Davis to więcej niż tenis! Davis to więcej niż sport!

To hasło w tytule nie jest żadnym nadużyciem albo jakąś herezją. To hasło to wyraz mojego uwielbiania (żeby nie powiedzieć miłości) dla tenisowego święta, za jakie uważam Davisa. Naprawdę Puchar Davisa (i Puchar Federacji) to dla mnie coś więcej niż sport. Magiczny Davis, wyzwalający ogromne emocje. Zawodnicy niczym szczególnym nie wyróżniający się w ATP przez Davisa zostają narodowymi bohaterami. Inny rodzaj emocji, inna adrenalina, inna stawka, inna mobilizacja, wszystko tutaj jest inne niż zazwyczaj.

Jérémy Chardy w ATP World Tour nie potrafi wygrać już od października (przegrał siedem ostatnich meczów). Kapitan Guy Forget zaprosił 24-letniego Francuza na mecz z Austrią, bo nie mógł zagrać żaden z trzech czołowych reprezentantów Trójkolorowych: Jo-Wilfried Tsonga, Gaël Monfils i Richard Gasquet. I Chardy spłacił ten kredyt zaufania podwójnie, wygrał obie gry singlowe: pierwszą z liderem Austriaków, półfinalistą Roland Garros 2010 Jürgenem Melzerem i piątą, decydującą o końcowym wyniku z Martinem Fischerem. Zawodzący na całej linii w ATP, od sześciu miesięcy nie grający jak tenisista Top 60 Chardy w niedzielę szalejący ze szczęścia i płaczący ze smutku Fischer. Oto magia rozgrywanego od 111 lat Pucharu Davisa.

Paul Capdeville w piątkowy wieczór sięgnął gwiazd po wspaniałym epickim zwycięstwie nad Johnem Isnerem (odrobił stratę dwóch setów). Wychodził ze skóry, czarował niesłychanym wręcz bekhendem. Dwa dni później notowany poza czołową 100 Chilijczyk urwał seta byłemu liderowi rankingu ATP Andyemu Roddickowi. To był niesamowity widok: Andy bezradnie rozkładający ręce i patrzący na rywala z podziwem po kolejnych miażdżących bekhendach. Ograć amerykańskiego giganta nie dał rady, ale swoje zrobił, dał trochę radości naznaczonemu klęskami Chile. To jest właśnie Davis: ojczyzna, drużyna i dopiero na szarym końcu jednostka. Dobra atmosfera i pozytywne nastawienie w całej ekipie ma tutaj wyjątkową siłę. Zlepek gwiazd nie stanowiący wspólnoty w Davisie nigdy nic wielkiego nie ugra.

O tym, że w Davisie jedna gwiazda nie jest gwarancją sukcesu przekonali się Czesi z finalistą Wimbledonu 2010 Tomášem Berdychem oraz Chorwaci z półfinalistą Australian Open 2010 Marinem Čiliciem. Zarówno Czesi (finaliści 2009), jak i Chorwaci (finaliści 2005, półfinaliści 2009) zostali zesłani do baraży, odpowiednio przez Niemców i Kazachów. Zarówno Niemcy (Philipp Kohlschreiber, Florian Mayer, Philipp Petzschner, Christopher Kas), jak i Kazachowie (Andriej Gołubiew, Michaił Kukuszkin, Jewgienij Koroliow, Jurij Szczukin) nie mają w swoich szeregach wybitnych osobowości, ale mają drużyny zdolne do przenoszenia gór, w których na pierwszy rzut oka widać takie wartości, jak wspólnota, jedność, braterstwo, ofiarność, poświęcenie dla ojczyzny i drużyny. Kazachstan już w swoim debiucie w Grupie Światowej nie jest chłopcem do bicia i w nagrodę w lipcu w ćwierćfinale zagra u siebie z potężną Argentyną.

I właśnie tak bardzo imponująca mi Argentyna, a szczególnie jeden z nich. Mój idol, ikona, bohater, w który jestem wpatrzony jak w obrazek. Choć ma ogromny talent (zdaniem wielu ekspertów większy nawet niż Federer) z różnych przyczyn nigdy nie wygrał turnieju wielkoszlemowego. Ale w drużynie narodowej zawsze stawia się na zawołanie, nawet gdy nie jest w pełni sił. Mowa oczywiście o niesamowitym techniku Davidzie Nalbandianie. Po piątkowej grze z anonimowym Adrianem Ungurem schodził z kortu ze łzami w oczach, taki czuł ból, ledwo się poruszał. – Nie mogłem zrobić jednego kroku – powiedział w wywiadzie dla lokalnych mediów lider argentyńskiej ekipy. – Myślałem, że będę w lepszej dyspozycji fizycznej, ale poczułem się naprawdę źle po I secie. Musiałem dokończyć mecz, bo to Puchar Davisa. Gdyby to był turniej w tourze skreczowałbym w II secie. Jednak tutaj reprezentuję swój kraj, wspierają mnie moi ludzie i to jest wielką motywacją.

Czy to nie jest piękne i wzruszające? „Bo to Puchar Davisa” – wyjątkowy, emocjonalny, dający dodatkową energię w tych najtrudniejszych momentach, w którym mali i jeszcze mniejsi potrafią dotrzymać kroku gigantom i nierzadko ich ograć, w którym dorośli faceci skaczą sobie w ramiona, szaleją z radości i zalewają się łzami po porażce. Aura tajemniczości, mistycyzmu, wyczekiwania na coś wielkiego, co będzie wspominać się po latach. Zupełnie jak choćby na piłkarskim mundialu. Tak, bo Puchar Davisa to jest taki tenisowy mundial. „Bo to Puchar Davisa” – a nie tylko Puchar Davisa, na który można się wypiąć. Albo się to rozumie albo nie. Albo się to czuje albo nie. Albo się to ma w sercu albo nie. Albo jest się gotowym ponieść ofiarę albo nie. Jaka szkoda, że Roger Federer tego nie rozumie, nie czuje i nie nosi w sercu.

Andy Roddick zagrał w Davisie po raz pierwszy od 2009 roku i wrócił w wielkim stylu. Wygrał obie singlowe gry i zapisał się na kartach historii amerykańskiego tenisa. Na swoim koncie ma 44 singlowe gry w Davisie (więcej jedynie John McEnroe – 49), z których 33 wygrał (więcej tylko McEnroe – 41). Puchar Davisa kreuje nie tylko nowych bohaterów, ale też pozwala się stać jeszcze bardziej wyjątkowymi gwiazdom światowego tenisa. Tak jest z Roddickiem, mistrzem US Open 2003, byłym liderem rankingu ATP, triumfatorem Pucharu Davisa 2007.

W ćwierćfinale czekają nas mecze Serbia – Szwecja, Kazachstan – Argentyna, USA – Hiszpania, Niemcy – Francja i można być pewnym, że w każdej z nich magia Pucharu Davisa zadziała i będziemy świadkami pasjonujących batalii, w których każda pojedyncza gra zbuduje specjalną atmosferę, jaka towarzyszy jedynie rozgrywkom Pucharu Davisa i Pucharu Federacji. Novak Đoković – Robin Söderling, Andy Roddick – Rafael Nadal – w Davisie zobaczymy inny wymiar rywalizacji tych wielkich tenisistów (oby do niej doszło), ale nawet gdy któregoś z nich zabraknie to inni zadbają, by natężenie emocji było nie mniejsze. Szaleństwa, euforii, napięcia, wyczekiwania, przejścia z piekła do nieba, walki z bólem, przezwyciężania własnych lęków i słabości, rozpaczy i dramatów nie zabraknie, poczucia zwątpienia, wręcz załamania i odzyskiwania wiary dzięki wspierającym jak w żadnym innym turnieju kibicom. W Davisie i Fed Cupie też możemy zobaczyć, jak wyjątkową rolę odgrywa kapitan, który wszystko składa w jedną całość i buduje atmosferę, co jest szalenie trudnym zadaniem. Puchar Davisa (Federacji) to więcej niż tenis! Puchar Davisa (Federacji) to więcej niż sport! Kto jeszcze tego nie poczuł i nie poznał tego tenisowego święta niech koniecznie ogląda ćwierćfinały w dniach 8-10 lipca. A dużo wcześniej, bo już w dniach 16-17 kwietnia półfinały Pucharu Federacji Rosja – Włochy (i kolejny rozdział pt. Swieta Kuzniecowa – Francesca Schiavone) oraz Belgia – Czechy.


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl