Dla kogo Copa del Rey?

Już dziś kolejne starcie hiszpańskich gigantów. Na Estadio Mestalla, Real zmierzy się z Barceloną. Stawką Puchar Króla, czyli pierwsze w tym roku trofeum. Trofeum, które przez lata Real traktował po macoszemu, a które Barcelona seryjnie zdobywała. Teraz, gdy obie ekipy spotykają się w finale, na pewno nikt nogi nie odstawi, mimo iż za chwilę prestiżowy dwumecz w Champions League.

Ktoś kiedyś powiedział, że diabeł tkwi w szczegółach. Ich król, Jose Mourinho wiele z tego co zdobył zawdzięcza właśnie dbaniu o te szczegóły i szczególiki. Po sobotnim starciu, gdzie Real miał czelność przeciwstawić się katalońskiej supermaszynie, rozgorzała dyskusja, że Portugalczyk wysuszył i zaniedbał murawę na Santiago Bernabeu. No bo przecież zdaniem niektórych nie można tak po prostu zremisować z Barcą. Tym razem takiej możliwości miał nie będzie. Nie zagra Raul Albiol i chyba dobrze, bo w sobotę zgłupiał. Tylko Mourinho wie jaką taktykę obierze na dzisiejsze spotkanie. Nie ma co się spodziewać szaleńczych ataków. Trudno mu zarzucać, że z Barcą Real nie gra swojej piłki. Drużyny, które napotykają na swej drodze Barcelonę zmuszone są obiegać ją skrzydłami. W środku pola ciężko ugrać cokolwiek, gdy biegają tam trzej mistrzowie Świata. Marcelo, Sergio Ramos, Cristiano Ronaldo, Angel Di Maria, to od ich postawy zależeć będą losy Królewskich. Historia karze sądzić, że chodzący geniusz Mourinho na pojedynczy finałowy mecz, przygotuje coś specjalnego, coś czym rywali zupełnie zaskoczy, jak rok temu na San Siro. Alfredo Di Stefano rzekł ostatnio o braku osobowości Realu. Może to i prawda. Rzeczywiście brakuje tam trochę ludzi o mocnym charakterze z jajami. Siłą Barcelony jest mocna więź jej piłkarzy z klubem. Najważniejsi dla niej ludzie jak Guardiola, Puyol, Xavi, Iniesta czy Messi, wychowali się w Katalonii. Nie znam osobiście graczy Realu, ale grupę ludzi ściąganych co sezon z najdalszych zakątków świata, często celebrytów, można podejrzewać o to, że  nie utożsamiają się ze swoim klubem tak jak rywale. Na Bernabeu nie biegają już Hierro czy Raul. Natomiast mając osobowość ponad wszystkie, jaką niewątpliwie jest Mourinho, można sukces osiągnąć.

Przed pojedynkiem z Barcą można być pewnym jednego, mianowicie Blaugrana na pewno niczym nie zaskoczy. Od trzech lat gra taką samą piłkę i nie znalazła przez ten czas rywala, który zmusiłby ją do zmiany stylu gry. Guardiola, który jako trenerski żółtodziób wygrał absolutnie wszystko też raczej prochu nie wymyśli. Swoje sukcesy zawdzięcza okresowi spędzonemu na szkoleniu młodzieży w La Masii. Tam wespół z innymi szkoleniowcami wpoił katalońskim młodzianom wizję gry Cryuffa, a teraz tylko wzorem Vicente del Bosque nie przeszkadza swoim podopiecznym. Guardiola po tym jak trafił do Barcy by ją uleczyć, spotkał zgraje obcokrajowców bez silnej osobowości. Ściąganych niemal hurtowo jak np. Holendrzy Van Gaala. Postanowił odwołać się do pomysłu Cruyffa, który dał Katalonii ostatnie chwile chwały będące bezpośrednim udziałem Pepa. Pomysłu, który miał wielu autorów bo nie sztuka wymyślić styl, w którym utrzymujemy sie przez 70% czasu przy piłce i wymieniamy czterysta podań w meczu, ale wszyscy poza Cruyffem i  jego uczniem Guardiolą uznawali to za tylko i wyłącznie efekt swojej imaginacji nie wyobrażając sobie nawet, że jakaś drużyna mogłaby tak kiedyś grać i że jakąś drużynę można by nauczyć tak grać. Wydawało się to tak nierealne tak jak lot w kosmos dwieście lat temu. Ale Cruyff w to wierzył niczym Juliusz Verne w kosmiczne podróże. Wynik tego jest taki, że Barca obecnie dominuje wyprzedzając rywali o lata świetlne, a każda drużyna która przyjeżdża na Camp Nou, czy jest to Sporting Gijon, czy Arsenal, czy Real Madryt, zmuszona jest zamknąć się na własnej połowie i przyglądać się jak  Katalończycy wymieniają setki podań.

 

Szansą dla Realu  oprócz genialnego planu nakreślonego przez The Special One jest chwilowy kryzys kilku barcelońskich perełek. David Villa jest groźny o tyle, że może się znaleźć ktoś, kto zechce go udusić. Nie strzelił bramki prawie tak dawno jak Fernando Torres. Pedro podobnie, a poczciwy Bojan, który zawsze strzelił pare pomocnych bramek na dzień dzisiejszy jest kontuzjowany. Guardiola w obliczu tego zastosuje pewnie sprawdzony manewr ze sztucznym środkowym napastnikiem Messim, który jak to zwykle bywa, biegał będzie wszędzie, wymieniając się pozycją prawie z każdym, więc i Gerarda Pique możemy zobaczyć przez moment na szpicy. Jednym z czynników decydujących o sukcesach Barcelony była przeogromna liczba wielkich indywidualności w dodatku świetnie ze sobą współpracujących. Jednym z plusów takiej sytuacji było to, że gdy zawodnik A jest w gorszej formie, to bryluje za niego zawodnik B. Na to też należy zwrócić uwagę. Można też liczyć na to, że Barcelona po prostu się rozsypie z dnia na dzień tak jak kiedyś też genialna drużyna Franka Rijkarda, której początkiem końca był przegrany 0-3 Superpuchar Europy z Sevillą.

Remis tym razem na pewno nie padnie. Zawodnicy obu ekip na pewno zagrają na 150 procent, bo przecież nie odstawią kaszany przed setkami milionów widzów. W efekcie ktoś wygra, a ktoś przegra. Ktoś dostanie niesamowitego kopa w psychice, a ktoś poniesie cholernie bolesną porażkę. Walka toczyć się będzie nie tyle o Puchar, ale o to, aby nie być tym drugim ktosiem, bo w innym przypadku przed następnymi starciami można sobie nieźle pokiereszować pewność siebie.


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html