Czy Szarapowa może wygrać Rolanda Garrosa?

Maria Szarapowa przyjechała do Rzymu i wygrała cały turniej. Oczywiście miała trochę szczęście (w ćwierćfinale krecz Wiktorii Azarenki), ale szczęściu też trzeba umieć pomóc. Czy po wygraniu Wimbledonu 2004, US Open 2006 i Australian Open 2008 Rosjanka ma szansę na skompletowanie zawodowego Wielkiego Szlema?

Wydawało się, że Maria do Rzymu przyjechała by miło spędzić czas z narzeczonym, koszykarzem grającym w NBA Sashą Vujačiciem. Tymczasem, gdy Wika Azarenka pechowo doznała kontuzji ręki (Białorusinka wygrała pierwszego seta, w drugim skreczowała) Rosjanka poczuła swoją szansę i zdobyła 23. tytuł w karierze, a trzeci na kortach ziemnych.

Do Rosjanki mam słabość od wielu lat. Wysoka, piękna kobieta, a na korcie prawdziwa lwica, która gdy jest w uderzeniu nie ma litości dla rywalek. Niektórzy twierdzą, że Masza jest tenisistką przereklamowaną, ale chciałbym by wszystkie tak przereklamowane tenisistki wygrywały wielkoszlemowe turnieje. Niesłychana agresja, chęć dominowania od pierwszej do ostatniej piłki i do tego twarda psychika. Głowa w tenisie jest jednym z najważniejszych czynników prowadzących do sukcesu. Jej upór, agresja, hart ducha, niezwykła determinacja, odradzanie się w trakcie gry zawsze bardzo mi imponowało. Takie odważne, nigdy nie pękające wojowniczki, które grają najwspanialszych tenis w najtrudniejszych momentach zawsze będą motorem napędowym tenisa i zawsze będą przyciągać ludzi na trybuny. Było to widać choćby w sobotnim półfinale, gdy w meczu z Karoliną Woźniacką kibice mocno wspierali Rosjankę.

Kiedy w 2008 roku doznała kontuzji barku i po operacji pauzowała przez wiele miesięcy zastanawiałem się co będzie dalej z Maszą? W głowie pojawiła się myśl, że może Rosjanka już nic wielkiego nie wygra, ale za chwilę została wyparta przez inną myśl: tenisistka z takim charakterem jak Masza nie może przegrać z własną słabością, ona będzie jeszcze wielka! I tego się trzymam od czasu jej powrotu. Zadziwiła mnie już podczas Roland Garros 2009, gdy w swoim drugim starcie po powrocie (a wracała w Warszawie) doszła aż do ćwierćfinału. Później jednak tak kolorowo nie było. Masza przeplatała dobre mecze ze słabymi i fatalnymi. Stało się jasne, że jej serwis już nigdy nie będzie taki jak kiedyś, już nie będzie posyłać tylu asów co kiedyś. Maria zaczęła robić miażdżącą liczbę podwójnych błędów, a gdy Szarapowa nie ma stabilizacji serwisowej nie ma też płynności w grze w głębi kortu.

W ubiegłym sezonie Masza wygrała dwa mniejsze turnieje w Memphis i na kortach ziemnych w Strasburgu, ale Wielkie Szlemy były dla niej wielkim rozczarowaniem. Od czasu triumfu w Australian Open 2008 Rosjanka w 10. kolejnych wielkoszlemowych startach osiągnęła tylko jeden ćwierćfinał (wspomniany Roland Garros 2009), co musiało bardzo mocno boleć tak wielką mistrzynię jak urodzona na Syberii w Nyagan 24-latka.

Przełom przyszedł, gdy Maria zmieniła trenera z Michaela Joyce’a na Thomasa Hogstedta i w krótkim okresie czasu poprawiła serwis. Nie ma asów, ale jest za to urozmaicony serwis, z głęboką rotacją, z wyraźnym ukierunkowaniem piłki. Ten sposób na nowy serwis Rosjanki okazał się strzałem w dziesiątkę. Masza regularnie trafia pierwszym serwisem i nie jest to tylko wprowadzenie piłki do gry. Jest serwis jest też pewność innych elementów gry, wrócił ten piorunujący forhend, którym siała spustoszenie, wrócił bardzo pewny bekhend i drajw-wolej. Co istotne Szarapowa gra teraz bardzo rozsądnie, nie przesadza z siłą uderzeń, stara się przede wszystkim grać głęboką piłką, zmienia kierunki, a tej mocy używa, gdy najbardziej tego potrzebuje. Przez to oczywiście ograniczyła liczbę niewymuszonych błędów. Cały czas jest to bardzo agresywny tenis z dużą liczbą winnerów, ale jednocześnie bardzo odpowiedzialny i równomierny, bez większych przestojów.

Wygrała Rzym (to jej największy tytuł na mączce, wcześniej Amelia Island 2008 i Strasburg 2010) pokonując liderkę Woźniacką i w finale niesłychanie groźną na kortach ziemnych Samanthę Stosur. Pojawia się teraz pytanie, co dalej? Czy Maria, która na kortach ziemnych czuje się jak krowa na lodzie, może wygrać Rolanda Garrosa? Wygrać siedem meczów na nawierzchni, na której nie potrafi się ślizgać? Nie będzie to zadanie łatwe do wykonania, ale Rosjanka już nie raz udowodniła, że dla niej nie ma rzeczy niemożliwych. Wiele razy mówiłem, że Maria nigdy nie wygra paryskiej lewy Wielkiego Szlema, ale bardzo chciałbym to odszczekiwać 4 czerwca, paść do stóp Rosjanki i błagać o wybaczenie.

Na facebooku Marii pojawiły się bardzo piękne słowa i zacytuję oryginalną treść: „What a great week!! I want to share this win at Internazionali BNL d’Italia with all my die hard fans (you know who you are) who never stopped believing that I would win BIG tournaments again. It has been a very long road back and we still have more road to travel!!!”

Die hard fans, bardzo ładnie to Masza określiła i chyba mogę się do tej grupy zaliczyć, bo nie przestałem wierzyć, że będzie jeszcze wygrywać wielkie turnieje. Myślę, że nawet najzagorzalsi fani Rosjanki wątpią w możliwość wygrania przez nią Rolanda Garrosa, ale gdyby to nastąpiło to nasza radość będzie podwójna. Tak w ogóle to wszystko się w tym tenisowym świecie przewraca: Maria wygrała Rzym, a w finale debla mężczyzn zagrało czterech Amerykanów. No to jak będzie z tym Rolandem Garrosem? Masza weszła na najwyższe obroty w najlepszym możliwym momencie, ale Paryż to zupełnie inna bajka. Jedno jest pewne, w ciągu dwóch wielkoszlemowych tygodni za sprawą Szarapowej w Paryżu będzie pięknie na wszystkich płaszczyznach. Ale czy aż tak pięknie, że 4 czerwca zobaczymy ją wznoszącą Puchar Suzanne Lenglen??


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl