Dokąd zmierzasz, Juventusie?

W marcu minęło szesnaście lat odkąd zacząłem kibicować Juve. Klub z Turynu ma dożywotnie miejsce w moim sercu i nie wyobrażam sobie kibicowania żadnej innej drużynie. To czysta, prawdziwa miłość, która nie skończy się żadnym rozwodem, nawet mimo ostatnich lat i paru typków, którzy Juve chcieli pogrążyć. Słynna afera Calciopolli powoli okazuje się wymysłem i jedyną metodą na powstrzymanie dominacji turyńskiego klubu. Cóż, niektórzy zarobili sobie na tym „papierowe” Scudetto…  Przebolałem już nawet niezasłużoną obecność w Serie B. Ale nie przebolałem jednego: durniów, którzy od paru lat zarządzają moim klubem.

Czasem mam wrażenie, że po aferze Calciopolli klubem zaczęli rządzić fani Interu, bo Juve z roku na rok staje się coraz większym przeciętniakiem. Gracze, których ściąga się do klubu to w większości paralitycy, którzy nie są w stanie kopnąć prosto piłki albo są wiecznie kontuzjowani, a kosztują grube miliony. Możnaby ich wymieniać i wymieniać. Amauri, Martinez, Motta, Tiago, Andrade, Almiron, Grygera… W żadnym klubie o takiej renomie jak Juventus, nie znaleźliby się nawet na „ławie”. Jednak właśnie taki „szrot” trafia ostatnimi laty do najbardziej popularnego włoskiego klubu. Podczas gdy inne kluby wzmacniają się (Milan) lub budują kapitalne składy na naprawdę porządnych graczach (Napoli), Juve robi zakupy w lesie. Tak, w lesie, bo paru „Drewniaków” nadaje się tylko do piłkarskiego wycięcia. Najgorsze jest to, że odpowiedzialni za transfery (najpierw Secco, obecnie Marotta) cieszą się z tych „graczy” i uważają ich za megawzmocnienia. I niech mi ktoś tu wmówi, że nie kibicują Interowi… Rozumiem, gdyby tacy „piłkarze” trafiali do Ceseny, Bari, albo i nawet do Serie B… Ale do Juve? Niestety, w ostatnich latach niewiele dobrego można powiedzieć o wzmocnieniach. Jest Krasic, Manninger, Storari, Bonucci, czy rewelacyjnie grający wypożyczeni z innych klubów Matri oraz (niestety ostatnio poważnie kontuzjowany) Quagliarella. I to chyba wszyscy, którzy choć trochę wzmocnili klub po powrocie z Serie B. Skłąd zatem wygląda, jak wygląda.

Na bramkarzy turyńskich nie można powiedzieć złego słowa. Buffon, Storari oraz Manninger to najwyższa półka europejska. Rzekłbym nawet, że na tej pozycji, to właśnie Juventus ma najsilniejszą trójkę. Każdy z tych panów mógłby bronić barw największych światowych klubów i nie jest to przesadzone twierdzenie. Gigi w formie jest najlepszym graczem na tej pozycji na świecie. Storari, zastępujący Buffona, był najlepszym bramkarzem pierwszych miesięcy sezonu w Europie (według Stowarzyszenia Historyków i Statystyków Futbolu). Zaś Manninger potrafił wyczyniać cuda zanim do klubu trafił Marco.

Gorzej jest już na innych pozycjach.

Na obronie… cóż by rzec. Jest Chiellini, który będąc w formie, zatrzyma każdego. Szkoda, że tej formy ostatnio nie ma… Są młodzi Bonucci i Sorensen(którego na 100% Juve wykupi), którzy przeplatają słabe mecze ze świetnymi. Jest doświadczony Barzagli, niedawno sprowadzony do klubu. Radzi sobie całkiem poprawnie. A reszta?  No właśnie – porażka… Szkoda nawet ich wymieniac z nazwisk, bo nie są godni noszenia koszulki Juve.

Z pomocą jest niewiele lepiej. Tu, czasem, wyróżni się Krasic, który jednak ostatnio gra taką padakę, że szkoda patrzeć. Sezon zaczął kapitalnie, teraz od paru meczów znalazł się w wielkim dołku. Jest Melo, który albo zagra genialnie, albo kogoś zabije. Kompletnie nieprzewidywalny typ. Jest i wypożyczony z Liverpoolu Aquilani, który, podobnie jak Milos, zaczął dobrze, a teraz nie gra nic. Jest i Pepe, którego rozgryźć po prostu się nie da. Czasem zdarzy mu się mecz, że nie można oderwać oczu ze zdziwienia, a czasem… Reszta – padaka.

A atak? Ten niezmiernie od kilkunastu lat opiera się na GENIUSZU Alexa Del Piero. Jego następcy nie widać i nie będzie takowego przez następnych kilkadziesiąt lat. Nie dość, że ma 36 lat, jest najlepszym napadziorem klubu, to jeszcze musi się wstydzić, że przyszło mu grać z leszczami i walczyć o środek tabeli. Jedyna nadzieja w tym, że Matri zostanie wykupiony, bo ten facet jest w stanie zagwarantować sporo bramek w sezonie. No chyba, że to kolejny „jednosezonowiec”. Jednak Juve nie ma zbyt wielkiego wyboru, bo żaden szanujący się napastnik, nie przyjdzie do klubu, który bije się o udział w śmiesznej Lidze Europejskiej. Niewiadomo też, jak potoczy się los Quagliarelli. Przed kontuzją bardzo się starał i grał naprawdę fajnie. Teraz to będzie jednak wielka niewiadoma. Reszta to drewniany szrot, który nie wiadomo, jak trafił do Juve, a nie do tartaku.

Tragiczne jest także to, że z roku na rok tego szrotu przybywa. Klub wydaje olbrzymią kasę na frajerów, którzy owszem grali dobrze, ale w klubach, które biły się o utrzymanie. A to nie poziom Juve. Turyn zawsze mierzył najwyżej, jak się dało. Niestety, pod wodzą ostatnich zarządów i trenerów stał się najzwyczajniejszym przeciętniakiem, który bije się jedynie o siódme miejsce  w tabeli. Czemu się tu dziwić, skoro wyrzuca się trenera z jajami (Didier), a zatrudnia leszczy, którzy albo nigdy nic nie osiągnęli (Del Neri, Ranieri i Zaccheroni), albo dopiero zaczynali przygodę jako trenerzy (Ferrara). Z takich gości mogą korzystać kluby, które walczą o utrzymanie, a nie o najwyższe cele. Niestety, do kolejnych prezesów Juve, nie dociera to, że aby coś wygrywać nie wolno przeznaczać kasy na frajerów, a trzeba powoli budować ekipę, do której co rok dołączyłaby jedna lub dwie gwiazdy światowego formatu, a nie piętnastu kopaczy poziomu amatorskiego. Wielkie nadzieje wiązałem z Andreą Agnellim i na razie bardzo mocno jestem rozczarowany. Może i chłop kocha Juve, ale na zarządzaniu to on się zbytnio nie zna. Turyński klub kończy budowę nowoczesnego stadionu, z kasiorką jest cieńko, a mimo to, pozwala na zakup takich graczy jak Martinez (12 mln!). Zamiast takie pieniążki przeznaczyć na solidnych graczy, do Turynu trafią goście, których albo nikt nie chce(Martinez, Motta…), albo tacy, których prezesik klubu upchnie do Juve, bo wie, że ci i tak się sfrajerzą i wydadzą na danego kopacza fortunę(Amauri).

Już pratycznie przesądzone jest to, że Del Neri zostanie na przyszły rok. Trzeba znów przygotować się zatem na zaciętą walkę o lokaty numer 7-10, bo znając życie, do Turynu znów trafią tacy kopacze, że na twarzach kibiców pojawi się uśmiech… politowania.

 

Nie zmienia to jednak faktu, że nieważne, co dziać się będzie z Juventusem, ja zawsze będę ten klub kochać. Mam nadzieję, że  w końcu do Turynu zawita trener z jajami, którego ambicją nie będzie siódma lokata, a Scudetto. No i że  w końcu Elkann i Agnelli zajmą się klubem, a nie graniem w golfa i opieprzaniem się. Taki klub, jak Juve zasługuje na Mistrzów, a nie leszczów, którzy „budują nową potęgę”, czyli klub, który co rok będzie grać w Lidze Europejskiej…. Oby moje marzenie o tryumfach ziściło się, jak najszybciej…

 

 


pubsport.pl