Domenech: z mundialu do podstawówki

Podczas intensywnego sportowo weekendu bez echa przeszła informacja o degradacji ( i to przez duże D) byłego szkoleniowca reprezentacji Francji Raymonda Domenecha. Oto człowiek, który przez 6 lat trenował jedną z najsilniejszych jedenastek świata, poprowadzi drużynę jedenastek – jedenastoletnich dzieci.

Sześcioletni epizod selekcjonerski to jednocześnie największy sukces jak i największa porażka w karierze tego szkoleniowca. Wicemistrzostwo świata ma w CV nie wielu trenerów, tak  samo niewielu zakończyło swoją pracę z czołowym zespołem świata w takim stylu jak Raymond. Nie pamiętam by gdzieś indziej działy się takie jaja jak w ekipie Les Blues w RPA, nie pamiętam też, by ktoś w ciągu kilku miesięcy z jednej z najważniejszych posad w futbolu spadł na same dno hierarchii. Wydaje mi się jednak, że Domenech wreszcie trafił na swoje właściwe miejsce.

Piłkarzem wybitnym nie był, jego karierę w klamrę zamknęły dwa Puchary Francji, pierwszy zdobyty z Lyonem 1973 i ostatni w 1986 z Bordeaux. Zdążył dziewięciokrotnie założyć reprezentacyjny trykot. Potem przyszedł czas na mniejsze i większe osiągnięcia trenerskie. Realnie patrząc, nawet najpoważniejsze z nich – awans do Ligue 1 z Lyonem w 1989 roku, na kolana nie powala. W 1993 roku zainteresowała się nim krajowa federacja powierzając mu funkcję trenera najważniejszej z młodzieżówek. Wydawało się, że wychowanie młodzieży to coś w czym sprawdza się naprawdę dobrze,  jednak wciąż brakowało mu spektakularnych osiągnięć. Przez jego ręce, podczas 11 sezonów pracy z U 21, przeszło większość graczy złotego francuskiego pokolenia. Po fatalnych MŚ 2002 i średnio udanych ME 2004 federacja postanowiła awansować Domenecha na stanowisko trenera reprezentacji seniorskiej. Decyzja ta zbiegła się w czasie z rezygnacją z gry w kadrze piłkarzy takich jak Zidane, Makelele i Thuram. Czy przypadkowo?

Kibice też przyjęli go chłodno, większość bardziej niż z warsztatu trenerskiego kojarzyła go z dziwnych metod szkoleniowych. Podobno na treningach młodzieżówki pobierał od piłkarzy opłaty za źle wykonane stałe fragmenty gry. Był także więźniem przesądów, ogromną wagę przykładał do kart tarota i horoskopu. Za swój szczęśliwy dzień uważał 12 lipca, właśnie w tym dniu został selekcjonerem, równo 6 lat po zdobyciu Mistrzostwa Świata przez drużynę Aimé Jacquet?a. Właśnie przesądy mogły być przyczyną jego pierwszych kłopotów w pracy z francuskimi seniorami. Z kadry wyleciał, po dobrym sezonie w Arsenalu, Robert Pires. Raymond stwierdził, że nie lubi skorpionów, a właśnie spod tego znaku wywodził się pomocnik z Highbury. Drugim ,,nielubianym? przez trenera znakiem zodiaku był lew. Z tego też powodu, jak sam przyznał, miał problemy z regularnym powoływaniem Henry?ego i Gallasa. Kontrowersyjne decyzje personalne to wizytówka sześciu lat selekcjonera z Lyonu. W 2006 roku nie zabrał na mundial Guillego, już na zgrupowaniu zraził do siebie Gregorego Coupet?a. Dwa lata potem dokonał równie kontrowersyjnych powołań zostawiając w kraju m.in. D. Cisse, trzeciego strzelca Ligue 1 sezonu 2007/2008 – 16 goli. Jego miejsce w kadrze zajął niedoświadczony Gomis. Także, przed mundialem w RPA szokował swoimi powołaniami. Na mistrzostwa nie pojechał m.in. gracz Realu Karin Benzema.

Przytaczam te nazwiska by uzmysłowić wam jakim szkoleniowcem był Domenech. W jego poczynaniach ciężko było doszukać się jakiejkolwiek logiki. Potwierdzają to słowa jego pierwszej ,,ofiary?, Roberta Piresa: ,,- Nie uczysz się wiele pracując z Domenechem. Nie wiesz, w jakim kierunku idziesz, ani na jakiej pozycji powinieneś grać. Tak było, gdy ja grałem w reprezentacji i tak jest do dziś. Ci piłkarze to wyjątkowe postacie w swoich klubach, a tymczasem kiedy przyjeżdżają na zgrupowanie, nagle nie wiedzą, jak się gra. Coś jest nie tak. Na papierze to przecież najlepsza drużyna na świecie!?

Tak na dobrą sprawę nie byłoby tego tekstu, nie byłoby Domenecha gdyby nie powrót do kadry w 2005 roku trzech muszkieterów. Zizou, Thuram i Makelele ,,wciągnęli? Francję do finałów w Niemczech i poprowadzili drużynę do srebrnego medalu. Patrząc z perspektywy czasu francuscy kibice pewnie woleliby przegrać wtedy w 1/8 fianłu z rewelacyjną Hiszpanią, niż przejść do wielkiego finału i zapewnić Domenechowi posadę na następne 4 lata. Pomyśleć, że od odpadnięcia w fazie grupowej dzieliło ich 35 minut ostatniego meczu z Togo. Czym drużyna z 2006 różniła się od tej z 2008 i 2010, kiedy to nie wyszła z grupy? Odpowiedź jest prosta, miała w swoim składzie generała Zidane?a, który dowodził na boisku i w szatni. Nie było tajemnicą, że przez cały ten czas trwała rozgrywka o wpływy między Zizou, a Raymondem. Jeden miał magiczne umiejętności, które odwróciły niekorzystną kartę, drugi wierzył w magię kart.

Dwa lata potem wicemistrzowie świata odpadli w grupie na Euro. Pomimo tego Domenech pozostał na stanowisku. Rozumiem, że wielki sukces mógł zapewnić niemal dożywotnio posadę Rehagellowi w Grecji, tak bogata piłkarsko nacja jak Francja, chyba mogła pokusić się o zmianę już wtedy. Przyznam, że byłem w szoku, po tym jak Domenech w 2008 roku nie wyleciał na bruk. Znów udałoby się uniknąć ostatecznej kompromitacji dwa lata później, tym bardziej, że za trenerem nie stały już nawet wyniki.

Na mundial znów awansowali z kłopotami, tak naprawdę nie powinni nań pojechać. Swoją drogą ciekawe, czy słynną rękę Henry?ego z meczu z Irlandią, Domenech wyczarował w kartach lub wyczytał w horoskopie. Faktem jest, że dostał od losu więcej niż zasłużył. Nie powinien mieć do nikogo pretensji, gdyby pracę  z kadrą narodową zakończył tak szybko jak jego poprzednik – Santini.

Co działo się latem w RPA wszyscy pamiętamy. Po odejściu z fotela szkoleniowca? pozostał on dyrektorem sportowym reprezentacji, ktoś wysoko postanowiony musi bardzo lubić Raymonda. Nie lubią go natomiast kibice. Dla nich jest on symbolem zmarnowanego potencjału i czterech lat kompromitacji. Kiedy świat obiegła informacja, że były już selekcjoner zarejestrował się jako bezrobotny i zaczął pobierać zasiłek w wysokości 5600 Euro, Michał Pol stwierdził, że Francuzi są gotowi płacić mu nawet więcej za trzymanie się z dala od piłki. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Teraz Raymond wraca do szkolenia młodzieży, właściwie to dzieci, być może odkryje talent na miarę Zidane?a, oby tylko nie przyszło mu do głowy znów trenować jakiś seniorski zespół. Praca z gwiazdami światowego formatu to zajęcie nie dla Domenecha. Nie wierzycie? Wytnijcie z jego CV pewien słoneczny miesiąc między wiosną i latem 2006 roku.

PS. Zachęcamy do odwiedzenia i polubienia naszego profilu na facebooku. Na bieżąco publikujemy tam linki do wszystkich naszych wpisów, czasem także ,,wrzucamy? coś interesującego gratis.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/