Czy jest coś (lub ktoś), co (kto) nas uratuje?

Cóż, nie jestem Kolumbem (choć imię by się zgadzało), żeby odkryć Amerykę. Szczególnie jeśli chodzi o tę Południową, gdzie za niespełna 8 miesięcy rozpocznie się największe piłkarskie święto na świecie. Reprezentacja Polski tam nie zagra, o czym na dobrą sprawę mówiło się już od czerwcowego remisu z Mołdawią w Kiszyniowie.

W tym momencie w Polsce pojawił się szał na matematykę, to znaczy na liczenie, kto z kim oraz ile musi wygrać, aby jeszcze podtrzymać lekko uchyloną furtkę do Brazylii. Jeśli zdarzyła się osoba, która próbowała to rozrysować na zasadzie funkcji (trzymając się terminologii matematycznej), musiała uwzględnić, że ma ona sens wtedy i tylko wtedy, gdy w jej dziedzinie znajdą się wygrane w przynajmniej trzech ostatnich meczach – w tym z San Marino, co – choć było oczywistością – nastąpiło w sposób mało przekonujący. Spośród pozostałych rywali należało pokonać dwóch z trójki Czarnogóra, Ukraina i Anglia.

Sęk w tym, że żadnego z nich nie pokonaliśmy w pierwszym meczu (a z Ukrainą i Anglią graliśmy u siebie), więc cóż miałoby dawać podstawy do wiary w sukces? Mam na myśli podstawy czysto sportowe, bo januszowo-kibicowskie jak zwykle były. Media znów zrobiły swoje – na dwa ostatnie mecze atmosferę podgrzano niesamowicie.

Tej wiary nie zabrakło również podopiecznym Waldemara Fornalika, ale chyba na niej się też skończyły ich możliwości. W każdym z tych trzech kluczowych spotkań zabrakło przede wszystkim siły oraz kondycji. Scenariusz był więc podobny: pierwsze 30 minut w dobrym tempie, pomysłowe, z polotem, po czym drugich połów Biało-Czerwoni nie „rozgrywali”, „dogrywali do końca”. Wiem, że nastawienie piłkarzy na boisku było zgoła inne, ale niestety po obserwacji ich poczynań pozostaje mi właśnie takie wrażenie.

Trzeba sobie szczerze powiedzieć, gdzie jest aktualne miejsce polskiej piłki w świecie. Mam nadzieję, że wszystkim hurraoptymistom oczy otworzy czwarty koszyk w losowaniu eliminacji do Euro 2016. Tylko, że nieawansowanie na turniej, gdzie kwalifikuje się praktycznie pół Europy będzie już mocnym obciachem, może nawet większym niż trafienie Alessandro Della Valle do polskiej bramki 10 września 2013 roku w Serravalle.

Potencjał na znalezienie się wśród 24 krajów na europejskim czempionacie jest na pewno. Podstawowym problemem jest oczywiście niemożność ustawienia obrony. Trwa on już dobre kilka lat, a rozwiązania ni widu ni słychu. Teoretycznie szkieletem polskiej kadry miała być trójka z Borussii i bramkarz światowej klasy, niezależnie, czy to Boruc, czy Szczęsny. Powstaje teraz pytanie: jak dopasować do tego układu resztę graczy? Kto zagwarantuje poziom, który pozwoli na równorzędną walkę z zespołami pokroju Ukrainy i Anglii? Młody polski ligowiec, stary wyjadacz, czy rezerwowy z zagranicznego klubu? Niestety, coraz częściej stawia się na tę trzecią opcję, choć Waldemar Fornalik w ostatnim swoim meczu w roli selekcjonera pokazał, że można zaprosić ponownie do gry synów marnotrawnych albo innych piłkarzy, po których słuch już dawno zaginął.

Skoro wywołałem już wątek trenera, wypada, żebym go choć trochę pociągnął, choć robią to ostatnio w naszym kraju wszyscy mniej lub bardziej związani z futbolem. Na konferencji prasowej prezes Boniek wydał komunikat pt. „wiem, ale [jeszcze] nie powiem”. Choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na Adama Nawałkę, nie będę oburzony, gdy wybrany zostanie ktoś inny. Ja wciąż „Zibiemu” ufam i wierzę, że podjął dobrą decyzję. Pewnie polskie realia nieco go zaskoczyły po objęciu stanowiska, lecz widać, iż nie brakuje mu chęci do działania. Gorzej jeśli potwierdzi się, że kiepskie wyniki to bardziej braku umiejętności naszych graczy aniżeli tego, kto ich prowadzi.

Wydawało się, że po klapie na Euro 2012 gorzej już nie może być. Teraz czasy Engela, Janasa, czy Beenhakkera wspominamy z tęsknotą, choć wtedy też odczuwaliśmy niedosyt. Ale tamte reprezentacje przynajmniej chciało się oglądać. Z aktualną niestety jest znacznie trudniej. W rankingu FIFA sklasyfikowanych jest 209 reprezentacji (już niebawem będzie 210 po dołączeniu Gibraltaru), a my dopiero dochodzimy do połowy stawki. Spokojnie, nie chcę być złym prorokiem, po prostu w specyficzny sposób pragnę zwrócić uwagę na problem.

Plan naprawy polskiej piłki nie może być nakreślony na 6 czy 12 miesięcy. Tu potrzeba lat pracy, by od nowa zbudować podstawy (najlepiej zaczynając od defensywy) reprezentacji z prawdziwego zdarzenia. W eliminacjach do Euro 2016 zetrzemy się przynajmniej z dwiema (a teoretycznie trzema) silnymi drużynami i mogą to być bardzo przydatne lekcje dla nowej kadry. Oby udało się wyciągnąć stosowne, daleko idące wnioski, co pozwoli krok po kroku wyjść z zakrętu, w jakim znalazł się futbol w naszym kraju. Tego nam wszystkim życzę.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl