Diabelski Czar

Manchester United swoja grą nie zachwyca, ale pewnie prze po kolejny tytuł Mistrza Anglii. O fenomenie ekipy Sir Alexa Fergusona pisałem już TUTAJ, lecz dziś wszystko wskazuje na to, że co podlegało wątpliwościom w tamtej notce, teraz jest już niemal pewnikiem.

Cała Anglia z wyjątkiem tej części Manchesteru, która kibicuje United, cieszyła się kiedy w poprzedniej kolejce lider poległ z zalegającym na dnie tabeli Wolverhampton. Była to pierwsza ligowa porażka Czerwonych Diabłów od kwietnia ubiegłego roku, gdy na Old Trafford lepsza była Chelsea. Mówię, że Anglia się cieszyła, bo w tym roku gracze Fergusona, o ile są zabójczo skuteczni, o tyle styl kolejnych wiktorii jest niezbyt efektowny, by nie użyć słowa toporny. Kolejnych rywali rozjeżdżają jakby z rozpędu i przyzwyczajenia nie urzekając nikogo piękną grą. Na kibicowskich portalach czy nawet w całkiem poważnej sportowej prasie czuć ciśnienie na największych rywali 18-krotnych Mistrzów Anglii, by ci wszelkimi możliwymi sposobami nie dopuścili, aby najlepszą drużyną  w ojczyźnie futbolu została ekipa tak – jak twierdzą – słaba.


Ostatnim dzwonkiem dla grupy pościgowej na dogonienie zespołu z Teatru Marzeń miały być dzisiejsze derby z silnymi jak nigdy City. Napędzani petrodolarami Szejka Mansoura, podopieczni Roberto Manciniego nigdy nie cieszyli się sympatią angielskich mediów, ale tak było zawsze, kiedy jakaś drużyna, w dodatku z zachcianki jednego miliardera, dążyła do rozbicia wyspiarskiego status quo. Tym razem było inaczej. Każda szanująca się gazeta, telewizja czy nawet strona internetowa musi być obiektywna by ktokolwiek brał ją na poważnie, to też nikt prosto z mostu nie przyładował, ale we wszystkich tekstach, zapowiedziach, programach itd., przeważała cicha przychylność dla City.


Jednak to co trzyma przez tyle lat MU na szczycie to stabilizacja, długofalowość i znakomite przygotowanie mentalne co sprawia, iż zespół ten wygrywa mecze, których nie musiał wygrać, a czasami wręcz nie powinien. Dziś było podobnie.  Jeżeli miałbym wskazać zwycięzcę dzisiejszych derbów (trudno mi powiedzieć których, bo wszelkie źródła wahają się w zakresie 156-159) nie zważając kto ile razy wpakował piłkę do siatki rywala, postawiłbym na City.  Gracze Manciniego długo przeważali, to oni swoja grą przypominali bardziej drużynę aspirującą do tytułu niż ich rywale w czerwonych koszulkach. United przypominali niedawny Milan, jeszcze z przed rewolucji kadrowej, ale juz po największych ostatnich sukcesach. Przygaszony, wypalony, broniący się jedynie  doświadczeniem i serduchem zawodników. Z tym, że Diabły tak grając wygrywają. Gdy mniej utytułowani klubowo rywale doprowadzili do remisu, sądząc za pewne, że teraz już będzie z górki, obudził się Wayne Rooney zdobywając bramkę, która z całą pewnością wpisze się do futbolowych annałów. To nie jest sezon walecznego Anglika, ale kto wie czy przypadkiem nie zdobył gola na wagę rekordowego, 19-tego  mistrzowskiego tytułu i to jakiej urody.  To również jest fenomen, że mechanizm Fergusona po prostu nie znosi pustki. Zawsze jest ktoś kto tą drużynę ciągnie do przodu, nawet jeśli ogólnie nie prezentuje się ona najlepiej. Przed laty Giggs, Beckham, potem Ronaldo, w ubiegłym sezonie Rooney, w tym Berbatov i Nani. Co roku na Old Trafford rozkwita nowy piękny kwiat światowego futbolu. Co roku ktoś ma sezon życia. Taki jest już Manchester United. Jedyne co mnie gryzie, to pytanie, czy w ten sam wspaniały sposób organizm Czerwonych Diabłów uśmierzy ból po odejściu Sir  Alexa, ojca połowy sukcesów MU? To co najmniej nieelegancko z mojej strony pisać tak w dniu wspaniałego tryumfu Czerwonych Diabłów nad odwiecznymi rywalami, ale akurat naszła mnie taka refleksja, bo to co ten człowiek zrobił tu przez tyle lat przechodzi ludzkie wyobrażenie. Na brawa zasługują również włodarze MU z przed lat, którzy pozwolili, mimo nie za ciekawych wyników Fergusonowi pracować i zapisać taki kawał historii. Późniejsi prezesi i ci wszyscy dyrektorzy zwolnic Sir Alexa już nie mieli prawa, bo nie znaczyli dla klubu nawet dziesiątej części tego co Szkot. Ludzi Ferguson wybiera tylko wedle własnych nikomu nie znanych kryteriów. Rzadko w przeciwieństwie do rywali zza miedzy wydaje dziesiątki milionów funtów. W tym roku zespół ma co najwyżej przeciętny. Kiedy przed jego rozpoczęciem SAF mówił o mistrzostwie uważałem, że po prostu nie da rady. Sama zaciętość i waleczność nie wystarczy. Jedyny gracz o repertuarze większym niż typowy rzemieślnik pokroju Fletchera – Rooney, zmagał się z kontuzjami, a nawet szukał sobie wokół kandydatów na nowych kolegów, nie wierząc, ze z obecnymi może zaspokoić swoje ambicje. Dziś wiemy, że sie mylił. Pytanie tylko, jak długo będzie trwał mit niepokonanych braveheartsów. Czy nie przydarzy się kryzys, który na Old Trafford ostatnio obserwowaliśmy jeszcze za czasów Keane’a i Van Nistelrooya?  Czy samym parciem na sukces przy maksymalnym zaangażowaniu można go osiągnąć na takim poziomie? Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie trzeba będzie jeszcze poczekać kilka miesiecy.


pubsport.pl
Krystian Nowak

Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam:
http://prideoflondon.blox.pl/html

http://prideoflondon.blox.pl/html