Czy to jest ten sezon?

Arsenal rozpędził się i nie zwalnia. Demoluje kolejnych rywali. Czy chłopcy Arsena Wengera wreszcie dorośli do Mistrzostwa Anglii?  To pytanie zadają sobie futbolowi kibice nie tylko na Wyspach, ale i na całym świecie.

Wiosna roku 2006 i pechowa porażka z Barceloną w finale Ligi Mistrzów po świetnym sezonie była zmierzchem starej gwardii Arsena Wengera. Były to ostatnie chwile kiedy na Highbury biegali Fredrik Ljungberg, Robert Pires, Sol Campbell, Ashley Cole czy Jens Lehmann, Patrick Vieira był już w ogarniętym aferą korupcyjną Juventusie, natomiast lider Kanonierów –  Thierry Henry-  miał w najbliższej przyszłości spuścić z tonu i stawać się coraz mniej niezbędny dla Arsenalu, co jeszcze majowego, deszczowego wieczoru w Paryżu wydawało się nie do pomyślenia.  W tym samym czasie do drużyny wchodzili tacy gracze jak Theo Walcott, Emmanuel Eboue, jego imiennik Adebayor, Białorusin Hleb, który dwa lata później z Francuzem Flaminim stworzył jedną z najlepszych par defensywnych pomocników w Europie i przede wszystkim Cesc Fabregas.

Był nowy, przepiękny i co istotne znacznie większy od starego stadion, który miał zacząć przynosić zyski porównywalne z arenami w Manchesterze, była też zupełnie nowa drużyna. Brakowała tylko trofeów.  Cesc Fabregas, który we wspomnianym, przejściowym sezonie 2005/2006 odgrywał rolę Patricka Vieiry, teraz stał się mózgiem drużyny, nie pracusiem, lecz wirtuozem, wokół niego Wenger budował  zupełnie nowy Arsenal, przepełniony graczami często skandalicznie młodymi jak na warunki Premier League, wyrzekając się zupełnie graczy po trzydziestce, a tacy stanowili trzon drużyny w ciągu dziesięciu wcześniejszych lat pracy Francuza w Londynie.

Od tamtego czasu, regularnie przed startem każdego sezonu, Wenger zapowiada, że nadchodzi czas jego chłopców by po kilku miesiącach zakomunikować, że budowy się opóźniają i na Mistrzostwo czy jakikolwiek puchar trzeba poczekać jeszcze rok. Przez te wszystkie lata przyzwyczailiśmy się do tego i nie zwracamy uwagi na buńczuczne zapowiedzi Kanonierów. W minionym sezonie, gdy Arsenal odpadał z Ligi Mistrzów po dwumeczu z  Barceloną, widać było różnicę między mężczyznami mistrzami, a ledwo co zdolnymi za przeproszeniem gówniarzami. Wyróżniał się tylko Fabregas, który jako jedyny dorósł oraz był już wtedy w stanie walczyć o najwyższe cele, ale nie z tymi kolegami. Pamiętam, gdy po tamtym meczu przeglądałem piłkarskie blogi i wszędzie nastroje były podobne. Na Wengerze nie zostawiano suchej nitki, mówiono, że żyje w innym świecie, że nie widzi, iż aby osiągnąć sukces, którego pragnie trzeba doświadczenia i wielkich pieniędzy które były jakże obce polityce Wengera, a tę politykę z kolei uznano najbardziej wręcz idiotyczną. Zarzucano Wengerowi, że prowadzi szkółkę juniorów ze 60-cio tysięcznym stadionem, że co który zawodnik wydorośleje i nabierze jakiegokolwiek doświadczenia i ogrania zaraz jest z klubu wypraszany, albo też sam odchodzi nie widząc w Arsenalu możliwości dalszego rozwoju. Tak było z Flaminim, który wybrał Milan, z Hlebem który wybrał ławkę Barcelony, z Adebayorem który poszedł za pieniędzmi szejków czy (i to najdobitniejszy przykład) Henrym, który po dziesięciu latach nieudanych najazdów na europejskie trony, wybrał  kipiącą od sukcesów Katalonię.

W większości z poruszonych w powyższym akapicie kwestii nic się nie zmieniło. Jednakże mam niczym niewytłumaczalne przeczucie, że coś się zmienia, że polityka wengerowska właśnie przynosi efekty, że piłkarze dorastają do swej roli grając przy tym futbol tak samo radosny, beztroski i miły dla oka jak dawniej. Swoja drogą wbrew powszechnym gustom wole grę Arsenalu niż Barcelony, której styl rzekomo Kanonierzy podrabiają, ponieważ nie rajcuje mnie półgodzinne wymienienie podań przed polem karnym, co innego szybkie dynamiczne akcje. Sprawdzian dojrzałości czeka Arsenal za miesiąc, gdy z mierzy się z Barcą właśnie i mam nadzieję, że tym razem go chłopcy z Emirates Stadium go nie obleją, inna sprawa, że nie jestem pewien czy jakakolwiek drużyna jest w stanie przeciwstawić się Barcelonie. Arsenal na pewno bronił się nie będzie bo to nie jest jego najmocniejszą stroną, a Jose Mourinho na podstawie meczów za sterami Interu i Realu wykrył doświadczalnie, że ekipę Guardioli da się pokonać tylko parkując autokar we własnym polu karnym, a gra otwartego futbolu nawet dysponując najlepszą ofensywą na świecie może skończyć się katastrofą.

Jeżeli chodzi o Premier League to przed Kanonierami życiowa szansa. Liverpool patrzy z trwogą w przepaść, którą ma tuż za plecami, Chelsea z trwoga patrzy w przyszłość bo ta nie maluje się w najjaśniejszych barwach, Manchester, ten bardziej utytułowany wygrywa mecze, ale jest najsłabszy od pięciu lat i jeśli tylko znajdzie się dla niego godny rywal (np. Arsenal)  to tytułu nie zdobędzie, natomiast Manchester ten mniej utytułowany ma wspaniałe klocki, ale raz że jest ich za dużo, a dwa że trochę były kupowane na oślep przez co trudno zbudować z nich coś co byłoby najlepsze w najlepszej lidze świata.

Doświadczenie natomiast, o ile nie leży po stronie Kanonierów na murawie, o tyle leży na ławce trenerskiej. Tylko jeden trener w PL (wiadomo który) ma większe doświadczenie od Arsena Wengera. Z trudem mi przechodzą przez gardło te słowa, ale Arsenal to najmocniejsza obecnie ekipa w Anglii, Mistrzostwo jej się należy i chyba tylko ona może może uratować Puchar dla Anglii w finale na Wembley, to też wypada tylko życzyć szczęścia. Na pytanie postawione w tytule odpowiedzi nie znalazłem. Wszystko pokaże czas.


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html