Czy z tej mąki będzie chleb?

 Jutro koniec  Mistrzostw Europy do lat 17 rozgrywanych w Słowenii. Polacy, po latach nieobecności na tym turnieju, szczęśliwie się do imprezy zakwalifikowali. Do domów ze Słowenii wrócili z niedosytem – owszem, ale i z medalem. Jakby nie patrzeć medal młodzieżowych Mistrzostw Europy w polskiej piłce normą nie jest, a raczej wyjątkiem, więc postanowiłem parę akapitów podopiecznym Marcina Dorny poświęcić. Zasłużyli.

Grą od pierwszego meczu Polacy nie powalali. Niestety. Pierwsze spotkanie, wygrane, z Belgią, było chyba najlepszym spośród wszystkich występów naszych Orłów na tym turnieju. Ale w tym spotkaniu też mi czegoś brakowało. Brakowało mi tego przetrzymania piłki, pogrania ją. Polacy, to się tyczy każdego spotkania, za szybko chcieli się przedostać pod bramkę rywala. Czasami naprawdę dobrze jest pograć piłą, porozgrywać ją, rywali zmęczyć. Jak już Polacy zaczynali grać piłką to na bardzo małej przestrzeni, po jednej stronie boiska, nie było osoby, która przeniesie ciężar gry na drugą stronę. Bardzo fajnie na tych mistrzostwach wychodziło to reprezentacji Niemiec. Prezentowali oni futbol bardzo dojrzały, można powiedzieć, seniorski. Grali spokojnie. Piłkę rozgrywali starannie, dokładnie, zmieniali strony, przebieg meczu potrafili kontrolować. Jutro grają finał z Holandią i myślę, że to oni zwyciężą. Przentują chyba najwyższy poziom spośród wszystkich drużyn w tym roczniku w Europie.

Minusem był u naszych zawodników również brak szybkości. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale wielu naszych zawodników wydawało się wolniejszych od swoich rówieśników np. ze Słowenii. Wielu z nich było całkiem niezłych technicznie, ale brakowało im  gazu, przyspieszenia, dynamiki.  Ale myślę, że z wiekiem to przyjdzie. Oczywiście nie tyczy się to każdego naszego piłkarza.

Jak powiedziałem o minusach to na pewno należy wspomnieć też o jakichś plusach. Na pewno zaliczała się do nich waleczność. Polacy walczyli w każdym ze spotkań bardzo ambitnie. Ofiarnie. Nie było dla nich straconych piłek. Biegali dużo, dawali z siebie wszystko. Po prostu im się bardzo chciało, w powodzenie swoich marzeń i ambicji wierzyli, walczyli o to z całych sił. I o mały włos nie wywalczyli wielkiego finału.

Bardzo chwalony przed turniejem był środkowy obrońca reprezentacji Polski, nazywany nawet bardzo odważnie „polskim John’em Terry’m”. Mowa o Gracjanie Horoszkiewiczu, obecnie grającym w młodzieżówce berlińskiej Herthy. Rzeczywiście jest dobry, w pierwszym meczu zaimponował mi swoimi długimi zagraniami w kierunku napastników, bardzo dokładnymi. Całkiem nieźle się  ustawia, jest niezły technicznie.

Ale ja pragnę zwrócić uwagę też na drugiego stopera, Łasickiego z Zagłębia Lubin. Poziomem od kolegi grającego w Niemczech specjalnie nie odstawał. Więcej, imponował  swoimi ofensywnymi wejściami w meczu z Niemcami. Owszem, obu naszym środkowym defensorom zdarzały się tam jakieś niedokładności, błędy w ustawieniu, nawet poważniejsze klopsy, ale generalnie widać, że i Łasicki i Horoszkiwicz naprawdę mają spory talent i perspektywy na zrobienie dużych karier.

Warto również zwrócić uwagę na grę Karola Linettego z Lecha Poznań. Jako defensywny pomocnik spisywał się bardzo dobrze, piłkę skutecznie potrafił odebrać, potrafił bardzo ładnie podłączyć się do akcji ofensywnej. Najbardziej zapamiętałem tę z meczu z gospodarzem turnieju, Słowenią. Po wymianie piłek z polskim napastnikiem wpadł na pełnej szybkości, ale zarazem kontrolując futbolówkę, w pole karne, wyszedł sam na sam. Jego strzał bramkarz kapitalnie obronił, sparował na rzut rożny, ale akcja i wejście na pełnej szybkości naprawdę było efektowne i godne uwagi. Pokazał nam Lechita również to, że nieobce mu są bardzo dobre strzały z dystansu. Kilka razy uderzył z daleka naprawdę bardzo groźnie, w meczu z Niemcami, gdy wykonywał rzut wolny, piłka po kapitalnym strzale trafiła w poprzeczkę.

Pora wreszcie napisać też o Mariuszu Stępińskim. Gościu, który zagrał w barwach Widzewa w tym sezonie już dobre kilka spotkań, mimo iż ledwie co skończył siedemnaście lat. Po turnieju mogę o nim powiedzieć, że jest bardzo dobry technicznie, ma naprawdę niezły drybling, uderzenie, spokój przy wykończeniu sytuacji. Same pozytywy, nieprawdaż? Tylko jest jeden negatyw. Poważny. Taki, przez który wszystkie jego zalety i umiejętności mogą okazać się niemal bezużyteczne. Może nie całkowicie bezużyteczne, ale w dużym stopniu. A mianowicie szybkość.  Tego mu zdecydowanie brakuje. To u napastnika jest przecież bardzo istotne, a on ma ją na bardzo niskim poziomie. Naprawdę, może z niego wyrosnąć drugi Robert Lewandowski, tylko musi poprawić tę dynamikę i szybkość. Mariusz, please, ćwicz te aspekty i ćwicz. Naprawdę, możesz być w przyszłości kapitalnym grajkiem.

Ciekawy jestem czy ci młodzi zawodnicy, postrzegani jako bardzo utalentowani, kilka dni temu odnoszący życiowy sukces, zrobią kariery na miarę swojego talentu. Wielu z nich ma umiejętności, perspektywy. Należy tylko tego nie zepsuć. Dawać im szansę, gdy będzie taka potrzeba – przemówić do rozsądku, pielęgnować, nałogowo ich w mediach nie chwalić. I tu pojawia się wielka rola trenerów klubowych. Boje się, że ci piłkarze się po prostu zmarnują, a o to w Polsce bardzo łatwo.  Ile już było wielkich talentów, które miały podbijać świat, a teraz, po latach, grają przeciętnie i na bardzo przeciętnym poziomie.

W tym tekście wychodzi na jaw u mnie  „syndrom Polaka”. Mimo, że doszliśmy do półfinału, a to jest przecież, jak już wspominałem, w naszym kraju absolutnym wyjątkiem od reguły, to ja i tak narzekam i szukam minusów. Narzekam i narzekam. No cóż, nie robię tego złośliwie, byle tylko znaleźć dziurę w całym, a po prostu staram się na to obiektywnie spojrzeć. Przyszedł sukces – świetnie, cieszmy się, ale pamiętajmy o tym jak wiele jest jeszcze do poprawy, jak wiele w naszej grze było mankamentów. I mówmy o tym. Otwarcie. A chłopaki niech dalej pracują, w samozadowolenie nie popadają. Teraz tylko należy  wierzyć, że seniorska reprezentacja Polski, weźmie przykład z młodzieży i za dwa miesiące będzie mogła się cieszyć z medalu Mistrzostw Europy. Ale tych seniorskich. Najważniejszych.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl