Czy warto skakać w Japonii?

Zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich organizowane w Japonii gromadzą coraz mniej zawodników z czołówki i coraz mniej kibiców (również tych przed telewizorami). Czy zatem organizacja konkursów w Sapporo lub w Hakubie ma sens? Spróbujmy to rozważyć.

Teraz jest tak, że zimą skoczkowie lecą do Sapporo na dwa konkursy Pucharu Świata, a latem wybierają się do Hakuby na zawody Letniego Grand Prix. Jest jeszcze mniejszy obiekt w Zao, gdzie odbywają się zawody Pucharu Kontynentalnego, ale w PŚ już raczej się nie skacze na obiektach K-90, czy K-95. Istnieją także inne skocznie (np. średnia w Sapporo), ale one używane są bardzo okazjonalnie, nawet przez mniejsze cykle zawodów organizowanych przez FIS.

Zacznijmy może od minusów całej sprawy. Znaczna część skoczków nie leci do Kraju Kwitnącej Wiśni, bo nie są to żadne ważne zawody. Na Okurayamie dość często główną rolę odgrywa wiatr, o czym przekonaliśmy się już w ubiegły weekend. Poza tym dochodzą kwestie przestawienia się na czas lokalny oraz pieniądze. Nie wszystkich stać na taką podróż, bądź też narodowa federacja narciarska po prostu nie chce dać na to kasy, gdyż twierdzi, że to nieopłacalne. Dodatkowo, pora rozgrywania konkursów (zwłaszcza w niedzielę) zdecydowanie nie odpowiada największej grupie telewidzów – Europie. Podobno dlatego, iż ekipy mają zarezerwowane samoloty na niedzielę wieczór…

Dlaczego FIS upiera się, aby organizować tam zawody Pucharu Świata? Dlatego, jak słusznie już zauważył Damian Ślusarczyk (nasz wspaniały admin :)), że gdyby nie Japonia, to Puchar Świata nie wyszedłby poza Stary Kontynent. Możnaby go wówczas śmiało nazwać otwartym Pucharem Europy. W takim razie, czemu tylko tam? A bo gdzie indziej? W USA przestali wysyłać zawodników, bo pewnie nie mają kogo, Kanada zainteresowała się skokami tylko na Igrzyska w Vancouver i na tym poprzestała (tylko trener Tadeusz Bafia próbuje jeszcze coś tam zrobić z Kanadyjczyków, ale nie ma specjalnie efektów), a Rosja dopiero buduje swój obiekt w Sochi. Jest jeszcze Kazachstan i skocznia w Ałmatach, ale w tym kraju nie przyjdzie wielu kibiców na trybuny… Wychodzi więc na to, że Japonia to najlepsze i chyba jedyne miejsce na organizację zawodów w skokach narciarskich poza Europą. Trzeba bowiem robić konkursy tam, gdzie przyjdzie nie kilkaset, a kilka tysięcy fanów na skocznię!

Co można zrobić, aby uatrakcyjnić japońskie zawody? Jest kilka całkiem ciekawych możliwości. Jedną z nich mogłoby być przesunięcie konkursów na początek lub koniec sezonu (to zasugerował Damian). Faktycznie, ale czy ktokolwiek będzie w stanie wyprzeć z kalendarza wielki piknik na mamucie w Planicy? Mam poważne wątpliwości. W takim razie, może na początek rywalizacji? Tu nie wiem, jak jest w tym czasie ze śniegiem na japońskiej ziemi… Drugim wyjściem jest (co ostatnio modne w FISie) organizacja czegoś w stylu Tour de Japan. Na przykład: w sobotę drużynówka, dzień później indywidualny w Sapporo. Potem wtorek/środa indywidualny na średniej skoczni w Zao, a w piątek i sobotę znów konkurs drużynowy i indywidualny w Hakubie. To mogłoby zachęcić skoczków. 300 punktów to zawsze więcej niż 200, a w Japonii mogliby jeszcze zadbać o jakieś prestiżowe nagrody dla najlepszej drużyny i zawodnika. Trzecia możliwość, to Tour the Asia. Dostępna jest przecież skocznia w koreańskim Pyeongchang oraz w chińskim Yabuli, gdzie odbyła się uniwersjada w 2009 r. Możliwości jest wiele, wystarczy tylko odrobina chęci!

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie jest takie łatwe, jak sobie możemy sobie wyobrazić. Kalendarz Pucharu Świata i tak jest napięty, choć możnaby do niego wprowadzić kilka korzystnych zmian. To związane jest z zakontraktowanymi obiektami na jakieś poszczególne lata, lecz gdyby FISowi chciało się zadziałać w tym kierunku, to mogliby zorganizować skoki w Japonii/Azji jakoś lepiej.

Co jeszcze zmieniłbym w kalendarzu? To temat na inną okazję…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl