Dlaczego zerwałem z koszykówką?

Moja mama to wybitna polska koszykarka. Ponad 150 występów w reprezentacji Polski, trzykrotna Mistrzyni Polski z ŁKSem, Wicemistrzyni Europy… krótko mówiąc mam prawo być z niej bardzo dumny. Dlaczego więc nie poszedłem w jej ślady?

Główny powód to pech, co do wyboru grupy, z którą mógłbym trenować. Była ona 1-2 lata starsza albo w moim wieku, ale dojazd zająłby dodatkowo minimum godzinę w obie strony. Przy obecnym natłoku obowiązków, nie dałbym rady pogodzić tego wszystkiego. W sumie i tak miałem skończyć z basketem, bo od dawna obrałem sobie inną ścieżkę życiową. To odczucia prywatne, które miały bezpośredni wpływ na tą decyzję. Poza tym nie widziałem dla siebie przyszłości z innych powodów:

1.  Nowe przepisy

Przede wszystkim miało to na celu zbliżenie reszty świata do NBA. Według mnie wprowadzono je, aby młodzież ucząca się gry w koszykówkę przestała kombinować. Mam tu na myśli rzucanie coraz częściej za trzy, granie na czas, itp. Osobiście doświadczałem tego przebywając na parkiecie. Początkowo wydawało mi się, że półkole bezkarności atakującego jest fajne, ale przynosi efekt raczej tylko wówczas, gdy ktoś chce zrobić wsad. I po co to wciskać młodzieży?! Linia wyprowadzania piłki sens ma już większy, bo teoretycznie przyspiesza akcję. Podobnie jak ten przepis o 14 sekundach. To też nie takie głupie.

2. Antypatriotyzm w polskiej lidze

Zanim o tym, o czym myślicie, inna kwestia. Coraz częściej polskie zwroty zastępowane są angielskimi odpowiednikami. To żaden problem dla tych, co śledzą NBA. Gdy pytam o niektóre określenia rodziców, czy koleżanek mamy z boiska, często rozkładają bezradnie ręce. Proszę, mówmy podanie, a nie pass, obrona, zamiast defence. Choć to akurat zrozumie każdy, lecz w ten sposób idzie się dalej w tym kierunku! Potem pojawiają się switch, backdoor i tak dalej, i tak dalej…

Kolejny, główny problem, to zagraniczni koszykarze w polskiej lidze. Od razu powstaje pytanie: Po co kształcić młodzież, skoro i tak w ekstraklasie gra (za) duża ilość obcokrajowców? Po to, żeby sobie pograli w I, II, III lidze?! To zupełnie bez sensu! Próbujemy podnieść poziom polskiej ligi (co i tak nie odbija się pozytywnie na arenie międzynarodowej) sprowadzając coraz większą ilość graczy z zagranicy. A młody koszykarz woli sobie pograć w niższej lidze niż siedzieć na ławce cały sezon w DBL. Jak siedzi na ławie, to nie gra i się marnuje, trener reprezentacji go nie chce. Gdy zaś gra poniżej najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, to selekcjonerzy kadry narodowej myślą, że jest cienki i też go nie powołują. Potem przychodzą mecze reprezentacji Polski, a my nie umiemy wejść do pierwszej dziesiątki na ważnej imprezie. I tak błędne koło nam się zamyka. Być może zmieni się to po sukcesie polskich koszykarzy U-17. Narazie patrzę tak, jak jest.

Recepta jest prosta – limit obcokrajowców. Ale nie taki leciutki, a drastyczny! Na przykład max. 5 koszykarzy spoza Polski w dwunastce i co najwyżej dwóch na boisku.

3. To już nie sport narodowy…

Szał na koszykówkę w Polsce minął. Wszystko przez jej poziom i brak promocji. Niestety, prawdy nie oszukamy – wielkie derby Trójmiasta oglądało w sumie? ponad 17 tysięcy ludzi w całej Polsce. Jeszcze bardziej boli to, że 10 z tych 17 000 to ludzie zgromadzeni w… Ergo Arenie. Oczywiście, dla chcącego nic trudnego – prawdziwy fan basketu w naszym kraju oczywiście zainwestuje w Cyfrę Plus, aby oglądać codziennie NBA. Dorzuci do tego TVP Sport, by śledzić krajowe podwórko. Tyle, że niestety widzimy jak na dłoni, ilu takich zapalonych fanów jest nad Wisłą… Brak sukcesów spowodował, że koszykówka, w klasyfikacji sportów narodowych znacznie spadła za żużel, narciarstwo klasyczne, siatkówkę, tenis, formułę 1… Próbowano przywrócić zamiłowanie Polaków do kosza poprzez promocję EuroBasketu 2009, ale nasi sukcesu nie odnieśli, więc się nie udało. Będą ME 2011 kobiet, na które pewnie się wybiorę, bo nie wypada nie być, ale mówi się o tym znacznie mniej i nic to nie zmieni w naszym państwie.

By odnowić koszykówkę (błędnie nazywaną często: piłką koszykową) trzeba ją wypromować na nowo! Poza czyszczeniem ligi z zagranicznych graczy, bilety sprzedawać za symboliczną cenę 5-10 złotych, a mecze pokazywać w otwartej telewizji, przynajmniej 2 na kolejkę. By podnieść poziom, można jeszcze zmniejszyć ligę do 10-12 drużyn. Wówczas I liga stanie się ciekawsza!

4. Koszykówka a NBA

No i okazuje się, że to dwie inne bajki. To, co dzieje za oceanem to nie jest koszykówka. To jedno wielkie SHOW. Niestety, przymyka się oko na pewne przepisy, np. błąd kroków, gdy nadarza się okazja do efektownego wsadu. Inny przykład? Proszę bardzo. Gdy jakiś trener bierze czas, przerwa trwa nie minutę, a trzy. I kasa za reklamy leci, a mecze trwają nie wiadomo ile. Ja dziękuję za taką grę!

Nawet trenując basket, NBA oglądałem bardzo sporadycznie. Przede wszystkim dlatego, że nie nadążałem za tym światem. Tam mecze rozgrywane są codziennie! Z logistycznego punktu widzenia, intrygująca sprawa. Dla koneserów to bajka, ale dla mnie, mającego takie podejście do tego wszystkiego, to po prostu za szybkie i bez sensu.

Rozumiem, iż chodzi o to, aby tych najlepszych pokazać jak najwięcej i postawić przed nimi większe wyzwania. Jednakże fajnie by było, gdyby udowadniali, że są tacy wspaniali w takich samych warunkach, jak reszta świata. Osobiście jestem za zbliżaniem się światowej koszykówki do NBA, ale nie w stronę Ameryki, a w naszą!

Oczywiście, że piszę tak trochę przez zazdrość, lecz staram się być realistą. NBA odstaje poziomem od koszykówki w pozostałych zakątkach świata nie tylko umiejętnościami zawodników, ale przede wszystkim specjalnymi przywilejami. A potem młodzi ludzie się zapatrzą i robią to samo. Sędziowie im to gwizdną, ale ci mają dumę, że zagrali jak ich idole. Czemu, w takim razie nie pozwalać na to młodzieży? Przecież, jak ktoś z nich trafi do najlepszej ligi świata, to i tak tego doświadczy!

___________________

Obecnie, oglądam mecze koszykarskie bardzo rzadko. Jedyny kontakt z koszykówką, jaki zachowałem, to pisanie obserwacji z meczów koszykarek ŁKS BW ?95. To moje wspaniałe przyjaciółki, robię to głównie dla nich. Zdarzy mi się czasem obejrzeć mecze drużyny narodowej, ale to rzadkość. Przestałem się przejmować polskimi ligami, europejskimi pucharami, nie wspomnę nawet już o NBA. I tak są one kiepsko dostępne dla przeciętnego zjadacza chleba nad Wisłą.

Jasne, można to traktować jako wymówkę. Ale jakoś się przestałem tym przejmować, bo zafascynowałem się dziennikarstwem i czuję, że właśnie to jest moja droga. Jest wiele innych pięknych sportów Najbardziej boli mnie to, że piszę w ten sposób ja, syn wybitnej reprezentantki Polski.

UWAGA! Przedstawiłem tutaj swój punkt widzenia.  Zapraszam do dyskusji na ten temat.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl