Dokić jeszcze będzie mocna jak nigdy?

Miałem nadzieję, że na pierwszym planie będę mógł tutaj umieścić Lucie Šafářovą, jedną z moich ulubionych tenisistek. Jednak nie wypada, bo bezsprzeczną bohaterką ubiegłego tygodnia była Jelena Dokić, która zdobyła swój pierwszy tytuł od 2002 roku.

Na początek kilka słów o Lucie. Mam nadzieję, że ten finał, w drodze do którego wyeliminowała Marion Bartoli, dla Czeszki także będzie przełomem. Oprócz walorów estetycznych ogromną przyjemność sprawia mi podziwianie wysokiego forhendowego topspinu Lucie. Życzyłbym sobie by częściej ryzykowała odważne wypady do siatki, bo woleja ma naprawdę dobrego i tego elementu gry może się od niej uczyć jej narzeczony Tomáš Berdych. Šafářová w 2007 roku osiągnęła ćwierćfinał Australian Open, 1/8 finału Roland Garros i znalazła się na najwyższej w karierze 22. pozycji w rankingu WTA. Wydaje się, że Czeszka jest na właściwej drodze, by zawędrować jeszcze dalej i przynajmniej powtórzyć wielkoszlemowy ćwierćfinał. Oby tylko zdrowie jej dopisywało, bo pod tym względem nigdy nie było u niej różowo.

Dla Dokić, która 12 kwietnia skończy 28 lat, był to magiczny tydzień: w WTA Tour osiągnęła pierwszy półfinał od siedmiu lat (Tokio – luty 2004), pierwszy finał od ośmiu lat (Zurych – październik 2003) i wreszcie wywalczyła pierwsze trofeum od dziewięciu lat (Birmingham – czerwiec 2002). Po drodze pokonała mistrzynię Roland Garros 2010 Francescę Schiavone odnosząc swoje pierwsze zwycięstwo od wspomnianego turnieju z Zurychu, gdy w półfinale zwyciężyła ówczesną liderkę rankingu Kim Clijsters. Australijka triumfując w Kuala Lumpur zdobyła szósty tytuł: poprzednie w Rzymie, Tokio i Moskwie w 2001 oraz Sarasocie i Birmingham w 2002 roku (bilans finałów 6-7). Ta wiktoria dała jej w rankingu awans z 91. na 61. miejsce.

Pamiętam tę dynamiczną, urodziwą, błyskotliwą 17-letnią Jelenę, która w 2000 roku szalała na trawiastych kortach Wimbledonu przegrywając dopiero w półfinale z Lindsay Davenport. Co ja mówię, trzeba się cofnąć do 1999 roku, gdy Dokić jako kwalifikantka w swoim debiucie w Wimbledonie osiągnęła ćwierćfinał w I rundzie rozbijając ówczesną liderkę rankingu Martinę Hingis. W 2002 roku Australijka Jelena osiągnęła ćwierćfinał Roland Garros i dotarła na najwyższą w karierze czwartą pozycję w rankingu WTA. Każdy fan tenisa zapewne wie jak wielki, negatywny wpływ na jej karierę miał jej despotyczny ojciec Damir, który jednak nie zdołał całkowicie zniszczyć tej twardej dziewczyny. Jelena podjęła próbę powrotu do wielkiego tenisa całkowicie zrywając więzi z okrutnym ojcem.

Kiedy w 2009 roku Australijka szła jak burza w Melbourne Park radowałem się razem z nią i wspaniałymi australijskimi kibicami. Życzyłem i życzę jej jak najlepiej. Jelena jest przykładem nie tak znowu rzadkiego w tenisie, zwłaszcza kobiecym, negatywnego wpływu rodziny na przebieg kariery (to samo przeżywa aktualnie Aravane Reza?). Australijka o serbskich korzeniach urodzona w Chorwacji wróciła i wydawało się, że przebojem wedrze się do czołówki. Tymczasem Jelenę, która zawsze miała pod górkę, dopadły kolejne kontuzje, a podczas Roland Garros w meczu II rundy z Jeleną Dementiewą mając w garści zwycięstwo musiała zejść z kortu z powodu kontuzji pleców, która się za nią ciągnęła przez kolejne miesiące. W 2010 roku kłopoty zdrowotne nie chciały ją opuścić, na przełomie lipca i sierpnia wygrała trzy turnieje ITF z rzędu, ale były to jej jedyne godne odnotowania wyniki w całym ubiegłym sezonie. Po porażce z Alisą Klejbanową w I rundzie Australian Open wypadła z czołowej 100 i pozostała poza nią już do końca roku. W styczniu 2011 wygrała tylko dwa spotkania, by na początku lutego zaliczyć ćwierćfinał w Paryżu (jako kwalifikantka) po drodze eliminując dwie zawodniczki z Top 30: Šafářovą  i Nadię Pietrową.

W finale z Šafářovą Jelena pokazała wielką siłę psychiczną. Czeszka prowadziła 6:2 i 5:3, w tie breaku II seta miała dwie piłki meczowe (przy 6-5 i 8-7), a w III partii prowadziła 3:1, ale cztery z pięciu kolejnych gemów padły łupem maksymalnie skoncentrowanej, niezwykle konsekwentnej Australijki, która dużo ryzykowała i zanotowała wiele kończących uderzeń. Šafářovej, dla której był to dziewiąty w karierze finał (bilans 4-5, ostatni tytuł zdobyła w sierpniu 2008 roku w Forest Hills), nie pozostało nic innego jak tylko pogratulować sukcesu Jelenie, choć porażka poniesiona w takich okolicznościach musiała ją zaboleć. A co się ze mną działo podczas tego finału możecie sobie tylko wyobrazić. Biała gorączka i serce podchodzące do gardła, a to w tenisie w moim przypadku rzadkie zjawisko. Wierzę, że po tym finale Lucie stanie się mocna jak nigdy, podobnie jak Jelena. I Czeszce i Australijce z całego serca tego życzę.


pubsport.pl
Łukasz Iwanek

Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.

http://sportowapublicystyka.blox.pl