Gdyby Montella owemu zgorszeniu uległ

W AS Roma nie działo się ostatnio dobrze. Równy miesiąc temu rzymianie znajdowali się na trzecim miejscu w Serie A, tracąc do liderującego AC Milan zaledwie 6 punktów. Jednak właśnie od tamtej pory podopieczni Claudio Ranieri’ego znacznie obniżyli loty; raz zremisowali i doznali trzech sromotnych porażek w lidze, a ponadto dali się ograć w Rzymie Szachtarowi Donieck pod auspicjami UEFA. Aby przerwać letarg, który spuścił klub na ósme miejsce w tabeli i właściwie wypchnął poza rozgrywki Ligi Mistrzów, zdecydowano się, po uprzedniej rezygnacji Ranieri’ego, zatrudnić Vincenzo Montellę.

Co warunkowało taką decyzję klubowego zarządu? To pytanie stawia sobie teraz piłkarska Italia. W końcu Montella to postać nie mająca za wiele wspólnego z tym zawodem. Do tej pory znany był przede wszystkim jako bardzo dobry napastnik, który dla „Giallorossich” strzelił 83 gole. Dwa lata temu skończył karierę zawodniczą, a ukochany klub zatrudnił go do pracy z zespołem młodzieżowym do lat 15. W debiutanckim sezonie Montella doszedł z podopiecznymi aż do finału, gdzie jego pogromcą okazał się dopiero Milan. W tym zaś roku na 21 rozegranych spotkań jego ekipa wygrała… 21. Należy zarazem potraktować przywołane fakty z przymrużeniem oka, gdyż nowy trener Romy podjął się właśnie pracy na zupełnie innym szczeblu zaawansowania. Dotychczasowa posada różni się przecież diametralnie od prowadzenia drużyny profesjonalnej, gdzie presja będzie już na starcie ogromna, a wyniki potrzebne na gwałt.

Wciąż nie padła odpowiedź na postawione pytanie. Dlaczego postawiono właśnie na Montellę? Czyżby nie było interesujących postaci na trenerskiej karuzeli? Bo to, że „L’Aeroplanino” (wł. „samolocik”), jak pieszczotliwie okrzyknęli go kibice Romy w nawiązaniu do charakterystycznie celebrowanych przezeń bramek (patrz. zdjęcie),  jest trenerskim nowicjuszem już ustaliliśmy. Wydaje się więc, że działacze klubu ze stolicy Włoch nie szukali szkoleniowca na lata, a kogoś, kto popcha ten wózek przez kolejne 3 miesiące. Takim kimś w ich oczach jest właśnie Montella. W końcu podpisano z nim kontrakt tylko do końca sezonu. Dlaczego nie pozostawiono Ranieri’ego? W obawie przed fanami, którzy jeszcze przed katastrofą w Genui wyszli na ulice Rzymu i przy użyciu rac oraz bomb dymnych domagali się głowy trenera. Strach pomyśleć co poszłoby w ruch, gdyby Ranieri po klęsce 4-3 z Genoą nie złożył rezygnacji. Zarząd chciał udobruchać rozeźlonych sympatyków i rzucił im na pożarcie klubową ikonę. Ruch to dyplomatyczny, a ze sportowego punktu widzenia również może przynieść pewne korzyści.

Vincenzo Montella grał z wieloma piłkarzami, których przyjdzie mu teraz trenować. Nieodzowna jest więc specyficzna więź, która będzie spajać ich relacje. Montella stanie się dla niektórych kimś więcej niż szefem; będzie po prostu kumplem. Nawet jeśli oficjalnie nikt tego nie przyzna, to pewne utarte schematy zachowań będą zapewne w szatni zespołu na porządku dziennym. Czy właśnie dobrego kolegi potrzebują teraz rozkapryszeni rzymianie? Claudio Ranieri ostatnio nie mógł w ogóle do nich dotrzeć. Wieść o rezygnacji byłego coacha Chelsea ucieszyła sporą grupę zawodników. Dawali mu bowiem już wcześniej do zrozumienia, że na dalszą współpracę z nim nie mają ochoty. Łatwiej było więc pożegnać trenera niż kilku(nastu?) piłkarzy. Jednak skoro problem w niemałym stopniu dotyka sfery wychowawczej, to czy odpowiednia personą jest akurat Montella? Nie był to nigdy podopieczny pokorny i zdyscyplinowany. Nie raz, nie dwa błyskotliwy napastnik kłócił się ze swoimi przełożonymi, kolegami, rywalami czy sędziami. Był krnąbrny i nieopierzony, a teraz te cechy ma zwalczać u swoich byłych partnerów z drużyny? Nie będzie wiarygodnym nauczycielem.

Pozostaje jeszcze kwestia tego, ile faktycznie trwać będzie przygoda Montelli z posadą trenera AS Roma. W zeszłym roku o relatywnie podobnej porze Juventus Turyn zatrudnił Alberto Zaccheroni’ego. Wtedy również zastanawiano się, czy Włoch ma w ogóle prawo liczyć na prolongowanie kontraktu obowiązującego do końca sezonu. Nie osiągnął jednak ze „Starą Damą” znaczącego sukcesu. Montella stoi przed jeszcze trudniejszym zadaniem. Nie dość, że musi udowodnić swą wartość i wywindować Romę na czwartą pozycję, to w dodatku musi przypaść do gustu nowym właścicielom klubu, gdyż rodzina Sensich sprzeda wkrótce udziały. Dlatego też pod ogromną wątpliwość należy postawić potencjalnie dłuższy pobyt „L’Aeroplanino” na trenerskim stołku. Przynajmniej Romy. Przypadek Leonardo uwydatnił przecież doskonale, jak łatwo można zrezygnować z lojalności dla klubu, któremu tak dużo się zawdzięcza, po scysjach już na stanowisku trenera. Jest to praca niezwykle specyficzna, a może nawet czasami gorsząca. Gdyby Montella owemu zgorszeniu uległ, ścieżki są jeszcze przez Leonardo świeżo przetarte. Teraz tylko poczekać aż Lazio zacznie grać słabiej…


pubsport.pl