Dlaczego tylko Torres to niewypał?

Słucham ostatnich doniesień wokół Fernando Torresa, czytam opinie tych wszystkich ludzi, którzy liczą Hiszpanowi minuty bez strzelonego gola i zastanawiam się, czemu tak głośno nie jest o Marouanie Chamakhu z Arsenalu?

Torres nie zagrał jeszcze nawet dziesięciu meczów w Premier League w barwach „The Blues”, ale już mówi się, że jest transferową wpadką londyńskiego klubu. Już pojawiają się pogłoski o jego odejściu, już trwa gorąca dyskusja wokół zawodnika. A równie nieskuteczny Marouane Chamakh z Arsenalu sobie spokojnie pracuje na treningach i próbuje odnaleźć dawną skuteczność. A różni ich kwota za jaką zostali kupieni i siła nazwiska.

Media nie kierują się obiektywnymi przesłankami, nie pracują na statystykach i nie wyciągają z nich wniosków. Liczy się popularność danego piłkarza i kwota za jaką ostatnio zmienił klub. Dlatego Torres jest na pierwszych stronach gazet, a Chamakh trafia do kolumn z depeszami. Bo jeden przychodził z Liverpoolu, a drugi z Bordeaux. Bo ten pierwszy kosztował dużo, a drugi przyszedł za darmo.

Podobnie jest w innych krajach, ligach. We Francji cały czas mówi się o fatalnej dyspozycji Gignaka z Olympique Marsylia, a o jego równie przeciętnym koledze Remy’m już w takim stopniu nie. Bo pierwszy przychodził jako gwiazda i król strzelców Ligue 1 za około 18 milionów Euro, a drugi jako talent z Nicei za kilka milionów mniej. Dlatego Remy ma margines błędu i super-skuteczny być nie musi. Tylko, czy takie wymagania postawiły kluby,czy wymyślili je  sobie dziennikarze?

Torres jest wpadką transferową i to na nim wywiera się presję, bo był bohaterem głośnego transferu, jest mistrzem świata i kosztował duże pieniądze. Wszystkich tych wymogów nie spełnia, ani Marouane Chamakh, ani Edin Dżeko, ani Roque Santa Cruz. Dlatego o nich tyle się nie mówi, choć są równie słabi w swoich obecnych zespołach. Równie nieskuteczni i niepomocni, co Torres na Stamford Bridge. Wspomniani strzelcy nie powinni jednak  sięczuć bezpieczni, bo media o nich pamiętają i skupią się ze swoją uwagą, gdy tylko Torres pójdzie w ślady Andy’ego Carrolla z Liverpoolu i zacznie strzelać. Nagle z niewypału znowu stanie się normalnym snajperem, a wtedy niechlubny tytuł trafi może do jednego z pozostałych bohaterów tego tekstu. Tak jak Torres przejął go od byłego talentu Newcastle United. Bo ktoś po prostu musi być „kozłem ofiarnym” mediów, niewypałem transferowym ostatnich miesięcy. Bez tego tytułu media chyba byłyby jak telewizja bez prognozy pogody.


pubsport.pl