Czy to jest aktualne położenie polskich siatkarek?

Nasze siatkarki nie załapały się nawet do najlepszej ósemki w tegorocznych Mistrzostwach Europy. Bilans wyszedł bardzo prosty: 4 mecze – 3 porażki i 1 wygrana. Czy na pewno jest to odzwierciedlenie aktualnej dyspozycji polskiej kadry?

Odpowiedź wydawałaby się banalnie prosta: skoro zakończyliśmy udział na etapie baraży przed ćwierćfinalami, to naturalnie tak. Jednakże moim zdaniem nasze dziewczyny mogły pokazać więcej determinacji i walki na europejskim czempionacie. Według mnie wiele setów przegrały po prostu w głowach. Być może z lepszym podejściem psychicznym ugralibyśmy niewiele więcej, ale przynajmniej zostałoby dobre wrażenie. Tymczasem czujemy lekki zawód i niesmak.

Na Eurovolley pojechał zespół niepoukładany, z zawodniczkami w różnej formie. Trzeba było pogodzić się z faktem, iż nie wszystkie najlepsze siatkarki w kraju były gotowe do gry i należało je zastąpić. Ale na turnieju okazało się, że nie mamy liderki, zarówno mentalnej, jak i sportowej. Miała być taką Kasia Skowrońska-Dolata, ale już podczas meczów World Grand Prix dawała znać, że jest zmęczona i nie da rady sama udźwignąć ciężaru tej odpowiedzialności. Zresztą nawet jak była w formie (wciąż wracam do tego pierwszego turnieju w Campinas), też bez pomocy koleżanek nie była w stanie wygrać dla nas meczu. Na Mistrzostwach Europy prezentowała się – jak na siebie – dość przeciętnie, była cieniem samej siebie. Myślę, że więcej czasu na boisku mogłaby spędzić jej imienniczka Konieczna.

Poza tym, do Niemiec pojechała ledwie jedna przyjmująca, która była w optymalnej formie. Mam na myśli Ewelinę Sieczkę, która gdy tylko dostawała szansę, wykorzystwała ją na zagrywce, ale również i w ataku, co przy nienajlepszym przyjęciu było nie lada wyczynem. W ogóle traktowałbym nową zawodniczkę Impelu Wrocław jako objawienie roku w reprezentacji. Aspiracje zgłaszała już przynajmniej od kilkunastu miesięcy, ale dopiero teraz je potwierdziła.

Pozostałe przyjmujące – Kinga Kasprzak i Karolina Różycka miewały tylko przebłyski dobrej gry. Na szczęście na zmianę, więc można było na „chwilę” ustawić je na boisku. Jedyny pozytywny występ Karolina zaliczyła w sobotę przeciwko Bułgarkom. Ale poza tym, nie widziałem dobrego meczu w jej wykonaniu w tym sezonie reprezentacyjnym! To powinno dać do myślenia trenerom „Biało-Czerwonych”.

Naturalnie bez dobrego przyjęcia niezbyt często udawało się uruchomić nasze środkowe. Jednakże mam wrażenie, że Milena Radecka mogłaby próbować robić to częściej, bo mamy bardzo zdolne dziewczyny na tej pozycji, a za każdym razem, jak dostawały piłkę do ataku, zastanawiałem się, jak dawno tego wariantu nie oglądałem. Nie chcę podważać autorytetu i zasług Mileny dla reprezentacji, ale uważam, że więcej powinna pograć Joanna Wołosz. Ona czuła grę, nie bała się kiwać, przyspieszać akcji. Starała się ratować sytuację, choć oczywiście zadanie miała piekielnie trudne.

Teraz wypadałoby, żebym wszystkie winy zrzucił na Paulinę Maj, ale tego nie zrobię. Owszem, nasza pierwsza libero także była daleko od optymalnej formy, lecz odpowiedzialność ponosi cała drużyna, z trenerem Makowskim na czele, który jutro w „Przeglądzie Sportowym” powie, że bierze wszystko na „klatę”. I słusznie, choć zawodniczki też powinny mieć świadomość, że można było zostawić lepsze wrażenie. Może niekoniecznie osiągnąć lepszy wynik, ale zaprezentować się tak, byśmy nie mieli zastrzeżeń typu: „brakowało wiary i zaangażowania”. Niestety, mecz barażowy z reprezentacją Włoch, ale również ostatnie starcie grupowe przeciwko Serbkom bardzo to uwypukliły.

Są sety, w których już na samym początku rywalki nam odjeżdżają i gaśnie w ten sposób w naszej drużynie nadzieja na szczęśliwy koniec. Nie ma kto pociągnąć tej ekipy, kolejne akcje rozwiązywane są metodą „prób i błędów”, a niestety częściej kończy się na tych drugich. Niestety, z czymś takim to my Europy nie zawojujemy, o świecie już nawet nie wspominając.

Andrzej Niemczyk w studiu Polsatu po II weekendzie World Grand Prix w Płocku powiedział, że „to nie jest zespół na wrześniowy turniej. Ten zespół budowany jest dopiero na Mistrzostwa Europy w 2015 roku”. Niech to będzie nasza myśl przewodnia przy ocenianiu naszej kadry. Myślę, że przede wszystkim trener Makowski potrzebuje czasu na poukładanie zespołu. Teraz będzie miał cały sezon klubowy, by obserwować, selekcjonować i dobierać optymalny skład. Głupotą byłoby go zwalniać, szczególnie, że objął on stery w reprezentacji na dobrą sprawę dopiero w maju.

Wygląda więc na to, że 11. miejsce na Mistrzostwach Europy to pozycja odzwierciedlająca aktualne położenie polskiej siatkówki kobiecej. Teraz na Mundial, a także europejski czempionat trzeba się będzie zakwalifikować. Mam nadzieję, że z tym kłopotów nie będzie i wiele się w reprezentacji zmieni. Do stracenia w sumie mamy niewiele, a do zyskania (albo raczej: odrabiania) coraz więcej.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl