Dlaczego martwi mnie wycofanie Bjoergen

W wigilię wigilii Bożego Narodzenia dotarła do nas sensacyjna informacja – Marit Bjoergen nie będzie rywalizować z Justyną Kowalczyk na trasie Tour de Ski 2012/13Norweżka wycofała się z powodu kłopotów z sercem. Brzmi poważnie nieprawdaż? 

Brzmi, ale być może nie jest. Tego nie wiemy, sami Norwegowie wstrzymują się z wydawaniem kategorycznych osądów. Można powiedzieć – rozsądnie gospodarują słowami. Zupełnie inaczej zareagowali Polacy -mam na myśli oczywiście kibiców, gdyż obóz Justyny Kowalczyk jeszcze nie zabrał głosu w tej sprawie. W kraju nad Wisłą zapanowała euforia, jak gdyby TdS został już przez Justynę wygrany. Co więcej – w komentarzach na portalach społecznościowych nie brakuje głosów zadowolenia: „zajebiście”, „dobrze jej tak”, „szkoda chłopa” – to pierwsze z brzegu przykłady. Idą one w parze, co było do przewidzenia, z otwartymi sugestiami, jakoby to był wynik stosowania przez biegaczkę dopingu. Media są niewiele lepsze – któryś z „topowych” portali (nie pamiętam który) wypowiedź jednego z lekarzy, który stwierdził, że do tej pory z takimi schorzeniami spotykał się tylko i wyłącznie w przypadku „mężczyzn w średnim wieku, wyczynowo uprawiających sport”, zmanipulował w nagłówek sugerujący, że Bjoergen jest mężczyzną (Problem Bjoergen jest typowo męski czy coś w tym stylu). Polacy już wydali wyrok – Marit się koksowała, więc wysiadło jej serducho.

Mnie osobiście ten scenariusz kompletnie nie cieszy, wręcz przeciwnie. Z kilku powodów. Pierwszy jest bardzo ludzki, może atmosfera świąt mnie trochę omamiła, ale mnie jest szkoda Norweżki. Jeśli jej problemy są zupełnie niezwiązane z lekami na astmę jakich używała (za co nie raz i nie dwa ją mocno krytykowałem) to jest mi zwyczajnie przykro, że bądź co bądź wielka sportsmenka z powodów zdrowotnych opuści wielką imprezę. Od najlepszych wymaga się dziś nie lada poświęceń, czegoś czego zwykły człowiek by nie wytrzymał. Cena jaką płaci się za sukcesy bywa bardzo wysoka. Taka sytuacja może dopaść każdego – Rafael Nadal lata zwycięstw okupił zniszczonymi kolanami, mistrzowie boksu czy futbolu amerykańskiego na starość mają jeszcze gorzej – popatrzcie na Muhammada Aliego. 

Jeśli jednak jest tak jak sugeruje „tłum” – że to przez doping czy leki, to jeszcze bardziej jej współczuje. Dlatego, że dała się wciągnąć w ślepy pęd za wielką formą oraz nieludzkimi osiągnięciami. Spotkała ją za to kara – być może to sprawiedliwe, ale mnie daje pretekst do smutnej refleksji nad współczesnym sportem. Ile gwiazd wspomaga się specyfikami daleko groźniejszymi niż Bjoergen? Ilu z nich jest naszymi idolami? A ilu spotkało coś podobnego? Jest ich mnóstwo, nazwisk nie znamy, może dowiemy się za 10 lat (jak w przypadku Armstronga), może nigdy. Ich jedyną winą, jest że pogubili się, próbując podbić świat wykreowany przez związki, sponsorów i media. 

Wycofanie Bjoergen jest dla mnie zawodem także z czysto sportowych pobudek. Tour de Ski bez niej będzie jakiś wybrakowany i pusty. Nawet jeśli wygra go Justyna Kowalczyk to moja radość będzie mniejsza. Tak jak mniejsza była w poprzednim tygodniu – po przejęciu przez polską narciarkę plastronu liderki Pucharu Świata. Wygrana bez rywalizacji z najgroźniejszą rywalką cieszy mniej. Podam przykład piłkarski: czym byłaby dziś FC Barcelona gdyby nie było Realu Madryt? By wejść na szczyt musisz mieć godnego przeciwnika, wręcz wroga, tylko ścigając się z kimś wielkim udowadniasz swoją wielkość. Która z trzech wygranych przez Justynę Kowalczyk edycji Tour de Ski cieszyła nas najbardziej? Mnie ta ostatnia, kiedy w morderczej walce, przy prowadzeniu zmieniającym się z dnia na dzień, pokonała Bjoergen, uchodzącą wówczas za niezwyciężoną. Po ciuchu liczyłem na powtórkę i teraz. Pozostanie mi jedynie trzymać kciuki, by inne rywalki nacisnęły na Justynę mocniej. Chciałbym aby w życiowej formie była Terese Johaug, tylko wtedy ten Tour wyzwoli we mnie emocje, na jakie czekałem od zakończenia ostatniej edycji. 

Ciężko powiedzieć jak to się potoczy dalej, ale w interesie wszystkich – od nas (czyt. kibiców) przez Justynę Kowalczyk, aż po cały świat narciarstwa biegowego, jest by na Mistrzostwa Świata w Val di Fiemme Bjoergen pojechała w najlepszej możliwie formie. Ta dwójka napędza koniunkturę, rozpala kibiców, wyzwala wielkie emocje. Zostawiam was z pytaniem, który bieg wolicie: 30 km z IO w Vancouver (złoto Justyny po morderczej walce na finiszu) czy ubiegłotygodniowe pogromy w Canmore? Ja wybieram ten pierwszy, nawet jeśli kolejność na mecie miałaby być odwrotna…


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/