Dobry czy niedobry?

Minęło już całkiem sporo czasu odkąd Piotr Giza wyleciał z Legii Warszawa, a Villarreal rozwiązał kontakt z Robertem Piresem. Obaj zawodnicy wciąż są bez klubu.

Czemu tak jest? Czy były reprezentant Polski i dawny etatowy zawodnik Arsenalu są za słabi, aby znaleźć sobie nowych pracodawców? A może to ich wymagania finansowe są zbyt duże? Trudno powiedzieć, bo nikt z nas nie prowadził negocjacji z piłkarzami. Coś jednak jest na rzeczy skoro, ani Giza, ani Pires nie dostali jeszcze oficjalnych propozycji transferowych z żadnych klubów. Jeden trenuje z Cracovią, drugi z Arsenalem, ale o umowach wiążących z klubami mowy nie ma.

Lepiej wygląda sytuacja Francuza, który sporadycznie jest łączony przez media z różnymi drużynami. A to ktoś z Ligue 1 ma podobno być zainteresowany doświadczonym skrzydłowym, a to Aston Villa ma wyciągnąć dłoń. O Gizę się jakoś nikt nie bije, a jeszcze kilka lat temu nazywano go przyszłością naszej kadry. Jakieś zaniedbania, marna kondycja, wybujałe ego?

Sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Chyba coś było na rzeczy skoro sztaby szkoleniowe Legii i Villarreal zdecydowały się pozbyć takich piłkarzy. Chyba ktoś się nie przykładał, albo przywiązywał za dużą wagę do swoich wypowiedzi, a nie do gry na boisku. W ten sposób całkiem znane nazwiska pozostały bez pracy.

Co jest jednak w tym wszystkim najciekawsze to porównanie jakie sobie stworzyłem. Wystarczy przypomnieć sobie, co po rozwiązaniu kontraktu z West Ham United spotkało Fredrika Ljunberga. O Szweda biły się drużyny z Włoch, Francji, Anglii i Stanów Zjednoczonych. Ale u niego nie było wątpliwości odnośnie kondycji, formy i poziomu zaangażowania do gry w piłkę nożną. Od zawsze ten szybki skrzydłowy był pracowitym i zaangażowanym w grę facetem. Czyżby tego właśnie dzisiaj brakowało Francuzowi i Polakowi?


pubsport.pl