Real przed wielką szansą na odkupienie win…

Primera Division - logo

W środowy wieczór na Santiago Bernabeu dojdzie do pierwszego w roku starcia Realu z Barceloną – w ramach 1/2 finału Pucharu Króla. Przed spotkaniem pojawiło się nadspodziewanie dużo niewiadomych i pytań, głównie o dyspozycję i atmosferę w drużynie z Madrytu.

Z półfinałowym pojedynkiem wiąże się paradoksalna historia. Przed sezonem oba kluby poprosiły o to, by ich ligowe starcia odbyły się na wcześniejszym etapie niż poprzednio. W ten sposób chciały uniknąć nagromadzenia gier między sobą w najważniejszym momencie – gdy walczą o trzy trofea – mistrzostwo kraju, puchar i Ligę Mistrzów. Prośba została spełniona, ale chyba nie dała planowanych efektów – w ciągu najbliższych 32 dni Real i Barca spotkają się trzykrotnie – dwa razy w Copa del Rey i raz w lidze. W międzyczasie rozegrają pierwsze mecze 1/8 finału Ligi Mistrzów, z renomowanymi rywalami – Manchesterem United i Milanem. Z deszczu pod rynnę…

Tak napięty harmonogram starć z wielkimi rywalami, daje szerokiemu gronu dziennikarzy i komentatorów prawo, by uważać nadchodzący miesiąc „z hakiem”, za ostateczny test dla Jose Mourinho. Większość z nich prorokuje, że ten maraton zakończy przygodę Portugalczyka z trenowaniem Realu Madryt. Powiedzmy szczerze – ostatnie wydarzenia dostarczają zwolennikom takich teorii, sporo  argumentów na ich obronę. Szatnia Realu jest ponoć skonfliktowana, a sugerowanych osi, wzdłuż których miałyby przebiegać pęknięcia jest tyle, że trudno jednoznacznie stwierdzić kto jest przeciwko komu. Generalnie wygląda na to, że nie każdemu piłkarzowi jest po drodze z Mourinho. Najbardziej chyba Ikerowi Casillasowi, który w ostatnim meczu 2012 roku – z Malagą, został posadzony na ławce. co uznano za zamach na „świętość”. Teraz Iker jest kontuzjowany, ale jego nazwisko ciągle wymieniane jest w kontekście konfliktu z Mou. W zeszłym tygodniu miał razem z Sergio Ramosem postawić ultimatum prezesowi Florentino Perezowi. „Mourinho albo my” – przed takim wyborem po sezonie mają stanąć władze Realu. Oliwy do ognia dolała też partnerka Casillasa – dziennikarka Sara Carbonero, stwierdzając, że w szatni „są podziały”. Kto jak kto, ale ona ma informacje z pierwszej ręki.

Trzeba pamiętać, że problemów i to chyba poważniejszych niż „kto nie lubi koło kogo siedzieć przy kolacji” jest więcej. O ile wspomniana kontuzja Casillasa, była dla Mourinho darem z niebios, to osłabienie bloku defensywnego przed meczem z Barcą musi go bardzo martwić. W pierwszych 32 meczach tego sezonu (do 15 stycznia) Mourinho użył już 18 kombinacji w ustawieniu bramkarza i obrońców. Najczęściej powtarzający się schemat (Casillas – Arbeloa, Coentrao, Ramos, Pepe), wykorzystano zaledwie w siedmiu spotkaniach. Na środową konfrontację z Barceloną jest on jednak kompletnie nierealny. Z powodów zdrowotnych zabraknie Pepe, a zawieszeni są Coentrao i Ramos. W bramce może pojawić się, pozyskany w ostatnim tygodniu z Sevilli, Diego Lopez – człowiek, który w 10 meczach z Barceloną puścił w karierze 20 bramek. Cały blok może wyglądać następująco: Lopez, ew. Adan – Arbeloa, Essien, Carvalho, Varane.

O dziwo, im więcej zamieszania i zmian kadrowych, tym drużyna zdaje się grać lepiej. Ostatnie dwa wyniki ligowe: 5:0 na Mestalla w Walencji i 4:0 z Getafe muszą robić wrażenie. Dość powiedzieć, że styczeń jest pierwszym w sezonie miesiącem, w którym Królewscy zdobyli więcej punktów niż Barcelona. Real uzbierał ich 10 (3 wygrane, 1 remis, bramki 13-3), Katalończycy o jeden mniej (3 wygrane i porażka, bramki 14-5). Co więcej – mimo zawirowań w obronie i na bramce, Królewscy stracili w Primera Division o cztery gole mniej niż ich największy rywal. Przyjmując, że wszystko i tak weryfikuje boisko, dochodzimy do wniosku, że z drużyną Mourinho wcale nie jest tak źle jak czytamy i słuchamy.

Oczywiście, o ile kategoryczne przekreślenie szans Realu na wygranie czegokolwiek w tym sezonie, jest nadużyciem, to zgodzić trzeba się, że nadchodzi wielka próba, będąca jednocześnie wspaniałą szansą. Harmonogram na luty i początek marca: Barcelona (d), Granada (w), Sevilla (d), Manchester United (d), Rayo (d), Deportivo (w), Barcelona (w), Barcelona (d), Manchester United (w). Taki zestaw przeciwników może skruszyć najtwardszą skałę, ale może też nieźle zahartować i zaprawić w boju. Wbrew pozorom – Real, oprócz ligi, jeszcze niczego nie przegrał i wciąż może wyjść z tego sezonu na tarczy. Miazga, którą Ronaldo i spółka zrobili niedawno z Valencii, nakazuje przypomnieć sobie obrazki z poprzedniego sezonu, a to już jest dobra podstawa, by mieć nadzieję na przetrwanie zbliżających się tygodni. Zresztą – po fatalnym grudniu, większość i tak postawiła już na ekipie krzyżyk – jeśli nie uda się Barcą i Czerwonymi Diabłami, nie będą zdziwieni, jeśli się powiedzie – z tym większym szacunkiem spojrzą w stronę Santiago Bernabeu, a konkretnie zasiadającego na ławce Jose Mourinho.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/