wbrew temu co mówi prezes Kołaczyk, przez cztery ostanie lata ta drużyna nie zanotowała praktycznie żadnego progresu. Warto odnotować, że kadrowo Raków wcale nie wygląda źle i z tą drużyną dało się zrobić coś bardziej pozytywnego.

Warto podkreślić też pozytywne aspekty jego pracy. Nie bał się postawić na młodych zawodników. To za jego kadencji Maciej Gajos zaczął prezentować się na tyle dobrze, że jego osobą zainteresowały się kluby ekstraklasy. Wiemy, w jakim miejscu obecnie znajduje się były pomocnik klubu z Częstochowy. Gdzieś we Wrocławiu, jutro prawdopodobnie wystąpi ze Szwajcarią.

7 listopada Brzęczek został zwolniony z RKS – u. Co ciekawe, rzekomo na prośbę głównego sponsora klubu, komputerowej firmy X– KOM.

Zatrudnienie Brzęczka wcale nie musi okazać się decyzją nietrafioną. Być może  mając do dyspozycji lepszy materiał ludzki okaże się lepszym szkoleniowcem. Urodzony w Truskolasach trener zadanie ma jednak niezwykle trudne. Musi poukładać drużynę, można rzec, wielokulturową, do tego totalnie rozbitą, pałętającą się po dolnych rejonach tabeli. Czasu trochę ma, zimowy odpoczynek piłkarzy w Polsce jest bardzo długi, ale wątpię, że na wiosnę obejrzymy Lechię totalnie odmienioną. I poukładaną. 


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl