Czy czas Małeckiego już minął?

Śmiem twierdzić, że to jeden z symboli krakowskiej Wisły. Słyszysz jego nazwisko, myślisz: Biała Gwiazda.  Postać niezwykle barwna, jednak nie zawsze pozytywnie kojarzona przez innych. Dzięki swoim wybrykom wielu przykleiło mu łatkę „skończonego idioty, który nie potrafi uczyć się na błędach”. Patryk Małecki. Król podwórka i jego kariera, która utknęła w martwym punkcie.

Zawsze podobał mi się ten zawodnik. Był krnąbrny, nieposłuszny, ale na boisku charakterny. I choć niejednokrotnie irytował zbyt indywidualną grą i bezsensownymi strzałami z 35 metrów, to wygrał Wiśle wiele spotkań. Pokazywał się do gry, na boisku był wojownikiem. Chciał coś osiągnąć, zależało mu i to było widać w każdym jego występie. Szkoda, że popełnił tak wiele błędów poza boiskiem. Był wariatem, świrem  i nie zawsze mu to pomagało.

Swego czasu wysyłał pikników z Reymonta na drugą stronę Błoń, mówiąc, iż woli grać przy pięciu tysiącach fanatycznych kiboli, wspierających zespół niezależnie od wyniku niż przy dwudziestu pięciu tysiącach ludzi gwiżdżących i oczekujących od drużyny przyzwoitej postawy. Podczas derbów Krakowa wulgarnie zrugał Saidiego Ntibazonkizę. Innym razem, tak sobie, odmówił wejścia na boisko z ławki w sparingu z Hannoverem 96, a namowy kolegów i trenerów zdały się na nic.  A, no i to słynne znieważenie Kazimierza Moskala w trakcie spotkania ze Standardem Liege,  kiedy wymownie celebrował swoje niezadowolenie po zmianie, ani myśląc o podaniu ręki szkoleniowcowi. Co ciekawe, Małecki po spotkaniu rzekł: Był to pierwszy mecz w tej rundzie i ja byłem zdegustowany, że trener mnie zdejmuje nie w przerwie, a w 57 minucie, to była sportowa złość. Ciekawy punkt widzenia, nieco specyficzny, ale oryginalny. Po tej akcji nasz bohater został na kilka spotkań odsunięty od zespołu.

Gdzie nie pojechał, tam go wygwizdywali. Był jednym z najbardziej znienawidzonych piłkarzy w całej Polsce, a nie ma przecież za sobą transferu al’a Bereszyński. Ale jemu to nie przeszkadzało, twierdził wszakże, iż to go jeszcze bardziej napędza.

Wyjechał do Turcji. Klubu z nazwy nie wymienię, bo to prawdopodobnie jedna z najcięższych nazw na świecie. Albo spróbuję: Eskisehispor czy jakoś tak.  Przygoda zakończyła się kompletnym niepowodzeniem, a pewne tureckie pismo uznało go za jedno z największych rozczarowań transferowych sezonu 2012/2013. Właściwie to nie wiadomo czy był ewidentnie za słaby na poziom tamtej ekipy czy po prostu nie dostał szansy. Zagrał w pięciu meczach ligowych, strzelił dwa gole, czyli statystycznie najgorzej to nie wyglądało, zważywszy na to, że Mały to przecież nie napastnik, a skrzydłowy.

Czas wrócić do domu, pomyślał Mały i znowu zawitał na Reymonta. Powrócił silniejszy o nowe doświadczenia, grzeczniejszy, pokorniejszy, ale słabszy. Obecnie Małecki z piłkarza ze sporym potencjałem przemienił się w przeciętnego ligowego kopacza, który raz zagra lepiej, raz gorzej, ale ogólnie rzecz biorąc, do miana ważnego punktu drużyny mu bardzo daleko. To już nie jest ta sama postać. Mniej barwna poza boiskiem, ale niestety, także na nim. Już tak nie irytuje indywidualną grą, bo to co prezentuje w ostatnim czasie trudno w ogóle nazwać grą. Niby jest na boisku, ale tak, jakby go nie było.  Na poziomie ekstraklasy utrzyma się jeszcze dobre kilka lat, bo nasza liga ma to do siebie, że jak kogoś złapie w swoje szpony, to prędko go nie wypuści. Wskakujesz, grasz jeden sezon, drugi, wjeżdżasz na karuzelę i możesz grać fatalnie, ale zazwyczaj i tak się na niej utrzymujesz przez kilka dobrych lat.

O obecnej dyspozycji Małego najgorzej niech świadczy fakt, iż wyżej w hierarchii jest nawet sam Rafał Boguski. Boiskowy mięczak, ułożony chłopczyk, który kontuzji może nabawić się nawet przy wiązaniu buta. Gra słabo, czasem odegra, raz na rok strzeli bramkę, bo piłka przypadkowo odbije mu się od nogi, ale to wystarczy, by bohatera dzisiejszego tekstu posadzić na ławce.

Szkoda, że to wszystko tak się ułożyło. Jednak Małecki ma dopiero 25 lat, może odbije się od dna, Franek Smuda zrobi z nim co trzeba i znowu, gdy pomyślisz o Wiśle, wypowiesz słowa: „Czyli Małecki”.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl