Dobrze w piątek, źle w sobotę

Taki prosty tytuł nadałem temu wpisowi, bo taki mam po prostu pomysł. Sześć setów oglądaliśmy w dwumeczu Ligi Światowej pomiędzy Polską, a Stanami Zjednoczonymi. Trzy w piątek padły naszym łupem, kolejne trzy w sobotę należały do rywali.

Na inaugurację zaprezentowaliśmy się naprawdę nieźle. Mieliśmy do dyspozycji dwa świetne skrzydła – Bartka Kurka i Zbyszka Bartmana. Do niedawna wydawało się, że nie można wystąpić w jednym składzie z tą dwójką. Jednak trener Anastasi udowodnił, że można.

Na pewno pochwalić można zagrywkę Michała Ruciaka. Nie tylko na samym początku, ale przez cały mecz przyjmujący Zaksy Kędzierzyn nękał rywali znakomitymi seriwsami. Jeśli udawało nam się zatrzymywać Stanley’a i Priddy’ego, to znaczy, że nasz blok także spisywał się bardzo dobrze.

Co się stało z Mistrzami Olimpijskimi w piątek? Ciężko powiedzieć. Byli jacyś oszołomieni. Nie wiem, czy halą, kibicami, czy grą naszych siatkarzy, ale to nie była ta drużyna, która potrafi porwać swoją grą. Tak jak wspomniałem, jeśli Stanley i Priddy zostali zatrzymani, to podopieczni Alana Knipe’a mogli się uważać za przegranych. Nikt poza tą dwójką w piątek nie grał w drużynie USA.

Za to w polskim zespole, „dzień konia” miał Bartek Kurek. Wszystko mu wchodziło. Był taki moment, że od rozgrywającego dostawał piłkę tylko on, bo był jedynym, który potrafił skończyć atak. Absolutnie zasłużył na miano MVP tego meczu.

Ogólnie, w pierwszym meczu staraliśmy się kontrolować grę i mieliśmy inicjatywę w tym spotkaniu. Zupełnie odwrotnie było dzień później…

Przede wszystkim zablokował się Bartosz Kurek. Miał kłopoty z trafianiem w boisko. O tyle, o ile w piątek wchodziło mu niemal wszystko, wczoraj – prawie nic. Poza tym gdzieś zaginął nasz blok. Nie jestem w stanie powiedzieć gdzie i dlaczego. Być może Amerykanie nas lepiej rozpracowali przed drugim meczem… Poza tym, zdecydowanie zbyt rzadko graliśmy przez środek. Wszyscy nasi środkowi razem wzięci nie byli w stanie zdobyć tylu punktów ile… sam David Lee.

A właśnie, poruszyłem temat Davida Lee. Był znakomicie dysponowany w sobotę. Niesamowite ataki wykonywał ze środka. Gdy punkty zaczęli zdobywać też inni, poza Stanley’em i Priddy’m (czyli Anderson, Millar i właśnie Lee), siatkarze Alana Knipe’a grali fantastycznie i koncertowo. Nie mieliśmy aż tylu wariantów gry, co przeciwnicy. Nie krzywdziliśmy ich ani zagrywką, ani atakiem (sam Bartman to za mało), ani blokiem… krótko mówiąc: przegraliśmy w każdym elemencie. No, może poza kibicami… chociaż nie padł kolejny rekord oglądalności meczu na żywo, bo, jak wspomniałem w audiowpisie, ceny biletów były po prostu za drogie.

Największe emocje były rzecz jasna w końcówce trzeciego seta. Goście grali o zwycięstwo, a my o pozostanie w meczu. Tyle nerwów i tyle emocji dawno nie doświadczyłem. Nie wyrabiałem na fotelu… Mieliśmy tak znakomite wymiany, nawet przy piłkach setowych/meczowych, że nie sposób było usiedzieć na tyłku. Za każdym razem drżałem, gdy przy piłce meczowej dla USA zagrywał Priddy lub Stanley. Oni nas po prostu bombardowali wczoraj! Szkoda, że nie udało się przedłużyć tego meczu. Pomyślałem sobie w jego trakcie: „Panowie, zostawcie nam trochę emocji na 4. i 5. seta, a nie teraz wyczerpujecie limit!”. Niestety, nie spełniło się…

Podsumowując, oglądaliśmy całkiem niezłe występy obu reprezentacji. Szkoda, że tylko w różnym z dwóch dni każda z drużyn tak się zaprezentowała. W studiu Polsatu Sport po meczu powiedziano: „Szkoda, że nie zagrała Polska z piątku z USA z soboty. Mielibyśmy kapitalne widowisko”. W pełni się zgadzam.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl